niedziela, 4 sierpnia 2013

Nine - "Czy mogłabyś mi pomóc?"


Anastasia podniosła wzrok znad dokumentów, które właśnie wkładała do jednego z granatowych segregatorów aktualnie leżących na jej biurku, a które jeszcze pół godziny wcześniej stały sobie jak gdyby nigdy nic uporządkowane w kolejności alfabetycznej na jednym z przeznaczonych do tego regałów.
– Hej. – Na dźwięk barytonu Casillasa drgnęła niczym Alonso, który zasnął w szatni podczas przerwy pamiętnego meczu z Barceloną; którego po wielu jakże dziwacznych próbach udało się wreszcie obudzić trenerowi Mourinho, jednak tylko dlatego, że użył do tego mocno już zużytej skarpetki Fabio Coentrao. Czyżby katalońscy fani rzucili wtedy urok na tego jakże wspaniałego i przystojnego pomocnika z numerem czternastym? Nawiedzony Kepler pierwszy wysunął takie oskarżenie. Prawda była taka, że Xabi już od kilku dni po prostu sypiał na kanapie w salonie, co niekoniecznie pozwalało mu się wyspać i było niezbyt przyjemnym doświadczeniem dla jego nad wyraz delikatnego kręgosłupa. A dlaczego tam sypiał? Dobrze, może nie zapomniał o rocznicy ślubu, ale według Nagore zapas proszku do prania i nowa deska do prasowania to niezbyt romantyczne prezenty. A podobno sam gest się liczy…
Ale wracając….
– Nie przeszkadzam? – Iker stał w drzwiach trzymając dłonie za plecami. To nie był typowo bramkarski nawyk.
– Ależ skąd. – Kiedy otrzymał przyzwolenie ruszył w kierunku biurka stojącego niemalże w samym centrum pomieszczenia i wyciągnął w jej stronę wieszak z czarną sukienką. Tak, tą samą, która Ana miała na sobie dwa dni temu na bankiecie. Brunetka znieruchomiała. Była teraz prawie jak marmurowy posąg. Prawie bo zdradzały ją tylko mrugnięcia powiek kiedy wpatrywała się kolejno to w bramkarza, to ponownie w część swojej garderoby. – Słuchaj…, Michael mi to dał. Znaczy miał ci oddać osobiście, ale coś mu wypadło i musiał jechać zaraz po treningu. – Wytłumaczył pan i władca realowskiej bramki. Nie tylko panna Weyden czuła się w tej chwili trochę niezręcznie. To, co zrodziło się w głowie Ikera, kiedy Ballack ot tak po prostu podawał mu jej sukienkę nie było niczym przyzwoitym. Co prawda byli kumplami, można by rzec nawet najlepszymi, ale…
Dlaczego Anastasia miała wrażenie, że Ballack zrobił to specjalnie? Pracuje tu zaledwie od kilku dni i to właściwie dzięki Ikerowi a teraz on pomyśli sobie Bóg wie co. A co, jeśli ktoś widział bramkarza paradującego z jej sukienką? Co ludzie pomyślą?! Nie chciała nawet o tym myśleć. Przecież nikt nie wysnuje wniosków, że zapewne zatrudnił się pralni, żeby sobie trochę dorobić. Czemu Michael nie raczył zapakować jej nawet w pokrowiec?! Ana usiłowała przybrać normalny wyraz twarzy, jakby się tym wszystkim wcale nie przejmowała. Na jej obliczu zawidniał też blady uśmiech. Naturalny - a przynajmniej z założenia tak miał wyglądać. I jak z tego wybrnąć?
 – Ach tak, a kwitu z pralni ci nie dał? – Spytała nagle neutralnym tonem a Casillas pokręcił tylko przecząco głową. Nie miała odwagi spojrzeć mu w oczy. Miała wrażenie, że jej policzki pokryły się purpurą. – To dobrze. Jeszcze by tego brakowało… Jakby nie patrzeć to w końcu z jego winy wylądowałam w basenie. – Zamaszystym gestem zamknęła segregator i odstawiła go na miejsce. Iker złapał się na tym, że podążył wzrokiem za jej zgrabną sylwetką i wcale nie przypatrywał się jej plecom w tym momencie. – Właściwie jest mi winien, chociaż to, za to jak wspaniałomyślnie odwiozłam go do domu. – W tej jednej chwili wszystkie wątpliwości bramkarza zostały rozwiane. Miał już pewność, że u niego była i dziwnie się z tym czuł. Do tego ten basen… Chyba nie chciał wiedzieć już nic więcej, dlatego szybko zmienił temat.
– I jak praca? Nie przeszkadza ci, że na co dzień musisz obcować ze sportem? – Zapytał obserwując jak odkłada sukienkę na sofę. Anastasia zaczekała z odpowiedzią, aż usiadła na krześle po drugiej stronie biurka naprzeciwko Casillasa.
– Praca super, właściwie tonę w papierach, ale to i tak dużo lepsze niż sprzątanie, wierz mi na słowo. A co do sportu… – Przerwała na chwilę jakby porządkowała w głowie myśli a wszystko po to, by nie powiedzieć za dużo a zgrabnie wybrnąć z tematu. – … nigdy nie był mi obcy. – Iker uniósł brew nie kryjąc tym samym swojego zaciekawienia. – W szkole średniej grałam w kosza. – Wyjaśniła. Santo starał się nie roześmiać. Ponownie omiótł ją wzrokiem. Taka wątła dziewczyna i bieganie po boisku w przepoconej koszulce? Nie, nie może być.
– Z twoim wzrostem? –
– I kto to mówi? Do Buffona to wyobraź sobie kilka centymetrów ci brakuje. – Wytknęła język w jego stronę uśmiechając się przy tym nad wyraz złośliwie.
– Wzrost się nie liczy. – Skwitował.
– Jak dobrze, że to w końcu przyznałeś. –

— ▪ —


Dzień później.
Nachylił się nad jej biurkiem i oparł na nim swoje dłonie. Przez dłuższą chwilę przyglądał się jak Anastasia porządkuje papiery i wkłada je do szuflady. Chyba udawała, że wcale go tu nie ma. A może po prostu tak mu się wydawało? Kiedy wreszcie nawiązała z nim kontakt wzrokowy kącik jego ust uniósł się nieznacznie tworząc tym samym zalążek nieziemskiego uśmiechu, obok którego nie można było przejść obojętnie.
– Chodź, zabieram cię na zakupy. –
– Słuchaaam? – Rzuciła niedowierzając co dało się usłyszeć poprzez wyraźne przeciąganie ostatniej samogłoski. – Nie za bardzo mam czas. – Dodała wreszcie mając nadzieję, że tym jednym zdaniem załatwi sprawę i uzyska święty spokój.
– Akurat. Za – i tu wymownie spojrzał na drogi, złoty zegarek umiejscowiony na jego lewej ręce – pięć minut kończysz pracę. – Poruszył znacząco brwiami, jednak spojrzenie jego rozmówczyni mówiło wyraźnie „nie”. – Nie interesują cię zakupy? Zaczynam poważnie wątpić w twoją kobiecość. – Ballack chyba sądził, iż tym stwierdzeniem ją przekona. Anastasia zmrużyła powieki. Nic nie odpowiedziała. Niemiec zaatakował ją kolejnym niby to bardziej otwartym argumentem. – Jesteś kimś w rodzaju asystentki Mou, więc jakby nie patrzeć również i moją. Musisz dbać o mnie i o mój wygląd ażebym nie przyniósł wstydu klubowi jak Khedira, który naciągnął na tyłek białe szorty a potem śmiało się z niego nie tylko pół Hiszpanii, ale i Niemiec. – Michael przewrócił tymi swoimi pełnymi błękitu ślepiami a potem usadowił się na krześle Anastasii. – Hm, wygodnie tu masz. – Nie zdołał powiedzieć nic więcej ponieważ Włoszka usiadła przed nim na biurku eksponując tym samym swoje nogi. Na reakcję Niemca nie trzeba było długo czekać.
– A teraz mnie posłuchaj. – Palcem wskazującym uniosła jego podbródek zmuszając tym samym by patrzył jej prosto w oczy. – Jak się wyraziłeś jestem asystentką Jose – podkreśliła powoli i stanowczo – nie twoją. Bieganie za tobą po sklepach i sprawowanie roli tragarza nie wchodzi w zakres moich obowiązków służbowych. Nie możesz wziąć ze sobą Benzemy? – MB13 wydawał się nie tylko rozbawiony, ale i niewzruszony.
– Jeśli twoje obowiązki obejmują panowanie nad tą całą papierkową robotą i w jakimś sensie opiekę nad piłkarzami to powinnaś jeszcze raz przemyśleć swoją koncepcję. Obrażanie kluczowych zawodników nie jest chyba najlepszym podejściem. Bez takich jak my - piłkarze, by cię tu nie było. – Anastasia zsunęła się z biurka i wygładziła sukienkę. Nawet nie spojrzała na Niemca, który znowu zaczynał ją drażnić swoim paplaniem.
– Może i nie – Odpowiedziała – Ale jeśli zamierzasz przyczynić się do straty mojego stanowiska tylko dlatego, że nie przybiegam na komendę i nie trzepoczę rzęsami to chyba nie jesteś tym człowiekiem, o którym czytałam w prasie. A może dałam się nabrać na sztuczny wizerunek? – Brunet chwycił jej żakiet i torebkę, po czym ruszył w kierunku drzwi. Bez słowa. Świetnie, kolejny przejaw bezczelności w wykonaniu niesamowitego Michaela Ballacka. Nie wytrzyma, zapewne prędzej czy później zdzieli go przy tych wszystkich ludziach w centrum handlowym jedną z toreb jakie zapewne będzie dzierżyć w ręku. Zdenerwował ją tym, że wszedł tutaj jak do siebie, albo do jakiegoś burdelu. Ośmielił się organizować jej czas a po całym tym zajściu z sukienką - o którym teraz aż huczy i krąży wiele wersji, które każdy przekazujący je dalej w jakiś sposób ulepsza – chciała, żeby dał jej spokój. Michael irytował ją niemiłosiernie, jednak miał w sobie coś takiego, co ją niezaprzeczalnie do niego przyciągało.
Kręcili się po centrum handlowym już dobre półtorej godziny, z czego większość czasu Ballack poświęcił na rozdawanie autografów i robienie sobie zdjęć z fanami a w dużej mierze z podekscytowanymi fankami, które lepiły się do niego tuzinami. Cieszyły się jakby co najmniej były na audiencji u papieża a nie spędzały czas na zakupach i przez przypadek spotkały na swojej drodze piłkarza. 
– Życie gwiazdora jest cholernie ciężkie. – Zakpiła uśmiechając się przy tym słodko. Za słodko jak na nią, co nie uszło uwadze Ballacka. Od razu zwietrzył podstęp i postanowił zachować szczególną ostrożność. O ile będzie w stanie oczywiście. Włoszka rzeczywiście zamierzała się na nim zemścić i zaproponować mu chociażby coś kompletnie beznadziejnego, ale Michael we wszystkim wyglądał obłędnie. To było takie cholernie niesprawiedliwe. Gdyby został piłkarzem zapewne chadzałby teraz po wybiegu niczym rącza gazela i prezentował zmyślne kreacje światowych – i jak to zwykle w bajkach bywa, lekko popieprzonych – projektantów mody.
Od dobrych pięciu minut czekała, aż wreszcie raczy opuścić progi przymierzalni i zaprezentuje się w ciemnych dżinsach, które mu wybrała. Coś za długo mu to szło…
– Anastasio… – Automatycznie zareagowała na pełną formę swojego imienia.
– Tak? – Spytała niepewnie, nastawiając ucho w kierunku źródła dźwięku.
– Czy mogłabyś mi pomóc? – Włoszka wybałuszyła oczy niczym „madrycka dziesiątka” i przeczesała dłonią włosy zyskując tym samym chwilę na zastanowienie. Co on znowu kombinuje? –
– Zabłądziłeś i nie możesz wyjść… – Błysnęła sarkazmem.

— ▪ — — ▪ —  — ▪ — — ▪ —  — ▪ — — ▪ —  — ▪ — — ▪ —  — ▪ — — ▪ — 
co mogę powiedzieć? 
dziękuję Wam za każdy komentarz, to naprawdę motywuje do pisania. fakt, że ktoś jednak czyta te moje wypociny wywołuje na mojej twarzy uśmiech. niedługo chyba zmarszczek dostane. ;> 
jeśli chodzi o Wasze blogi to przepraszam, że nie komentuję na bieżąco. czas ostatnio przecieka mi przez palce, ale jak mam wolną chwilę staram się zobaczyć co u Was ciekawego. dzięki Bogu za mobilną wersje. ;> także tego. powoli nadrabiam zaległości. 
postanowiłam, że rozdział będzie się pojawiał raz w miesiącu, no ewentualnie dwa razy, ale za to będzie wyczerpujący. 
mam zamiar też odświeżyć bloga o Benzemie. jeśli jest ktoś zainteresowany losami Evelyn Zidane i właśnie tegoż piłkarza to serdecznie zapraszam. niedługo powinien pojawić się nowy post. ;>
udanych wakacji życzę. ;* 

wtorek, 9 lipca 2013

Eight - "Nie martw się, już śpi."


– Iker skarbie, kogo ty tam tak wypatrujesz? – Carbonero szybko wyzbyła się swojego wrodzonego, jędzowatego tonu – a robiła tak za każdym razem gdy zwracała się do Casillasa – by zastąpić go tym fałszywym, aczkolwiek pełnym troski. Ha, troskliwa Sara… przecież to niemalże oksymoron. Dotknęła twarzy Ikera dłonią zakończoną długimi, pomalowanymi na krwistą czerwień, doskonale współgrającymi z dodatkami do dzisiejszej, cholernie drogiej i nieco odkrywającej to i owo kreacji paznokciami i tym samym przechyliła jego twarz na tyle, by teraz spoglądał tylko na nią. Automatycznie przylepiła słodki uśmieszek do swojej denerwującej, pokrytej warstwą wieczorowego makijażu twarzy i popatrzyła na swojego narzeczonego z rozczulającą a może raczej zmuszającą do wymiotów czułością. To wszystko było takie sztuczne… Widzieli to wszyscy tylko nie on. Nie dopuszczał do siebie myśli, że ta zołzowata dziennikareczka – jak zwykli potajemnie określać ją inni – jest z nim tylko dlatego, by zyskać rozgłos, by się przy nim wybić. Uparcie wierzył, że go kocha. Wierzył, że on ją kocha, ale ostatnio zaczął mieć co do tego poważne wątpliwości. Po tym jak nocował w hotelu było inaczej. Już tyle się nie kłócili. Sara naprawdę się starała i on to doceniał tyle, że jego myśli coraz częściej zaprzątała Anastasia, Anastasia, która teraz wychodziła z Ballackiem.
– Wydaje ci się. – Skłamał. Kłamanie coraz lepiej mu wychodziło choć nigdy wcześniej tego nie robił. – Chcesz coś do picia? – Uśmiechnął się blado.
– Dziękuję, jesteś kochany. – Musnęła jego wargi a on opuścił taras. Będąc już w środku ostatni raz zerknął w kierunku miejsca gdzie zaparkowane były samochody, którymi większość z nich już raczej nie odjedzie a wszystko ze względu na ilość alkoholu, która rozeszła się po organizmach ich właścicieli.
Michael wyciągnął dłoń ze swoją białą koszulą w kierunku Anastasii.
– Mam ci ją wyprać czy wyprasować? – Zadrwiła. – A nie przepraszam, nie mam przy sobie ani pralki ani żelazka. – Odparła przedrzeźniając go i nerwowo wygładzając swoją mokrą, lepiącą się do ciała sukienkę. Ballack wcisnął odpowiedni przycisk i w ten oto magiczny sposób drzwi się odblokowały.
– Pomyślałem, że może chciałabyś to założyć. – Wymownie spojrzał na jej strój a ona w tym momencie pierwszy raz od momentu w którym się poznali poczuła się nieco niezręcznie. Otworzył tylne drzwi niczym szofer i dłonią zaprosił ją do środka.
– Na pewno nie. – Rzekła po chwili. – Nie rozbiorę się przy tobie. –
– Fakt, kiedyś to ja zerwę z ciebie ubranie ale teraz przyzwyczajaj się do mojej obecności. – Kiedy już usadowiła się w środku Michael zamknął drzwi i oparł się o nie tyłem.
– Jeśli chociażby zerkniesz to cię zabiję. – Mruknęła wyprowadzona z równowagi śmiałością jak i bezczelnością Niemca. MB13 nic sobie jednak z tego nie robił. Niby patrzył w stronę domu Modricia ale ciekawość powoli zżerała go od środka.
– Groźby są karalne a pani, panno Weyden. –Nie uprzedziła kiedy otworzyła drzwi co równało się z tym, że oberwał nimi Ballack i wreszcie ten głupkowaty uśmieszek choć na sekundę zniknął z jego twarzy.
– Nie patrzyłem przecież. – Odparł niewinnie. – Ale potem sobie na kamerze obejrzę. – Powiedział tak, bo doskonale wiedział, że ją tym zdenerwuje. I udało mu się. Potwierdziło to lekkie uderzenie w potylicę jakie mu wymierzyła. Roześmiał się.
– Chyba spalę się ze wstydu jeśli ktoś mnie w tym zobaczy. –
– No co ty, masz ładne nog.. znaczy koszulę. – Powstrzymał śmiech pozorując nagły atak kaszlu po czym rzucił jej kluczyki i obszedł samochód dookoła by zająć miejsce pasażera.
– Mam prowadzić?! –
– Bo wiesz.. teraz mi się przypomniało, że w zasadzie wypiłem dwa a może trzy drinki… – Wzruszył ramionami a ona usiadła za kierownicą.
– Nie zapytałeś czy mam prawo jazdy… – Włożyła kluczyk do stacyjki. – Nie zapytałeś czy w ogóle umiem prowadzić. – Przerwała na chwilę obserwując reakcję Michaela. Ten tylko machnął ręką. Ana przekręciła kluczyk uruchamiając tym samym jego drogą zabaweczkę. – Mam nadzieję, że masz ubezpieczenie… – Zwróciła się do niego złośliwie.
– A ty w ogóle sięgasz do pedałów? – Zadrwił – Może przysunąć ci siedzenie bliżej? – Zapytał z satysfakcją jednak szybko tego pożałował bo kiedy cofała z przestrachem patrzył w boczne lusterko. Jego wóz zatrzymał się dosłownie kilka centymetrów od nowiuśkiego porsche Ramosa.
– Nigdy. Więcej. Tego. Nie. Rób. – Starał się zabrzmieć spokojnie kładąc dłoń na jej kolanie, którą zresztą kazała mu szybko zabrać pod groźbą jej straty.
Czuła się odrobinę niekomfortowo przez co niekoniecznie mogła skupić się na jeździe.
– Bądź grzeczny a może dowiozę cię do domu w całości. – Wytknęła koniuszek języka w jego stronę. Przy nim zachowywała się tak niepoważnie, w ogóle robiła rzeczy o których wcześniej nawet by nie pomyślała zważywszy na ich absurdalność.
– Skręć w lewo a na następnym skrzyżowaniu w prawo. – Instruował Michael a ona czuła się zupełnie jak na kursie prawa jazdy.
 *
Kiedy otworzył drzwi od strony pasażera miał minę, jakby zamierzał ucałować ziemię. Zamiast tego jednak z nabożną czcią pogładził maskę swojego samochodu.
– Mój wóz, moja kareta kochana, moje audi…! – Zawył. – Mogłaś je skasować. – Zwrócił na nią swoje spojrzenie przywołując tym samym moment w którym o mało co nie staranowała porsche Ramosa. Anastasia wzruszyła tylko ramionami z myślą, że nigdy nie zrozumie facetów.
– Żartowałam tylko. –
– Masz dziwne poczucie humoru. –
– I kto to mówi! – Odgryzła się kiedy wyciągnął dłoń po kluczyki. Nie od razu mu je podała. Chwycił je więc sam a kiedy ich dłonie się zetknęły po ich ciałach rozeszły się przyjemne dreszcze.
– Puścisz, czy będziesz udawać breloczek? – Uśmiechnął się w ten swój charakterystyczny, cholernie seksowny sposób ujawniając tym samym dwa rzędy swoich śnieżnobiałych zębów. Po raz ostatni dotknął swojego auta. – Nie bój się, ta zła pani już sobie idzie i więcej nie zrobi ci krzywdy. – Ballack ponownie skierował swoje spojrzenie na Anastasię. Ta miała minę jakby resztkami sił powstrzymywała się by nie kopnąć go w kostkę.
– A o moje zdrowie psychiczne które znacznie cierpi na przebywaniu z tobą nikt się nie martwi. – Rzuciła sarkastycznie.
– Ciii. –
– No i jeszcze ma czelność mnie uciszać. – Mruknęła pod nosem. Michael objął ja ramieniem i ruszyli w stronę jego mieszkania.
 *
Ballack przy pomocy kompletu kluczy, który odnalazł się dopiero w marynarce, a którego - mimo uprzednich stanowczych uprzedzeń, że na pewno ich tam nie ma - chciał szukać nawet w kieszeni koszuli którą miała teraz na sobie Ana, otworzył drzwi i wpuścił ją do środka.
– Tam jest łazienka. – Wskazał od razu a ona posłała mu pełen wdzięczności uśmiech. Kiedy przejrzała się w lustrze westchnęła tylko. Ciekawe, czy zdawała sobie sprawę, że jej włosy w pewnym stopniu przypominały fryzurę Puyola i to trzeba przyznać po dość wyczerpującym treningu. Miały jednak ciemniejszy kolor i były odrobinę mniej poplątane. Rozebrała się i weszła pod prysznic. Ciepła woda spływała po jej ciele wywołując tym same miłe dreszcze. Wszystkie nagromadzone emocje zaczęły powoli z niej ulatywać.
 *
Właściwie łazienka jak łazienka, choć zdziwił ją ten nienaganny porządek. Przy nim ona i jej siostra wychodzą na bałaganiary. No, ale przecież one nie mają gosposi która za nie posprząta więc czuła się w jakiś sposób usprawiedliwiona, tym bardziej ze względu na ogrom obowiązków jakie teraz na nią spadły. Rozejrzała się. Nie zauważyła nic, no może poza suszarką – tak, typowo w kobiecym kolorze – co wskazywałoby, że mieszka tu przyszła – bądź już obecna pani Ballack.
– Słuchaj, mam dla Ciebie coś do ubrania. – Zapukał do drzwi.
– Oby nie kolejną koszulę. – Odparła ironicznie. Michael zaśmiał się w duchu. Drzwi lekko się uchyliły a zza nich wyłoniła się ręka Any która najwyraźniej domagała się obiecanej odzieży. Zamierzał się chwilę z nią podroczyć, ale w końcu po prostu jej ją podał.
– Gdybyś potrzebowała suszarki jest na półce na dole… siostra zostawiła. – Zabrzmiało to tak, jakby się jej tłumaczył a przecież nie musiał. Uśmiechnęła się sama do siebie.
Tyle, że on nie miał siostry… a końcówka „siostra Fabregasa zostawiła” nie zabrzmiałaby zbytnio przekonująco. Ballack, kiedy do Ciebie dotrze, że kłamstwo w dobrej wierze nie istnieje? Będziesz tego żałował…
 *
Kiedy wyszła z łazienki – trochę dręczona wyrzutami sumienia, że za długo tam siedziała – Michael wycierał włosy ręcznikiem. No tak, pewnie ma drugą łazienkę, tylko po co mu takie duże mieszkanie skoro najwyraźniej mieszka sam?
Patrząc na Anastasię starał się nie zaśmiać. Wyglądała komicznie w koszulce i spodniach od dresu które jej dał. No ale czego się spodziewał? Przy nim wydawała się być taka drobna i krucha.
– No już, zmykaj na kanapę. – Uśmiechnął się okrywając ją kocem i podając kubek gorącej herbaty. Potem zniknął gdzieś w kuchni a ona kierowana nudą widząc pilota mimo późnej pory włączyła telewizor i zaczęła skakać po kanałach w nadziei, że jednak mimo wszystko znajdzie coś ciekawego. Nic z tego. Kiedy Michael wszedł do pomieszczenia które pełniło funkcję salonu akurat przełączyła na jeden z kanałów sportowych na którym leciał mecz ligi niemieckiej. Przecież jest Niemcem, pomyślała, że może się ucieszy widząc znajome twarze.
– Zimno mi, mógłby mnie ktoś przytulić. – Mruknął siadając obok niej i trącając ją łokciem.
– A mnie, to mógłby przytulić ten bramkarz Bayeru. – Kiwnęła głową w stronę telewizora po czym przykryła Michaela kocem. – Znasz go? –
  Bayernu – Poprawił ją Ballack po czym kiwnął tylko potakująco głową. – Jest dla Ciebie za młody. –
– Przesadzasz, wygląda jak by był w moim wieku… – Trafiła, ale on na pewno jej tego nie powie. Westchnął tylko kładąc rękę na oparciu kanapy.
– A więc lubisz bramkarzy? – Zapytał spoglądając prosto w jej tęczówki, które teraz przybrały odcień czekolady.
– Nie, lubię blondynów. – Odparła wesoło z powrotem kierując swoja twarz na ekran, gdzie właśnie pokazywano Neuera, który sprawnie przechwycił piłkę po strzale jednego z zawodników drużyny przeciwnej przyodzianego w żółto-czarny strój.
– Spokojnie, już ja to zmienię. – Szepnął jej na ucho i to całkiem poważnie. Znowu czuła na sobie jego oddech. Jej tętno znacznie przyśpieszyło. Wciąż na nią spoglądał ale ona uparcie patrzyła w ekran. Lepiej, żeby się teraz nie odkręcała w jego stronę.
– Więc… oglądamy mecz? Myślałem, że kobiety tego nienawidzą. – Odezwał się ponownie.
– Od czasu do czasu lubię sobie popatrzeć na murawę. Zielony mnie uspokaja. . – No, powiedzmy, że to była prawda.
–To może ja skocze po piwo i chipsy żeby było autentyczniej? Co ty na to? –
– W porządku. –
 *
Przecież to anioł nie kobieta. Młoda, bystra, wykształcona. O nie, już on nie pozwoli, żeby mu się wymknęła. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nie patrzy na nią tylko i wyłącznie przez pryzmat pożądania. Wytyczył sobie cel – chciał by była jego i to już na zawsze. Właściwie zalążek tego pomysłu zrodził się w jego głowie już najwyraźniej wtedy, kiedy spotkał ją pierwszy raz. Chciałby spędzać z nią każdą wolną chwilę. Chciałby, by takie wieczory jak ten stały się rutyną. Chciałby po prostu, żeby była przy nim. Nie ważne, czy siedzą na kanapie i oglądają mecz czy tez jedzą kolację w drogiej restauracji. Chciałby definitywnie odciąć się od przeszłości i tym, co go spotkało.
 *
Może tylko ją odwiózł? A co jeżeli pojechali do niego, jeśli jest taka jak wszystkie inne kobiety które za wszelką cenę chcą usidlić piłkarzy? Czym dłużej o tym myślał tym gorzej się czuł. Niczego nie mógł być pewny. A do tego Sara… Cały wieczór skakała wokół niego jakby był dzieckiem. Najwyraźniej chciała mu się przypodobać jednak to go tylko denerwowało. Czy może mieć do niej pretensje za to, że próbuje ratować ten związek? Tylko po co? Dawny żar i namiętność wygasły a zastąpiła je rutyna. On poświęcał się piłce, ona dziennikarstwu. Coraz mniej czasu spędzali ze sobą i coraz bardziej się od siebie oddalali. Kiedy ostatni raz powiedział, że ją kocha? Czy w ogóle nadal ją kocha? Nie potrafił odpowiedzieć na żadne z tych pytań. Czuł, że nie jest fair w stosunku do Sary. Chyba powinien dać sobie czas, wszystko na spokojnie przemyśleć. Ale nie teraz, bo znowu myśli o dziewczynie o kruczoczarnych włosach i szczerym odrobinę niezręcznym uśmiechu który tak go urzekł.
 *
Michael był szalony i trochę niczym wrzód na tyłku, ale zaczynała lubić jego towarzystwo. Jej komórka dała o sobie znać. Zerknęła na wyświetlacz.
– Chyba się zasiedziałam. Przepraszam, musze się już zbierać. – rzuciła pośpiesznie wstając z kanapy.
– Zaczekaj, odwiozę cię… znaczy zamówię taksówkę i pojadę z Tobą. Zamierzasz wracać po nocy i to w takim stroju? – Spojrzał na nią wymownie. – Przecież jak będziesz szła to prędzej czy później i tak zgubisz ten dres. – Zaśmiał się. Narzucił na nią swoja kurtkę i wyszli z mieszkania.
 *
– To tutaj. – Rzuciła do kierowcy.
– Nie zaprosisz mnie do środka? – Chwycił jej dłoń kiedy zbierała się do wyjścia. –
Michael posłuchaj, ja… ja nie mieszkam sama a jest już naprawdę bardzo późno… – Odparła spokojnie zabierając dłoń.
– Nie idź jeszcze. – Szepnął a ona prawie skapitulowała.
– Michael dzięki. Za wieczór, za ubrania i za wszystko. Choć to właściwie TWOJA wina. –
– Nie ma sprawy. Każdy mógłby się znaleźć w podobnej sytuacji. Może i ja kiedyś będę potrzebował twojej pomocy? –
– O nie, ja ci swoich ciuchów nie pożyczę… –
– Może i nie, ale będę miał już swoje u ciebie. – Spojrzał na jej strój i się uśmiechnął.  Aha, czyli ma ich nie oddawać (?)
– Do zobaczenia! – Rzuciła i zamknęła za sobą drzwi.
 * 
Otworzyła jej siostra.
– O kurwa, widzę, że było ostro. – Skwitowała Ashley na widok Anastasii ubranej niezaprzeczalnie w męskie części garderoby. – To taki zwyczaj? Nie znam się na piłce ale wiem, że po meczu jest cos takiego jak wymiana koszulek… Rozumiem, że po bankiecie też się wymieniacie, i to wszyscy? – Poruszyła zabawnie brwiami. – Czemu mnie ze sobą nie zabrałaś?! –
– Ash, koniec tych żartów. – Ucięła. – Co z… –
– Nie martw się, już śpi. – Ashley weszła jej w słowo. –


_________________
i znowu mnie długo nie było, no ale co zrobić. wakacje, niby człowiek powinien mieć więcej czasu a tu wprost przeciwnie. XD co do rozdziału... miało być inaczej, a jest tak. Neuer ze specjalną dedykacją dla Mani <3