wtorek, 26 maja 2015

Fourteen ♦ Koniec pierwszej serii.

Mesut Özil, jeden z kluczowych zawodników Realu; tryskający energią i entuzjazmem w każdej możliwej sytuacji, sypiący żartami jak z rękawa piłkarz, którego codzienną misją było szerzenie chaosu i destrukcji oraz werbalne dręczenie swoich kolegów, już od dłuższego czasu siedział na ławeczce w szatni pochylony do przodu, niemalże w bezruchu skrywając swoją opaloną twarz w dłoniach. Reszta Królewskich przebierając się po skończonym kilkanaście minut temu treningu podszeptywała między sobą o nieco dziwnym, dzisiejszym zachowaniu kolegi.
- Coś musiało sie stać. - Rzekł cicho wyraźnie zaniepokojony Ronaldo. Zazwyczaj to on najbardziej narzekał na wrodzoną gadatliwość Niemca, który zasypywał go gradem pytań i niepotrzebnych informacji. Z resztą nie od dziś było wiadomo iż Özila śmiało można było porównać do sklepu monopolowego. Zazwyczaj buzia nie zamyka mu sie przez dwadzieścia cztery godziny na dobe, przez co często doprowadza także i resztę drużyny do szału.
- Dajcie spokój, pewnie znowu najadł się cukierków z alkoholem i teraz dochodzi do siebie... - Kepler mówiąc to rozłożył tylko bezradnie ręce, a temu gestowi towarzyszyła jakże wiele mówiąca mina w stylu "no cóż, zdarza sie."
- Zróbże coś wreszcie! - Uniósł się Cristiano po czym zdzielił Ramosa ręcznikiem i powstrzymał nawet mięśnie swojej jakże idealej twarzy, aby nie wykrzywiły sie w triumfalnym uśmiechu, kiedy spomiędzy ust Sergio wydobyło sie "auuu."
- Uważaj! Bo zaraz twoje włosy zatęsknią za żelem jaki nosiły! - Zdenerwował się Ramos i w ostatniej chwili podrapał sie po głowie, gdyż wcześniej zamierzał sie zamachnąć na madrycką siódemkę i samemu wymierzyć sprawiedliwość.
- Nie wyprowadzi mnie z równowagi byle jaki nażelowany piłkarzyna! - Odszczeknął się, zapiął ostatni guzik kremowej koszuli i dumnie uniósł głowę nawet nie racząc zaszczycić spojrzeniem wcześniej wspomnianego osobnika płci męskiej.
Nagle drzwi otworzyły sie z hukiem a w nich pojawił sie nie kto inny, jak zziajany Karim Benzema, który najwyraźniej właśnie chwile temu skończył biegać karne kółka za ponowne spóźnienie sie na trening.
- Takie bieganie to już nie na moje lata. -  Stwierdził resztkami sił opadając na ławkę i bardzo powoli zmierzył całą szatnię uważnym spojrzeniem.
- O, Mesut! - Zawołał uradowany, jednak nie otrzymał odpowiedzi. Niemiec nawet sie nie poruszył.
- Chyba zemdlał..., o lepiej nie żyje! - Za moment podzielił sie  swoimi przypuszczeniami Karim, ale Casillas zamierzał wyprowadzić go z błędu.
- Nie jest martwy... - W każdym razie Benz znacznie sie ożywił i wszedł mu w słowo.
- Sprawdziliście? Moge go kopnąć jeśli chcecie! - Zaoferował sie życzliwie jednak nikt nie zechciał skorzystać z owej propozycji.
Ramos natomiast podkradł sie do Mesuta po czym nachylił sie nad nim w milczeniu.
- Chcęę pićć twojąą kreww! - Wysyczał z akcentem prosto z filmów o Draculi, jednak jemu samemu z tą kasztanową, wiecznie pogrążoną w artystycznym nieładzie czupryną i bladą ze zmęczenia cerą, po kolejnej zakrapianej alkoholem nocy, bliżej mu było do niejakiego Edwarda Cullena. Özil znowu nie zareagował. Najwyraźniej przeszedł z etapu łagodnego lekceważenia do otwartego olewania, co niekoniecznie sie wszystkim podobało. Serio niezadowolony z faktu iż nikt nie docenia jego przewspaniałej gry aktorskiej wydał z siebie nieartykułowany jęk rozpaczy, lecz po chwili sie opamiętał. Zależało mu na rozweseleniu kolegi, Ronaldo z tymi swoimi sugestiami mógł sie wypchać. Grymas na wiecznie uśmiechniętej twarzy Mesuta podczas treningu wyglądał nieco dziwnie.
- Özilku, czy wszystko dobrze? - Zapytał troskliwym głosem Kepler, kładąc dłoń na ramieniu Niemca.
- A dajcie wy mi wszyscy święty spokój! - Nie wytrzymał już dłużej Mesut i podniósł sie z miejsca jednocześnie chwytając śnieżnobiały ręcznik a także przewieszając go sobie przez ramie. Ronaldo najwyraźniej chciał coś jeszcze powiedzieć, ale widząc mine przyjaciela szybko zrezygnował.
- Bo inaczej wyjde do sklepu po papierosy i wróce za dziesięć lat! - Dokończył.
- Ale przecież ty nie palisz. - Zauważył Kepler.
- Ah tak, to ja mówie, że moge wrócić za dziesięć lat a ty bardziej przejmujesz sie tym, że nie pale? - Zapytał i wychodząc trzasnął drzwiami pozostawiając Królewskich w totalnym osłupieniu. Za moment jednak wrócił gdyż z tego wszystkiego pomylił drzwi prowadzące na korytarz, z tymi od łazienki.

• • • • • 

- Nie przywitasz się ze mną? - Zapytał Michael, kiedy brunetka już przestąpiła próg jego mieszkania, a na jego nieziemsko przystojnym, opalonym obliczu zawitał ten jego charakterystyczny, tak przykuwający uwagę płci żeńskiej, uśmiech.
- Nie było cie przez dwa tygodnie. Nie dałeś znaku życia, nie powiedziałeś gdzie jedziesz, kiedy wracasz... - Wyliczała chłodno Anastasia nieustannie wpatrując się w błyszczące, cudownie niebieskie tęczówki mężczyzny, w których widziała swoje własne odbicie. Ballack natomiast miał doskonały pogląd na zawiedzony wyraz twarzy kobiety, którą darzył wielkim uczuciem. I to nie tak, że nie zrobił on na nim wrażenia, jednak co mógł zrobić?

- Myślałam, że jestem dla Ciebie kimś wyjątkowym... - Podjęła, ale już nieco ciszej, tym razem unikając kontaktu wzrokowego. Było jej przykro, ponieważ Michael ponownie zaczął budować między nimi mur, zamiast do reszty pozwolić jej go zburzyć. Niejednokrotnie czuła, że jest bliski wyjawienia jej prawdy, ale zawsze w ostatniej chwili sie wycofywał. Wiedziała, że nie powinna go oceniać. Sama miała tendencje do podobnego zachowania, albowiem obawiała sie jego reakcji.
- Jesteś.. - Potwierdził Ballack. Chwycił jej twarz w dłonie a następnie pogładził kciukiem jej blady policzek. Nachylił sie nad nią i złożył na jej lekko zaróżowionych wargach delikatny niczym muśnięcie piórka pocałunek. Nie dając kobiecie szansy na jego odwzajemnienie, oparł swój podbródek na jej głowie i zamknął ją w swoich silnych ramionach, jakby chciał zakomunikować całemu światu, że owa cudowna kobieta należy tylko do niego i nie pozwoli na to, aby ktokolwiek zrobił jej krzywdę. Anastasiaa przymknęła na moment powieki. Wsłuchana w równomierne bicie jego serca pomyślała, że mogłaby spędzić w jego ramionach całą wieczność. Czuła sie w nich bezpiecznie, a wszystkie jej problemy znikały wtedy tak nagle jak poranna rosa.
- Martwiłam sie o ciebie. - Szepnęła cicho, jakby tym samym usprawiedliwiając swoje wcześniejsze zachowanie.
- Zupełnie niepotrzebnie. - Odparł spoglądając prosto w jej duże, brązowe oczy  i odgarniając za ucho zbłąkany kosmyk jej długich, lekko kręconych czarnych włosów.
- Nie masz nawet pojęcia, jak bardzo tęskniłem. - Stwierdził najzupełniej szczerze tuląc ją do siebie jeszcze mocniej. Ona natomiast po chwili odsunęła sie od niego nieznacznie, koncentrując swoje spojrzenie na jego cudownych oczach, które niekiedy pochłaniały ją bez reszty.
- To mi to pokaż. Pokaż mi jak bardzo tęskniłeś. - Powiedziała zdecydowanie.
Michael chwycił delikatnie jej drobną dłoń i ucałował, a potem położył ją sobie na piersi. - Z każdym biciem serca coraz mocniej. - Odparł szczerze czemu towarzyszył delikatny uśmiech i te charakterystyczne dołeczki w policzkach, które tylko dodawały mu uroku. W jego oczach widać było zachwyt, patrzył na nie tylko piękną, ale i mądrą kobietę, która stała sie dla niego kimś niewyobrażalnie bliskim. Nie dopuszczał do swojej świadomości myśli, że kiedyś mogłoby jej zabraknąć.
I tak przypatrywali sie sobie przez chwile, mając wrażenie, że czas na moment się dla nich zatrzymał.  Anastasia zdała sobie sprawę, że dotykanie go było jak uświadomienie sobie, że wszystko czego kiedykolwiek pragnęła, jest tuż przed nią. I kiedy ponownie ją objął, przez chwilę, która wydawała jej się wiecznością, odniosła wrażenie, że ma wszystko. Wspięła sie na czubki palców, by móc obdarzyć go czułym pocałunkiem, który z każdą chwilą znacznie sie pogłębiał i stawał coraz zachłanniejszy. Brunet chwycił kobietę bez problemu, zupełnie jakby ważyła tyle co piórko, i posadził na stole. Muskał wargami jej szyję i dekolt, wsłuchując sie jednocześnie w ciche pomruki zadowolenia jakie wydobywały sie spomiędzy jej nabrzmiałych od pocałunków, zaróżowionych ust, których smak tak uwielbiał. Napawał sie jej zapachem, zdecydowanie błądził dłońmi po jej seksownym ciele, w czasie kiedy ona całkowicie sie mu poddała. Jego bliskość sprawiała jej ogromną przyjemność. Nigdy nie sądziła, że jeszcze kiedyś poczuje sie tak w ramionach mężczyzny. Kiedy naparł na nią całym swoim ciałem na moment wstrzymała oddech. Pogładziła dłońmi jego plecy, a potem przesunęła je niżej, na jego pośladki. Wsunęła dłonie w tylne kieszenie jego jeansów i lekko je zacisnęła, na co spomiędzy warg mężczyzny wydobyło sie ciche westchnienie.
- Szukasz drobnych? -
Zapytał z udawaną powagą a jego usta momentalnie rozszerzyły sie w uśmiechu uwidaczniając tym samym dwa rzędy śnieżnobiałych zębów.
- Tylko w kieszeniach niegrzecznych chłopców. - Oznajmiała zaczepnie, równie intensywnie mu sie przyglądając.
I nagle czar prysł, albowiem dźwięk ich nierównomiernych oddechów zakłócił sygnał telefonu.
- Nie odbieraj. - Poprosiła cichutko Ana, ale Michael niechętnie sie od niej odsunął. Oczywiście, najchętniej wyrzuciłby komórke przez okno, ale nie mógł tego zrobić.
- Musze. - Odparł krótko, po czym nie zastanawiając sie długo, odebrał. Niezbyt ukontentowana Anastasia, uważnie przysłuchiwała sie rozmowie, aczkolwiek niewiele zrozumiała, ponieważ mężczyzna rozmawiał z kimś w swoim ojczystym języku. Przynajmniej tak podejrzewała biorąc pod uwage to jego dziwne bełkotanie, które wydawało jej sie nawet odrobine zabawne. Misza odkręcił sie do niej plecami, ale zanim to zrobił dostrzegła w jego szafirowych oczach wściekłość. Był bliski furii a kobieta wyraźnie sie zaniepokoiła. Cichutko pokonała odległość kilku kroków jaka ich dzieliła, po czym objęła go od tyłu i przytuliła głowę do jego pleców. Właściwie nie zastanawiała sie nad tym co robi i jakie to może pociągnąc za sobą skutki. Pod wpływem jej dotyku, ciało Michaela rozluźniło się, ale ton głosu pozostał chłodny i formalny do czasu aż zakończył on chyba nie do końca przyjemną rozmowę. Kim był ten ktoś po drugiej stronie słuchawki?
Zastanawiała sie Ana, jednak gdy mężczyzna obrócił sie do niej przodem, skupiła swoją atencję właśnie na nim.
- Musisz już iść. - Przerwał wreszcie ciszę, a brunetka nie wierzyła temu, co słyszy. Rozchyliła nieznacznie wargi, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie zrobiła tego.
- Proszę, nie pytaj o nic. Po prostu wyjdź. - Rzekł nazbyt spokojnym tonem wpatrując sie prosto w jej brązowe tęczówki, w których iskerki wesołości gwałtownie zgasły.  Wiedział, że to jego wina, ale co mógł zrobić? Ballack z pewnoscia długo nie zapomni oczu, które wpatrywały się w niego, pytając "dlaczego?" Czuł sie fatalnie, obserwując jak Ana bez słowa opuszcza jego mieszkanie. Pragnął ją zatrzymać, ale nie mógł. Wtedy wszystko skomplikowałoby sie jeszcze bardziej.
Nie rozumiała postępowania Michaela, które w gruncie rzeczy nie było normalne, tak samo jak jego nagła zmienność nastrojów na pewno nie spowodowana niczym błahym. Martwiła się o niego. Obawiała się, że jego problemy nie wniosą nic dobrego w ich relacje, ponownie odsuną ich od siebie, a to dlatego, że Ballack zawsze chciał sobie ze wszystkim poradzić sam. Nie zamierzał obarczać innych swoimi problemami albo po prostu nie tolerował gdy ktoś wtrącał sie w jego życie? A może i jedno i drugie?
Ana miała ochote wrócić tam i zażądać aby wyjawił jej co go gnębi. Chciała ponownie znaleźć sie w jego ramionach, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze i że może liczyć na jej wsparcie w każdej sytuacji. Może powinna tak zrobić?
I pewnie by tak zrobiła, gdyby ponownie nie została sprowadzona na ziemię przez kobietę,  z którą mijała się w drzwiach i która przechodząc trąciła ją ramieniem, zupełnie jakby chciała utorować sobie przejście. Brunetka nie miała wątpliwości co do tego, że rudowłosa piękność, której usta wykrzywiły sie w ironicznym uśmieszku zrobiła to specjalnie. I chyba po to, aby zwrócić na siebie jej uwagę. Przez krótką chwile kobiety mierzyły się wzrokiem, a w zielonych oczach nieznajomej było widać odrobinę pogardy, przysłoniętą zdenerwowaniem, jakby ta za chwile w ostentacyjny sposób miała zademonstrować, że nie wyobraża sobie, aby nie została za owy incydent przeproszona, choć w gruncie rzeczy sama była jego sprawczynią. Zielonooka miała w sobie coś takiego co sprawiało, iż ludzie schodzili jej z drogi, by nie narazić sie na gniewne spojrzenie i kilka niemiłych słów, których nie szczędziła nikomu. Ana przez moment obserwowała jak kobieta wchodzi do windy. Nie wiedzieć czemu ogarnęło ją dziwne uczucie  niepokoju, kiedy owa nie pozbawiona nadzwyczajnej urody istota wcisnęła numer piętra, na którym mieszkał Michael.

• • • • •

Następnego dnia, za namową siostry, pragnąca rozwiać wszelkie swoje obawy Anastasia, postanowiła złożyć Ballackowi nieoczekiwaną wizytę. Nie spodziewała sie jednak, że to po raz kolejny wywróci jej życie do góry nogami i pozostawi w stanie ogłupienia a potem zwykłej rozpaczy.

_____________________________________

Jak wiecie powróciłyśmy z Julią do pisania naszego wspólnego bloga para-siempre-fcb.blogspot.com
 Zdałam sobie sprawę, że to czego mi tak przez ten czas brakowało, to właśnie pisanie, taka moja odskocznia od wszystkiego, dlatego powracam na tego bloga.
 No i jakby nie patrzeć zbliżamy się do końca opowiadania i chyba dlatego, że tak lubie tą historię i szalonych bohaterów chciałam ten koniec odłożyć na później. 
Tak, to koniec pierwszej serii, ale i początek kłopotów. 
Jeśli chodzi o organizację, to nowe rozdziały będą się pojawiały raz-dwa razy w miesiącu. Forma raczej się nie zmieni. Dowiecie się co dzieje się na dwóch płaszczyznach - u zwariowanych zawodników Realu, a także u naszej trójki bohaterów - Ikera, Anastasii i Michaela.

Co do rozdziału,
Co się stało z Mesutem? Co było powodem dziwnego zachowania Michaela? Czy Ana powinna się martwić? Jak myślicie?

Jeśli ktoś to jeszcze czyta, to proszę, dajcie znać, będzie mi bardzo miło. Trzymajcie się ciepło. ;)




sobota, 29 marca 2014

Thirteen - "Czy czujesz to co ja?"

cd.

- Skarbie, jestem pewna, że skorzystamy na tym oboje. - 
Rzekła Sara zaskakująco pewnym siebie tonem, po czym posłała znaczące spojrzenie Michaelowi. Odważyła się nawet dołączyć do niego jeden z tych swoich kokieteryjnych uśmiechów, jednak Niemiec wcale go nie odwzajemnił. W pannie Carbonero było coś takiego, co irytowało go do granic możliwości a każda sekunda spędzona z tą pełną fałszu i zapatrzoną w siebie niewiastą przyprawiała go o niewyobrażalny ból głowy, którego nie łatwo było się pozbyć.
- Potrzebujesz mnie Ballack. - Zniżyła swój - zazwyczaj szorstki jak papier ścierny - głos do szeptu i chwyciła go za podbródek zmuszając tym samym, aby na nią spojrzał. Hiszpanka nie znosiła być ignorowana, nawet przez tak... i choć chciała znaleźć jakieś ujemne epitety, aby go opisać, to tak naprawdę wcale nie potrafiła. Brunet był zbyt atrakcyjnym mężczyzną, by przejść obok niego obojętnie, a to, że niejednokrotnie wysyłał jej sygnały o swojej niedostępności sprawiało, że jeszcze bardziej pragnęła się nim zabawić; rozkochać w sobie, sprawić by całkowicie stracił dla niej głowę, a potem porzucić jak uszkodzoną zabawkę na rzecz nowej. O tak, owa światowej sławy dziennikarka lubiła sobie czasami poflirtować i przyprawić Ikerowi rogi. Każdy zdawał sobie z tego sprawę, choć Hiszpanka dokładała wiele starań by jej podboje nie ujrzały światła dziennego.
Michael na dłuższą chwilę skupił swoją uwagę na podkreślonych jak zwykle szminką o kolorze krwistej czerwieni wargach kobiety zastanawiając się jak jego najlepszy przyjaciel mógł ślepo wierzyć w każde słowo, które wydostało się spomiędzy jej ust. Manipulantka. Przemknęło mu przez myśl a w jego głowie zapaliła sie migocząca, czerwona lampka ostrzegająca o nagłym, poważnym zagrożeniu. Musiał uważać, być nadzwyczaj czujnym, aby i jego ta wstrętna dziewucha nie owinęła sobie wokół palca.
Nie trudno było odgadnąć o co chodzi Sarze. Współpracując z nią mógł osiągnąć wiele, ale i wpakować się w kłopoty, a akurat w tej dziedzinie panna-fałszywy-uśmiech była specjalistką.
Zaiste, skorzystaliby oboje. Carbonero była mistrzynią intryg. Z pewnością uknułaby coś, co mogłoby raz na zawsze zniszczyć jak na razie chyba tylko znajomość Ikera i Anastasii. Michael nie mógł wyzbyć się z pamięci widoku swojej ukochanej w ramionach jak dotąd najlepszego przyjaciela, nie tylko z boiska. I choć czuł, jakby w brutalny sposób pozbawiono go serca nie mógł nic zrobić. A raczej mógł, lecz nie chciał. Zdał sobie sprawę, że kocha tak bardzo, że nie mógłby pozwolić sobie na wtrącanie się i mieszanie w jej życiu. Chciał po prostu, by Włoszka była szczęśliwa, nawet jeśli to nie on miałby trwać u jej boku, być na każde jej zawołanie. To jednak nie zmieniało faktu, że był wściekły. A może to kolejna kobieta która bawi się jego uczuciami? W jego głowie kłębiło się wiele myśli tego typu. Spoglądając na nią w innym świetle starał sie nie koncentrować na uczuciach jakie do niej żywił. Ale jego serce wydawało sie nie słuchać rozumu, który stwarzał mylne wizje.
Nie wiedział ile czasu już tak stoi. Może kilka sekund, może całe wieki. Carbonero pochłonięta pracą o której nie zapomina nawet na moment, już dawno się wycofała i uczepiła ramienia jakiegoś starszego mężczyzny, w celu wydobycia z niego kilku istotnych informacji.
Ballack poczuł czyjąś dłoń na swoim lewym ramieniu. Obrócił głowę jednak nie dostrzegł nikogo, kto mógłby być potencjalnym sprawcą tejże zaczepki. Pomyślał, że to pewnie starsza siostra Keplera, przed którą tak starał się uciec, gdyż owa raczej niegrzesząca inteligencją niewiasta najwyraźniej czuje do niego mięte. Mylił się. Wydawał się być nieco zaskoczony, kiedy ujrzał przed sobą swój obiekt westchnień w całej okazałości. Czerń sukni doskonale dopasowanej do kuszących kształów Any wspaniale współgrała z jej delikatnie opaloną skórą. Stała tak blisko, że w jej nieziemskich, brązowych oczach widział swoje odbicie. Odgarnęła za ucho zbłąkany kosmyk i jeszcze szerzej się uśmiechnęła. Widok ten przyprawił Michaela o szybsze bicie serca. Miał wrażenie, że zaraz wyskoczy mu ono z piersi. Chciał dotknąć jej delikatnej skóry, posmakować miękkich, słodkich warg... i choć coraz trudniej było mu utrzymać ręce przy sobie to nie odważył się. Był bliski obłędu. Obawiał się, że to tylko - swoją drogą bardzo wiarygodna - projekcja wytworzona przez jego umysł, a jeśli zechce ją naruszyć zniknie raz na zawsze. 
Ballack, co ta kobieta z tobą zrobiła?
- Cześć. - Rzuciła pełna entuzjazmu a jej cieszący oczy obserwatora uśmiech z każdą sekundą przybierał na sile. Pierwotnym celem Anastasii było zrobienie niespodzianki Michaelowi - dzisiaj nie mieli jeszcze okazji aby zamienić słowa i każde z nich boleśnie to odczuwało - ale widząc jego minę stwierdziła w myślach, że chyba nie bardzo jej to wyszło. 
Szkoda.
Zazwyczaj chyba cieszyła go jej obecność, a w owej chwili nawet nie odpowiedział. Zamiast tego uniósł do ust kieliszek wypełniony do połowy szampanem i zanim upił łyk, uśmiechnął się w jakby nieco wymuszony sposób. Ana nie rozumiała skąd ta nagła zmiana w jego zachowaniu. Przecież to zazwyczaj Michael był inicjatorem rozmowy. Potrafił pojawić sie przy niej w najmniej oczekiwanym momencie i swoją obecnością, czasami zwykłym uśmiechem znacznie poprawić jej humor. Może przesadza? Może wszystko jest w porządku a ona sama stwarza sobie nowe zmartwienia?
- Rozmawiałeś z Carbonero. - Podjęła po chwili jakby obojętnym tonem aby jakoś rozpocząć rozmowę, ale Misza mógłby przysiąc, że zabrzmiało to tak, jakby nie tyle co robiła mu wyrzuty, ale za to próbowała wybadać sytuacje.
... a ty obściskiwałaś się z Casillasem. Pomyślał. Nie miał odwagi powiedzieć tego na głos. Bał się pokazać, że mu zależy odrobine bardziej niż by tego chciał, bowiem zawsze gdy tak się dzieje wszystko kończy się raczej tragicznie. Tragicznie dla niego. Zazwyczaj brakuje mu szczęścia. Choć Ballack wydaje się być silnym, zdecydowanym mężczyzną to tak naprawdę w głębi duszy jest słaby. Osłabia go miłość, którą chce sie podzielić wreszcie z kimś tego wartym, a która w dużej mierze prowadzi do autodestrukcji. Dlaczego? Otóż gdy człowiek bezgranicznie kocha, bezgranicznie ufa drugiej osobie to nie zawsze dobrze na tym wychodzi. Gdy zamiast na drugą połówke pomarańczy natrafi sie na połówkę jabłka i stara sie na siłe ją do siebie dopasować to człowiek cierpi. Czasami nawet ta druga połówka pomarańczy jakoś nie do końca pasuje... Co więc wtedy robić? 
Nie sądziła, że tak zaboli ją jego milczenie, zdała sobie bowiem sprawe, że ten malutki promyczek nadziei na nową, lepszą przyszłość, jakim był dla niej Michael nie będzie płonął wiecznie. Chyba już nie płonie. Spuściła wzrok i wpatrywała się w czubki własnych butów. To jeszcze pogorszyło sprawę, ponieważ przypomniała sobie ile włożyła starań w przygotowanie się do dzisiejszego wieczoru. Chciała być piękna dla niego a tymczasem on nie raczył zwrócić na nią chociażby odrobiny swojej jakże cennej uwagi. Powróciły wątpliwości, że przecież do siebie nie pasują. Może i Ballack wydawał sie odrobine szalonym człowiekiem, ale miał dobre serce i zasługiwał na kogoś lepszego. Na kogoś, kto przede wszystkim byłby z nim całkowicie szczery i nie zatajał pewnych spraw, które przecież i tak kiedyś wyjdą na jaw. Niemiec potrzebuje kogoś, kto by mu dorównał, kogoś kim mógłby się pochwalić a nie...
To zbyt wiele ją kosztowało. Podniosła wzrok i dyskretnie rozejrzała sie za kimś, kto mógłby uratować ją z tej niezręcznej sytuacji w jakiej przyszło sie jej znaleźć. No tak, bo przecież może udać, że ktoś nagle jej potrzebuje. Widząc Keplera posłała mu subtelny uśmiech. Przecież w każdej chwili może do niego podejść i zaoferować mu swoje towarzystwo. 
Ballack nie dawał tego po sobie poznać, ale uważnie ją obserwował. Podążył za jej spojrzeniem i aż mu się gorąco zrobiło, gdy ujrzał Ikera stojącego swobodnie w towarzystwie Keplera i szczerzącego się do Any jak mysz do sera. Co prawda był jego przyjacielem, lecz odczuł nagle silną potrzebę rywalizacji, która odstawiła rozsądek na boczny tor.
- Cóż, nie tylko Iker potrzebuje pocieszenia. - 
Mruknął z ironią, tym samym skutecznie zwracając na siebie atencję Anastasii, która posłała mu zdezorientowane spojrzenie i nawiązując do rozpoczętego przez nią tematu. 
Co to miało znaczyć? Niemiec nigdy wcześniej sie tak nie zachowywał.
- Michael... - Przerwała na moment jakby porządkowała w głowie myśli. - Czy wszystko między nami w porządku? - Utkwiła swój wzrok w jego cudownych oczach i w ciszy oczekiwała na odpowiedź.
Ballack chwycił ją za łokieć i może nawet w nieco brutalny sposób przyciągnął ją do siebie jakby bał się, że mu ucieknie a przecież muszą wyjaśnić sobie pewne sprawy. Ana nawet tego nie odczuła ponieważ bardziej zajęta była próbą odgadnięcia jego wyrazu twarzy. Sam dotyk jego dłoni sprawił, że po jej ciele rozeszły się przyjemne dreszcze. 
- A co jest właściwie między nami? - 
Zapytał poważnie, ale ona nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów by udzielić mu odpowiedzi. Westchnęła tylko.
- Czy czujesz to co ja? - Podęła za moment chwytając jego dłoń i splatając ze sobą ich palce.

— ▪ —

- No i co? Co mówią? - Khedira niby to dyskretnie szturchnął Özila paluchem chcąc wyciągnąć z niego jakąkolwiek informacje. 
- Powiedział jej? -
Mesutowski-Mistrz-Podsłuchu wzruszył tylko na to ramionami. Jeszcze nie, ale Ana sugeruje mu chyba, że gaz sie ulatnia.
- Coo? - Sami posłał Mesutowi jedno z tych swoich spojrzeń, które z pewnością wyrażało więcej niż tysiąc słów.
- Wiem co mówie! - Obruszył sie Özil. - Czy czujesz to co ja? - 
Zacytował starając sie naśladować ton głosu Any po czym popatrzył z wyższością na przyjaciela. Sami pociągnął nosem jakby miał katar chcąc użyć zmysłu powonienia do analizy sytuacji.
- Cholera, może rzeczywiście powinniśmy to sprawdzić... -

— ▪ —

jakiś czas i kilka butelek później gdy już impreza przeniosła się w inne miejsce...

- Ty wiesz, że ja bym chciał, aby Ci sie wreszcie ułożyło? Żebyś był wreszcie szczęśliwy? - 
Özil podniósł wzrok z nad kieliszka wypełnionego do połowy przezroczystym alkoholowym trunkiem i swoimi nieudolnym bełkotaniem skierowanym wyraźnie pod adresem Ballacka, przerwał wreszcie paplaninę Khediry skupiającą się głównie na jego dziewczynie - Lenie, która po wielu prośbach wreszcie zgodziła sie zostać jego żoną, a on oczywiście musiał ogłaszać to całemu światu.
Michael tylko pokiwał głową na co Mesut przysunął sie do niego bliżej i objął go ramieniem.
- No właśnie, dlatego sądzę, że powinieneś postawić sprawę jasno. - 
Turek tym razem skierował swoje duże, brązowe oczy, niezależnie od sytuacji mierzące wszystko i wszystkich bacznym spojrzeniem, na Anastasię i jakby westchnął. - Jeśli jakiś ciekawski dziennikarzyna zacznie węszyć nad jakąś sensacją jak to zwykle oni mają w zwyczaju, to sprawa sie rypnie a ty będziesz w dupie. Takich rzeczy nie należy zatajać, bo potem jakbyś się zaczął tłumaczyć i wyjaśniać motywy twojego postępowania to nawet ta twoja przystojna i urokliwa gęba nie pomoże ci w naprawieniu tego co zepsułeś. - MB13 doskonale wiedział o co chodzi kumplowi z boiska, jednak nie bardzo kwapił sie do tego, by dać to po sobie poznać i by wreszcie podjąć należyte działania w kierunku poruszonego tematu, o którym wolał nawet nie myśleć bo automatycznie wzbierała w nim złość. Michael nie chciał sobie popsuć wieczoru, nie tym razem.
- Der Kapiten. - Tymi słowami Sami mimowolnie zwrócił uwage Ballacka na siebie. Co prawda brunet nie sprawował już funkcji kapitana w niemieckiej reprezentacji gdyż zwyczajnie zdecydował sie powoli zakończyć kariere a ostatnie kroki stawiał właśnie tu, w Realu jednak pozostanie nim na zawsze dla wiekszości niemieckich piłkarzy, którzy darzyli go szacunkiem i byli pełni podziwu dla jego dokonań. - Nie wierze, że to robię, ale muszę przyznać Mesutowi racje. - Rzekł spokojnie. Najwyraźniej on też był wdrożony w całą sytuacje, ale jak na lojalnego przyjaciela przystało nie rozgłaszał tego na prawo i lewo. Dobrze wiedział, że MB13 jest raczej skrytym, nie lubiącym koncentrować uwagi zwykłych zjadaczy chleba i karmiących ich głównie wyssanymi z palca, szokującymi newsami pseudodziennikarzy, na swoim życiu prywatnym, facetem. - Teoretycznie ten etap życia masz już za sobą... - 
- ...ale nadal ma on wpływ na twoją przyszłość. Nie zapominaj o tym. - Dokończył już Özil wymieniając porozumiewawcze spojrzenie z Khedirą. 
- Mesut najebany w trzy dupy to całkiem rozsądnie gada. - Zauważył Sami i cicho się roześmiał. Turek najwyraźniej chciał coś powiedzieć, ale nie zdążył bo niczym kat nad dobrą duszą stanął nad nim Kepler, którego tamten zdążył ochlapać resztkami alkoholu ze swojego kieliszka podczas swojej przesadnej wręcz gestykulacji w czasie wymiany myśli z Samim i Michaelem.
- Mniejszość niemiecką uprasza się chociaż o zachowanie pozorów kulturalnego picia. - Wyrzucił z siebie Pepe wycierając chusteczką krople wódki ze swoich spodni stwierdzając w myślach, że teraz na pewno będzie czuć od niego alkoholem. Taa, jakby bez tego było nie czuć, że dobrze dawał w gaźnik. Potem jednak skrzywił sie i podrapał po czarnej czuprynie zastanawiając się co on w ogóle powiedział. 
- No prosze, następny. - Rozweselił sie jeszcze bardziej Khedira. 

— ▪ — — ▪ — — ▪ —

rozdział taki sobie. niby nic się nie dzieje, ale zapoczątkuje poważne zmiany w życiu bohaterów, tak bym to nazwała ;b nie długo pewnie też coś na
bo z Julią już tworzymy zawzięcie drugi rozdział, a jakże ;)

+ taki tam obrazek :D