wtorek, 9 lipca 2013

Eight - "Nie martw się, już śpi."


– Iker skarbie, kogo ty tam tak wypatrujesz? – Carbonero szybko wyzbyła się swojego wrodzonego, jędzowatego tonu – a robiła tak za każdym razem gdy zwracała się do Casillasa – by zastąpić go tym fałszywym, aczkolwiek pełnym troski. Ha, troskliwa Sara… przecież to niemalże oksymoron. Dotknęła twarzy Ikera dłonią zakończoną długimi, pomalowanymi na krwistą czerwień, doskonale współgrającymi z dodatkami do dzisiejszej, cholernie drogiej i nieco odkrywającej to i owo kreacji paznokciami i tym samym przechyliła jego twarz na tyle, by teraz spoglądał tylko na nią. Automatycznie przylepiła słodki uśmieszek do swojej denerwującej, pokrytej warstwą wieczorowego makijażu twarzy i popatrzyła na swojego narzeczonego z rozczulającą a może raczej zmuszającą do wymiotów czułością. To wszystko było takie sztuczne… Widzieli to wszyscy tylko nie on. Nie dopuszczał do siebie myśli, że ta zołzowata dziennikareczka – jak zwykli potajemnie określać ją inni – jest z nim tylko dlatego, by zyskać rozgłos, by się przy nim wybić. Uparcie wierzył, że go kocha. Wierzył, że on ją kocha, ale ostatnio zaczął mieć co do tego poważne wątpliwości. Po tym jak nocował w hotelu było inaczej. Już tyle się nie kłócili. Sara naprawdę się starała i on to doceniał tyle, że jego myśli coraz częściej zaprzątała Anastasia, Anastasia, która teraz wychodziła z Ballackiem.
– Wydaje ci się. – Skłamał. Kłamanie coraz lepiej mu wychodziło choć nigdy wcześniej tego nie robił. – Chcesz coś do picia? – Uśmiechnął się blado.
– Dziękuję, jesteś kochany. – Musnęła jego wargi a on opuścił taras. Będąc już w środku ostatni raz zerknął w kierunku miejsca gdzie zaparkowane były samochody, którymi większość z nich już raczej nie odjedzie a wszystko ze względu na ilość alkoholu, która rozeszła się po organizmach ich właścicieli.
* 
Michael wyciągnął dłoń ze swoją białą koszulą w kierunku Anastasii.
– Mam ci ją wyprać czy wyprasować? – Zadrwiła. – A nie przepraszam, nie mam przy sobie ani pralki ani żelazka. – Odparła przedrzeźniając go i nerwowo wygładzając swoją mokrą, lepiącą się do ciała sukienkę. Ballack wcisnął odpowiedni przycisk i w ten oto magiczny sposób drzwi się odblokowały.
– Pomyślałem, że może chciałabyś to założyć. – Wymownie spojrzał na jej strój a ona w tym momencie pierwszy raz od momentu w którym się poznali poczuła się nieco niezręcznie. Otworzył tylne drzwi niczym szofer i dłonią zaprosił ją do środka.
– Na pewno nie. – Rzekła po chwili. – Nie rozbiorę się przy tobie. –
– Fakt, kiedyś to ja zerwę z ciebie ubranie ale teraz przyzwyczajaj się do mojej obecności. – Kiedy już usadowiła się w środku Michael zamknął drzwi i oparł się o nie tyłem.
– Jeśli chociażby zerkniesz to cię zabiję. – Mruknęła wyprowadzona z równowagi śmiałością jak i bezczelnością Niemca. MB13 nic sobie jednak z tego nie robił. Niby patrzył w stronę domu Modricia ale ciekawość powoli zżerała go od środka.
– Groźby są karalne a pani, panno Weyden. –Nie uprzedziła kiedy otworzyła drzwi co równało się z tym, że oberwał nimi Ballack i wreszcie ten głupkowaty uśmieszek choć na sekundę zniknął z jego twarzy.
– Nie patrzyłem przecież. – Odparł niewinnie. – Ale potem sobie na kamerze obejrzę. – Powiedział tak, bo doskonale wiedział, że ją tym zdenerwuje. I udało mu się. Potwierdziło to lekkie uderzenie w potylicę jakie mu wymierzyła. Roześmiał się.
– Chyba spalę się ze wstydu jeśli ktoś mnie w tym zobaczy. –
– No co ty, masz ładne nog.. znaczy koszulę. – Powstrzymał śmiech pozorując nagły atak kaszlu po czym rzucił jej kluczyki i obszedł samochód dookoła by zająć miejsce pasażera.
– Mam prowadzić?! –
– Bo wiesz.. teraz mi się przypomniało, że w zasadzie wypiłem dwa a może trzy drinki… – Wzruszył ramionami a ona usiadła za kierownicą.
– Nie zapytałeś czy mam prawo jazdy… – Włożyła kluczyk do stacyjki. – Nie zapytałeś czy w ogóle umiem prowadzić. – Przerwała na chwilę obserwując reakcję Michaela. Ten tylko machnął ręką. Ana przekręciła kluczyk uruchamiając tym samym jego drogą zabaweczkę. – Mam nadzieję, że masz ubezpieczenie… – Zwróciła się do niego złośliwie.
– A ty w ogóle sięgasz do pedałów? – Zadrwił – Może przysunąć ci siedzenie bliżej? – Zapytał z satysfakcją jednak szybko tego pożałował bo kiedy cofała z przestrachem patrzył w boczne lusterko. Jego wóz zatrzymał się dosłownie kilka centymetrów od nowiuśkiego porsche Ramosa.
– Nigdy. Więcej. Tego. Nie. Rób. – Starał się zabrzmieć spokojnie kładąc dłoń na jej kolanie, którą zresztą kazała mu szybko zabrać pod groźbą jej straty.
Czuła się odrobinę niekomfortowo przez co niekoniecznie mogła skupić się na jeździe.
– Bądź grzeczny a może dowiozę cię do domu w całości. – Wytknęła koniuszek języka w jego stronę. Przy nim zachowywała się tak niepoważnie, w ogóle robiła rzeczy o których wcześniej nawet by nie pomyślała zważywszy na ich absurdalność.
– Skręć w lewo a na następnym skrzyżowaniu w prawo. – Instruował Michael a ona czuła się zupełnie jak na kursie prawa jazdy.
 *
Kiedy otworzył drzwi od strony pasażera miał minę, jakby zamierzał ucałować ziemię. Zamiast tego jednak z nabożną czcią pogładził maskę swojego samochodu.
– Mój wóz, moja kareta kochana, moje audi…! – Zawył. – Mogłaś je skasować. – Zwrócił na nią swoje spojrzenie przywołując tym samym moment w którym o mało co nie staranowała porsche Ramosa. Anastasia wzruszyła tylko ramionami z myślą, że nigdy nie zrozumie facetów.
– Żartowałam tylko. –
– Masz dziwne poczucie humoru. –
– I kto to mówi! – Odgryzła się kiedy wyciągnął dłoń po kluczyki. Nie od razu mu je podała. Chwycił je więc sam a kiedy ich dłonie się zetknęły po ich ciałach rozeszły się przyjemne dreszcze.
– Puścisz, czy będziesz udawać breloczek? – Uśmiechnął się w ten swój charakterystyczny, cholernie seksowny sposób ujawniając tym samym dwa rzędy swoich śnieżnobiałych zębów. Po raz ostatni dotknął swojego auta. – Nie bój się, ta zła pani już sobie idzie i więcej nie zrobi ci krzywdy. – Ballack ponownie skierował swoje spojrzenie na Anastasię. Ta miała minę jakby resztkami sił powstrzymywała się by nie kopnąć go w kostkę.
– A o moje zdrowie psychiczne które znacznie cierpi na przebywaniu z tobą nikt się nie martwi. – Rzuciła sarkastycznie.
– Ciii. –
– No i jeszcze ma czelność mnie uciszać. – Mruknęła pod nosem. Michael objął ja ramieniem i ruszyli w stronę jego mieszkania.
 *
Ballack przy pomocy kompletu kluczy, który odnalazł się dopiero w marynarce, a którego - mimo uprzednich stanowczych uprzedzeń, że na pewno ich tam nie ma - chciał szukać nawet w kieszeni koszuli którą miała teraz na sobie Ana, otworzył drzwi i wpuścił ją do środka.
– Tam jest łazienka. – Wskazał od razu a ona posłała mu pełen wdzięczności uśmiech. Kiedy przejrzała się w lustrze westchnęła tylko. Ciekawe, czy zdawała sobie sprawę, że jej włosy w pewnym stopniu przypominały fryzurę Puyola i to trzeba przyznać po dość wyczerpującym treningu. Miały jednak ciemniejszy kolor i były odrobinę mniej poplątane. Rozebrała się i weszła pod prysznic. Ciepła woda spływała po jej ciele wywołując tym same miłe dreszcze. Wszystkie nagromadzone emocje zaczęły powoli z niej ulatywać.
 *
Właściwie łazienka jak łazienka, choć zdziwił ją ten nienaganny porządek. Przy nim ona i jej siostra wychodzą na bałaganiary. No, ale przecież one nie mają gosposi która za nie posprząta więc czuła się w jakiś sposób usprawiedliwiona, tym bardziej ze względu na ogrom obowiązków jakie teraz na nią spadły. Rozejrzała się. Nie zauważyła nic, no może poza suszarką – tak, typowo w kobiecym kolorze – co wskazywałoby, że mieszka tu przyszła – bądź już obecna pani Ballack.
– Słuchaj, mam dla Ciebie coś do ubrania. – Zapukał do drzwi.
– Oby nie kolejną koszulę. – Odparła ironicznie. Michael zaśmiał się w duchu. Drzwi lekko się uchyliły a zza nich wyłoniła się ręka Any która najwyraźniej domagała się obiecanej odzieży. Zamierzał się chwilę z nią podroczyć, ale w końcu po prostu jej ją podał.
– Gdybyś potrzebowała suszarki jest na półce na dole… siostra zostawiła. – Zabrzmiało to tak, jakby się jej tłumaczył a przecież nie musiał. Uśmiechnęła się sama do siebie.
Tyle, że on nie miał siostry… a końcówka „siostra Fabregasa zostawiła” nie zabrzmiałaby zbytnio przekonująco. Ballack, kiedy do Ciebie dotrze, że kłamstwo w dobrej wierze nie istnieje? Będziesz tego żałował…
 *
Kiedy wyszła z łazienki – trochę dręczona wyrzutami sumienia, że za długo tam siedziała – Michael wycierał włosy ręcznikiem. No tak, pewnie ma drugą łazienkę, tylko po co mu takie duże mieszkanie skoro najwyraźniej mieszka sam?
Patrząc na Anastasię starał się nie zaśmiać. Wyglądała komicznie w koszulce i spodniach od dresu które jej dał. No ale czego się spodziewał? Przy nim wydawała się być taka drobna i krucha.
– No już, zmykaj na kanapę. – Uśmiechnął się okrywając ją kocem i podając kubek gorącej herbaty. Potem zniknął gdzieś w kuchni a ona kierowana nudą widząc pilota mimo późnej pory włączyła telewizor i zaczęła skakać po kanałach w nadziei, że jednak mimo wszystko znajdzie coś ciekawego. Nic z tego. Kiedy Michael wszedł do pomieszczenia które pełniło funkcję salonu akurat przełączyła na jeden z kanałów sportowych na którym leciał mecz ligi niemieckiej. Przecież jest Niemcem, pomyślała, że może się ucieszy widząc znajome twarze.
– Zimno mi, mógłby mnie ktoś przytulić. – Mruknął siadając obok niej i trącając ją łokciem.
– A mnie, to mógłby przytulić ten bramkarz Bayeru. – Kiwnęła głową w stronę telewizora po czym przykryła Michaela kocem. – Znasz go? –
–  Bayernu – Poprawił ją Ballack po czym kiwnął tylko potakująco głową. – Jest dla Ciebie za młody. –
– Przesadzasz, wygląda jak by był w moim wieku… – Trafiła, ale on na pewno jej tego nie powie. Westchnął tylko kładąc rękę na oparciu kanapy.
– A więc lubisz bramkarzy? – Zapytał spoglądając prosto w jej tęczówki, które teraz przybrały odcień czekolady.
– Nie, lubię blondynów. – Odparła wesoło z powrotem kierując swoja twarz na ekran, gdzie właśnie pokazywano Neuera, który sprawnie przechwycił piłkę po strzale jednego z zawodników drużyny przeciwnej przyodzianego w żółto-czarny strój.
– Spokojnie, już ja to zmienię. – Szepnął jej na ucho i to całkiem poważnie. Znowu czuła na sobie jego oddech. Jej tętno znacznie przyśpieszyło. Wciąż na nią spoglądał ale ona uparcie patrzyła w ekran. Lepiej, żeby się teraz nie odkręcała w jego stronę.
– Więc… oglądamy mecz? Myślałem, że kobiety tego nienawidzą. – Odezwał się ponownie.
– Od czasu do czasu lubię sobie popatrzeć na murawę. Zielony mnie uspokaja. . – No, powiedzmy, że to była prawda.
–To może ja skocze po piwo i chipsy żeby było autentyczniej? Co ty na to? –
– W porządku. –
 *
Przecież to anioł nie kobieta. Młoda, bystra, wykształcona. O nie, już on nie pozwoli, żeby mu się wymknęła. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nie patrzy na nią tylko i wyłącznie przez pryzmat pożądania. Wytyczył sobie cel – chciał by była jego i to już na zawsze. Właściwie zalążek tego pomysłu zrodził się w jego głowie już najwyraźniej wtedy, kiedy spotkał ją pierwszy raz. Chciałby spędzać z nią każdą wolną chwilę. Chciałby, by takie wieczory jak ten stały się rutyną. Chciałby po prostu, żeby była przy nim. Nie ważne, czy siedzą na kanapie i oglądają mecz czy tez jedzą kolację w drogiej restauracji. Chciałby definitywnie odciąć się od przeszłości i tym, co go spotkało.
 *
Może tylko ją odwiózł? A co jeżeli pojechali do niego, jeśli jest taka jak wszystkie inne kobiety które za wszelką cenę chcą usidlić piłkarzy? Czym dłużej o tym myślał tym gorzej się czuł. Niczego nie mógł być pewny. A do tego Sara… Cały wieczór skakała wokół niego jakby był dzieckiem. Najwyraźniej chciała mu się przypodobać jednak to go tylko denerwowało. Czy może mieć do niej pretensje za to, że próbuje ratować ten związek? Tylko po co? Dawny żar i namiętność wygasły a zastąpiła je rutyna. On poświęcał się piłce, ona dziennikarstwu. Coraz mniej czasu spędzali ze sobą i coraz bardziej się od siebie oddalali. Kiedy ostatni raz powiedział, że ją kocha? Czy w ogóle nadal ją kocha? Nie potrafił odpowiedzieć na żadne z tych pytań. Czuł, że nie jest fair w stosunku do Sary. Chyba powinien dać sobie czas, wszystko na spokojnie przemyśleć. Ale nie teraz, bo znowu myśli o dziewczynie o kruczoczarnych włosach i szczerym odrobinę niezręcznym uśmiechu który tak go urzekł.
 *
Michael był szalony i trochę niczym wrzód na tyłku, ale zaczynała lubić jego towarzystwo. Jej komórka dała o sobie znać. Zerknęła na wyświetlacz.
– Chyba się zasiedziałam. Przepraszam, musze się już zbierać. – rzuciła pośpiesznie wstając z kanapy.
– Zaczekaj, odwiozę cię… znaczy zamówię taksówkę i pojadę z Tobą. Zamierzasz wracać po nocy i to w takim stroju? – Spojrzał na nią wymownie. – Przecież jak będziesz szła to prędzej czy później i tak zgubisz ten dres. – Zaśmiał się. Narzucił na nią swoja kurtkę i wyszli z mieszkania.
 *
– To tutaj. – Rzuciła do kierowcy.
– Nie zaprosisz mnie do środka? – Chwycił jej dłoń kiedy zbierała się do wyjścia. –
Michael posłuchaj, ja… ja nie mieszkam sama a jest już naprawdę bardzo późno… – Odparła spokojnie zabierając dłoń.
– Nie idź jeszcze. – Szepnął a ona prawie skapitulowała.
– Michael dzięki. Za wieczór, za ubrania i za wszystko. Choć to właściwie TWOJA wina. –
– Nie ma sprawy. Każdy mógłby się znaleźć w podobnej sytuacji. Może i ja kiedyś będę potrzebował twojej pomocy? –
– O nie, ja ci swoich ciuchów nie pożyczę… –
– Może i nie, ale będę miał już swoje u ciebie. – Spojrzał na jej strój i się uśmiechnął.  Aha, czyli ma ich nie oddawać (?)
– Do zobaczenia! – Rzuciła i zamknęła za sobą drzwi.
 * 
Otworzyła jej siostra.
– O kurwa, widzę, że było ostro. – Skwitowała Ashley na widok Anastasii ubranej niezaprzeczalnie w męskie części garderoby. – To taki zwyczaj? Nie znam się na piłce ale wiem, że po meczu jest cos takiego jak wymiana koszulek… Rozumiem, że po bankiecie też się wymieniacie, i to wszyscy? – Poruszyła zabawnie brwiami. – Czemu mnie ze sobą nie zabrałaś?! –
– Ash, koniec tych żartów. – Ucięła. – Co z… –
– Nie martw się, już śpi. – Ashley weszła jej w słowo. –


_________________
i znowu mnie długo nie było, no ale co zrobić. wakacje, niby człowiek powinien mieć więcej czasu a tu wprost przeciwnie. XD co do rozdziału... miało być inaczej, a jest tak. Neuer ze specjalną dedykacją dla Mani <3 

sobota, 22 czerwca 2013

Seven - "I nie chciałbym tego zepsuć."

Słabo pływała. Tak mówiła o sobie, ale z perspektywy obiektywnego obserwatora to było wręcz za dużo powiedziane. Kompletnie nie umiała pływać, jedynie nieporadnie unosiła się na wodzie. Jednak zmotywowana a do tego mocno rozzłoszczona kobieta potrafi pokonać swoje ograniczenia i tak, dzisiaj szło jej znacznie lepiej. W miarę możliwości - a trzeba przyznać, że przylegająca do ciała sukienka znacznie ograniczała jej ruchy - przemierzała basen w poszukiwaniu Ballacka… albo, chociaż jego ciała osadzonego na dnie, ażeby je w jakiś sposób stamtąd wyłowić. Wrodzony optymizm, nie ma co…
Niech ona znajdzie tego pożal się Boże topielca to już ona mu pokaże gdzie raki zimują! Jej duże brązowe oczy były pełne strachu, strachu o tego idiotę. Nigdzie go nie było a przecież nie mógł zniknąć od tak. Rozpłynąć się niczym kamfora. Prawie się poddała. Powinna była wezwać pomoc od razu a nie działać na własną rękę. Przeklinała w tej chwili swoją impulsywność. Myślała, że sama coś zdziała, dobre sobie. Ratownicza ze słonecznego patrolu się znalazła. Jej oczy zaszły łzami. Czy zamierzała płakać? Ależ skąd, tylko zwiększyć poziom wody w basenie.
Obraz stawał się coraz bardziej niewyraźny. Chwyciła dłońmi za brzeg by wreszcie się stamtąd wydostać. Jej uszy pochwyciły ciche, ale jakże znajome chrząknięcie. Przetarła oczy. To, co zobaczyła, kiedy przekręciła się w kierunku źródła dźwięku kompletnie wprawiło ją w osłupienie. Usta przybrały coś na miarę kształtu litery „o”. Długo nie mogła wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Na jednym z leżaków jak gdyby nigdy nic leżał sobie Ballack i z niewinnym, wręcz głupkowatym uśmiechem przyglądał się poczynaniom Anastasii.
– Coś słabo mnie ratowałaś. Właściwie mógłbym się już dawno utopić. – Odparł z wyrzutem podnosząc się ze swojego miejsca. Wciąż miał na sobie tylko bokserki. Pojedyncze krople wody spływały z jego wilgotnych ciemnych włosów wprost na umięśnione ciało. Wyglądał tak, jakby właśnie brał udział w jednej z reklam.
– Idiota. – Oprzytomniała wreszcie. Śmiało spojrzała w te jego pełne błękitu ślepia starając się dać mu tym samym do zrozumienia, co o tym wszystkim sądzi. Ballack wytknął język w jej stronę i podążył wolnym krokiem w stronę basenu. Ana zmrużyła powieki. Stanowczo zbyt długo się w nią wpatrywał. Skłamałby, jeśli powiedziałby, że nie robiła na nim wrażenia. Nawet teraz, kiedy wyglądała prawie jak zmokła kura. Kiedy od tak po prostu wyciągnęła swoją drobną dłoń w jego kierunku, ten zaślepiony urokiem kobiety chwycił ją od razu nie spodziewając się nawet, że może zostać wciągnięty do wody, czemu towarzyszyło nie tylko charakterystycznie plusknięcie, ale i wesoły śmiech Włoszki. Skąd u niej taka ambiwalencja nastrojów? Sama nie wiedziała, ale na Michaela nie można było się długo gniewać. Wpatrywali się w siebie przez chwilę. Zaskoczyła go, kiedy zauważył, że się do niego zbliża. A była bliżej, coraz bliżej, tak, że niemal stykali się ciałami. Prawie zapomniał jak się nazywa, kiedy nie śpiesząc się otoczyła rękoma jego szyję. Cóż, podatny na kobiece piękno to on zawsze był, ale żeby aż tak? Teraz czuł się niemal tak jak Ronaldo w magazynie wypełnionym pudełkami z żelem do włosów. Widok kusząco rozchylonych warg całkowicie go pochłonął.
Mściwa jest, lubię takie. Pomyślał, kiedy próbowała go podtopić zanurzając jego głowę w wodzie. Nie był jej dłużny, chwycił ją za nogę i pociągnął za sobą na dno basenu.
Boże. Ma 26 lat i jest taka niepoważna. Zachowuje się jak niewydarzona nastolatka siłując się z nim w wodzie. Nie mogła w to uwierzyć, bo to raczej do niej nie pasowało, ale było na swój sposób przyjemne. I liczyło się tylko tu i teraz. To, co było kiedyś odchodziło w niepamięć a trzeba przyznać, że każde z nich miało bardzo bogatą przeszłość, jednak o tym, to już innym razem…
– Impreza w basenie! – Rzucił podekscytowany Ramos odstawiając swojego drinka, po czym ruszył biegiem w stronę wymienionego przez siebie obiektu. Nie tracił nawet czasu by się rozbierać. Wskoczył do wody na tak zwaną "bombę" ochlapując przy tym Michaela i Anastasię.
Nie trzeba było długo czekać by zrobiło się tłoczno. Kaka przechadzał się brzegiem basenu niczym Anja Rubik na wybiegu w Paryżu dumnie prezentując wszystkim swoje nowiusieńkie, przecudnej urody rażące czerwienią bokserki z motywem w misie, które dostał wczoraj od żony na urodziny. Ma kobieta gust…
Ronaldo właśnie gonił Benzema, ponieważ wielkie dzieło fryzjerstwa artystycznego umiejscowione na głowie madryckiej siódemki zostało brutalnie zdewastowane po tym, jak Karim zaczął wypróbowywać na włosach Cristino grzebień Pepe. Dodajmy grzebień, z którym Pepe nigdy się nie rozstawał a dzisiejszego wieczora oddał go Benzemie w zamian za klucze - podkreślmy do jego własnego mieszkania, – które dziwnym trafem znalazły się w posiadaniu Karima. Khedira, jak to Khedira zasnął gdzieś pod krzakiem wprawiając tym samym jego dziewczynę – Lenę Gercke w niemałą histerię. Ci bardziej cywilizowani i stabilni psychicznie piłkarze wraz ze swoimi partnerkami wciąż bawili się w środku. Modrić, który użyczył swojej ekskluzywnej willi na potrzeby zorganizowania dzisiejszego bankietu teraz patrzył przez okno i załamywał ręce. Jak on teraz wytłumaczy żonie zniknięcie jej ukochanego wazonu – który zaraz po tym, jak Ozil udawał, że wznosi Puchar Ligii Mistrzów – rozsypał się w drobny mak? Może najlepsza taktyką byłoby udawanie, że go nigdy nie było? Lepiej niech zacznie sprzątać ten syf bo jeszcze wyjdzie na to, że przed jej powrotem nie zdąży…
– Lepiej bądź grzeczna. –
– Bo co? – Zapytała zadziornie Włoszka.
– Bo nie pożyczę ci mojej marynarki jak już wyjdziemy z basenu. – Odparł triumfalnie Ballack. – Nie wiem czy zauważyłaś, ale ta sukienka nie tylko bardzo przylega do ciała, ale i też prześwituje w co poniektórych miejscach. – Ana nie dowierzała. Nawet spojrzenie zaraz pożrę cię wzrokiem nie działało. Domyślała się, że blefował.
– Dobrze, w takim razie bądź tak miły i pomóż mi z suwakiem. – Odwróciła się do niego tyłem, po czym odgarnęła z pleców długie, ociekające wodą czarne włosy. – Skoro i tak prześwituje to mogę się jej pozbyć, przynajmniej będzie mi łatwiej wyjść z basenu. – Dokończyła ze stoickim spokojem, chociaż to wcale nie było łatwe, bowiem czuła na swojej szyi jego gorący oddech. I co teraz panie Ballack?
– Chciałabyś. – Prychnął. – To ja już ci z tym wyjściem pomogę. Nie chcę żebyś się przeziębiła. – Rzucił tonem nieznoszącym sprzeciwu spoglądając kątem oka na pozostałych gapiących się na nich zawodników Realu Madryt i chwycił ją na ręce. Jacy ci mężczyźni prości w obsłudze, tak łatwo dają się podpuszczać. Pomyślała obejmując rękoma szyję Michaela.
– Tylko mnie nie upuść. – Dodała kpiąco, ale brunet nie zareagował. Nie obdarzył jej choćby spojrzeniem. Nie był zły na Anę, raczej na siebie, bo to on ją do tego w jakiś sposób sprowokował. Myśl, że miałby pozbyć się jej sukienki była piekielnie kusząca, ale po pierwsze nie przy wszystkich, po drugie nie w basenie (chociaż dlaczego nie?) a po trzecie i najważniejsze na pewno nie tylko po to, by ułatwić jej wyjście z tego pierdolonego basenu. Michael ogarnij się. Powtarzał w myślach starając się udawać niewzruszonego jednak to nie było łatwe szczególnie, gdy go dotykała, gdy on dotykał ją. – Domyślałam się, że blefujesz. No wiesz.. z tym prześwitywaniem sukienki… – Odezwała się kiedy odstawił ją na ziemi i chwycił swoje ubrania.
– … więc ty też posunęłaś się do blefu. – Podłapał szybko. – Teraz zaczynam żałować, że ci nie pomogłem. – Odparł przekornie, choć wcale tak nie myślał.
– A ja zaczynam żałować, że wskoczyłam za tobą do wody. – Dodała wskazując tym samym na swoją sukienkę. – Teraz chuchaj żeby wyschła. – Zażartowała.
– Mieszkam niedaleko, chodź. Wysuszysz się, przebierzesz a potem cię odwiozę. –
Anastasia przez dłuższą chwilę nic nie mówiła. Starała się w myślach odtworzyć dalszy możliwy przebieg wydarzeń dzisiejszego wieczora. W mieszkaniu Ballacka na dodatek. Niemiec tylko westchnął.
– Nie doszukuj się w mojej propozycji żadnych podtekstów. –
– Ufam ci. – Rzuciła dając tym samym do zrozumienia, że się zgadza. Ją samą zaskoczyły słowa, które wydobyły się z jej ust. No, ale powrót do domu w przemoczonej sukience nie byłby najrozsądniejszym pomysłem.
– Wiem. – Michael zrobił dłuższą pauzę a kiedy naciągnął na siebie spodnie i uporał się z ich zapięciem zwrócił swoje szafirowe oczy na jej oblicze. Ciemne pasma mokrych włosów lepiły się do jej bladych policzków. – I nie chciałbym tego zepsuć. – Dokończył. Czuła, że mówi szczerze. Tak, Ballack należał raczej do tych zawsze szczerych jednostek, które myślały, że zmienią świat i w nosie miały to, że komuś mogłyby się nie spodobać ich poglądy. Michael jasno i otwarcie, nie bacząc przy tym na możliwe konsekwencje przedstawiał swoje racje wzbudzając tym zaufanie innych. A może była to tylko maska, spaczona forma manipulacji a wszystko po to, by osiągnąć jakiś wcześniej obrany cel?