czwartek, 3 września 2015

❋ 1

- Ana, zaczekaj! - Krzyknął Iker za wychodzącą z budynku kobietą, pogrążoną we własnych rozmyślaniach. Kiedy do uszu Anastasii dobiegł charakterystyczny, niski i bardzo przyjemny dla ucha, głos bramkarza Realu Madryt natychmiast zatrzymała się i obróciła w jego kierunku. Lewy kącik jej ust uniósł się nieznacznie ku górze tworząc przy tym zalążek czarującego uśmiechu. Serce Casillasa zabiło mocniej. Westchnął, po czym obdarował ją jednym ze swoich najpiękniejszych uśmiechów, za który jego fanki z całego świata - każda bez wyjątku -  dałyby się zabić. Albowiem było w tym mężczyźnie coś niesamowitego, co w połączeniu z nienaganną aparycją sprawiało, że wiele atakowanych przez trądzik nastolatek znanych jako zagorzałe "fanki Realu" autentycznie mdlało na jego widok.
A prywatnie? Prywatnie Iker był wielkim fanem Anastasii. Ta kobieta skradła jego serce, a mówiąc dosadniej własnoręcznie pozbawiła go tego jakże ważnego organu, by móc przechowywać go u siebie, najlepiej w słoiku i by wykorzystać go gdy tylko przyjdzie pora, gdyby na przykład jej własne serce pękło i rozbiło sie na miliony kawałeczków, których nie skleiłby nawet najlepszy klej świata. Właśnie tak się czuł, ponieważ ta drobna dwudziestosześciolatka traktowała go wyłącznie jak przyjaciela. A on owszem, był najlepszym przyjacielem, ale Michaela Ballacka, który to z kolei zaskarbił sobie względy Any. Casillas bardzo mu tego zazdrościł i to sprawiło, że w jego sercu zagościła niechęć do tego osobnika, który zdobył to, czego on sam pragnął. Podczas nie do końca uzasadnionej nieobecności Ballacka przez prawie dwa tygodnie, bramkarz Królewskich był chyba najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi, gdyż mógł spędzić mnóstwo czasu z ukochaną kobietą, nieważne, że ona nie odwzajemniała jego uczuć. To dla niej zrezygnował ze związku z Sarą. Szkoda, że tak późno zdał sobie sprawę z tego, co tak naprawde czuje do tej pięknej brunetki. Tyle, że on jej nigdy tego nie powie, a przynajmniej nie teraz, bo to przekreśliłoby między nimi wszystko. Gdy Michael powrócił, numer jeden Realu Madryt zdał sobie sprawę, iż jego sytuacja jest beznadziejna. Nigdy nie zdobędzie kobiety, która w brutalny i zarazem nieświadomy - jakby była kleptomanką - sposób skradła mu serce. Jednak będzie na każde jej zawołanie, może to mu sie kiedyś opłaci. Właśnie o beznadziejności sytuacji Casillas pragnął porozmawiać z Aną, jednak odkrył również coś, o czym nie miał pojęcia.
- Co słychać, mistrzu? - Zagadnęła z szerokim uśmiechem uwidaczniającym dwa rzędy śnieżnobiałych zębów. Przy Ikerze czuła się bezpiecznie, swobodnie a do tego wszystkie problemy i zmartwienia znikały. A ostatnio myślała wyłącznie o dziwnym zachowaniu Michaela, który praktycznie wyprosił ją z mieszkania po dziwnym telefonie. Martwiła sie o niego, a jednocześnie była trochę zła, ponieważ nie mówił jej o wszystkim. Znowu zaczął budować między nimi niewidoczną ścianę, która jednak skutecznie ich od siebie oddzielała.
- Chciałem pogadać. - Wyjaśnił spoglądając w jej otoczone długimi, czarnymi rzęsami ciemnobrązowe oczy. Wręczył jej kubek z kawą, za który brunetka uprzejmie podziękowała i zgodnie ruszyli w kierunku parku, gdzie cisza i spokój sprzyjały wszelkim rozmowom a ładne widoki tylko cieszyły oczy. Casillas nie miał w zwyczaju owijać w bawełnę. Od razu zabrał się sedna.
- Od jakiegoś czasu nie widzę już dla siebie miejsca w Realu... Rozglądałem się za czymś. Poważnie rozważałem Serie A.. - Przerwał na moment aby zobaczyć jej reakcje. -  ...więc postanowiłem coś więcej dowiedzieć się o Włoszech i włoskich drużynach. W Internecie znalazłem pewien artykuł, który szczególnie przykuł moją uwagę. I zdjęcia. Wiesz, dopiero po przeczytaniu go uświadomiłem sobie, że nic o Tobie nie wiem... - Westchnął cicho mierząc wzrokiem czubki własnych butów. Anastasia natomiast upiła łyk kawy i przez chwilę powróciła myślami do swojej przeszłości. Wielu rzeczy nie chciała pamiętać.
- Naprawdę nie wiem co mam Ci powiedzieć... Wiem, że nigdy nie zapomnę tego co się stało, ale przyjechałam tu by zacząć wszystko od nowa. Teraz wiesz kim jestem... Niedługo wszyscy się dowiedzą, wiem iż to nieuniknione.  Iker, ja po prostu... Ja po prostu chciałabym żyć normalnie. Pogodziłam się już z tym, ale nie chce by ktokolwiek rozgrzebywał stare rany i traktował mnie z przesadnym współczuciem... Ty teraz także zmieniłeś swoje nastawienie do mnie, prawda? Ja nie potrzebuje litości ani współczucia. Chce żyć, mieć tylko dobre wspomnienia... - Mówiła nieco chaotycznie, lecz jak najbardziej szczerze. Iker bez zastanowienia przytulił Anastasię do siebie. Gładził ją po plecach i napawał się wonią jej perfum. Cieszył się, że choć przez chwile miał ją w swoich ramionach.

Carbonero przez chwile przyglądała sie parze, starając się opanować swoje emocje. Jak wiadomo od zawsze była zazdrosna o Ikera. Co z tego że ją zostawił? Jeszcze tego pożałuje.
- Co za uroczy widok. Normalnie porzygać się można. - Skwitowała, a kąciki jej ust uniosły się nieco, tworząc przy tym lekki, aczkolwiek i tak sztuczny uśmiech. Brunetka wyswobodziła sie delikatnie z uścisku bramkarza i skoncentrowała swoją uwagę na jak zwykle zbyt przesadnie umalowanej dziennikarce. - Widzę, że nie marnujesz czasu. - Zwróciła się do Anastasii. - Ale to zrozumiałe, taki mężczyzna jak Michael, nie zadowoli się na dłuższą metę byle czym. Nie dziwne, że postanowił wrócić do swojej byłej... - Brunetka oniemiała na moment. Nie wierzyła w to co usłyszała. Zmrużyła powieki zastanawiając się o czym tak naprawde mówi była dziewczyna Ikera. Dziennikarka uśmiechnęła się jeszcze szerzej, widząc, że wzbudziła zainteresowanie swoich słuchaczy. Ich miny były jednoznaczne.
- Jak to? Wy nic nie wiecie? - Zaśmiała się a na jej opalonym obliczu widać było cień satysfakcji. - No tak, w sumie nie powinnam być zaskoczona. Ballack skutecznie wyciszył prase, co na pewno wiele go kosztowało. - Kontynuowała Sara.
- Ja też cenię sobie swoją prywatność, dlatego teraz mam świadomość, że związek z Tobą to był mój największy życiowy błąd. - Wtrącił sie Casillas, czym rozwścieczył dziennikarkę, która po głębszym zastanowieniu jakby nie patrzeć, sama pchała Anę w jego ramiona, przy użyciu takich informacji. To wydawało mu sie dość dziwne. I po raz koejny okazało się, że tak naprawde to nic nie wie o ludziach, którzy w jakiś sposób byli mu bliscy.    

❋❋❋

Anastasia naprawdę niepokoiła się o Michaela, tym bardziej, że odkąd wrócił zachowywał się nieco dziwnie. Do tego ostatnim razem wyprosił ją z mieszkania, uprzednio odbierając telefon, który trochę go zdenerwował.
Teraz wszelkie obawy ustąpiły miejsca wściekłości. Słowa, które wydostały się spomiędzy ust Carbonero, pomalowanych szminką o krwistym odcieniu, jaki w ogóle nie pasował właścicielce wydawały się sensowne i bardzo zabolały brunetkę.
Ana nie chciała czekać, musiała jak najszybciej skonfrontować się z Ballackiem i wszystko zakończyć. i wszystko wyjaśnić.
Pewnie gdzieś w głębi serca miała nadzieję, że to nie prawda. Chyba nie była gotowa, na to co zobaczyła, albowiem kiedy drzwi mieszkania Ballacka otworzyły się, zamarła na moment i nie była w stanie wydusić z siebie ani słowa.
I to nie z powodu Michaela.
Zastanawialiście sie kiedyś jakie to uczucie, kiedy bliska osoba wbije wam nóż w plecy?
No tak, przecież nie było takiej potrzeby. Nawet wam to przez myśl nie przeszło.
Za uchylonymi drzwiami mieszkania stała kobieta. Jej smukłe, opalone ciało owinięte było jedynie jasnym, miękkim ręcznikiem, a długie kasztanowe loki spięte były w luźny kucyk. Może i właśnie wyszła spod prysznica, ale i tak wyglądała zjawiskowo. Tak, to była ta sama kobieta, którą Ana mijała ostatnio kiedy wychodziła z budynku. Cóż za przypadek.
- Kim pani jest? - Zapytała w końcu brunetka, starając się aby jej głos nie zadrżał. Nieznajoma skierowała spojrzenie swoich szmaragdowych oczu na blade oblicze Weyden.
- Nie wydaje mi się, abym musiała tłumaczyć się byle komu. - Rzekła pewnym siebie tonem, gotowa zamknąć drzwi, ale powstrzymała sie na sekunde. - Mój mąż nie lubi kiedy nachodzi się go w domu. - Dodała z kpiącym uśmieszkiem i zniknęła z zasięgu wzroku Any. Tylko tyle i aż tyle.
Czemu brunetka miałaby nie wierzyć w jej słowa?

❋❋❋

Niezbyt wesoły Mesut siedział przy barze jednego z najbardziej popularnych klubów w Hiszpanii, nie tylko w towarzystwie którejś z kolei szklaneczce mega drogiej whisky, ale również Gerarda Pique. Sprawiło to, że Królewscy, którzy właśnie przybyli zaczęli się zastanawiać czy aby ich Özil nie zbratał się z wrogiem. Jak się jednak okazało, Pique czekał na swoje zamówienie a kiedy je dostał zmierzył w kierunku siedzącej przy stoliku Shakiry. Mesut odprowadził wzrokiem obrońcę Barcelony i cicho westchnął, co nie uszło uwadze Khediry, Ramosa, Ronaldo i Keplera, którzy przybyli tu aby - nie oszukujmy się - zatankować tego wieczoru do pełna, albowiem była ku temu okazja.
- Hej, Mes. Co jest? - Zapytał nieco zmartwiony ostatnim zachowaniem kolegi Kepler. Mesut skierował swoją opaloną twarz w jego strone i nieco się skrzywił.
- Jak to co, nie wiecie? Mandy mnie zostawiła... dla innego. Niedługo nie będę schodził z pierwszych stron gazet, a na każdym moim zdjęciu będzie widać jak wielkie rogi mi wyrosły... -
- Co? Jak to? - Niedowierzał Ramos. Özil tylko wzruszył ramionami.
- Ale w czym ty niby jesteś od niego gorszy? -
- Nie wiem, Mandy powiedziała po prostu, że odchodzi a swoją decyzję uzasadniła tym, że ponoć mam obsesje na punkcie piłki nożnej. Wyśmiałem ją. A potem zapytałem czy to transfer definitywny czy tylko chwilowe wypożyczenie... -
- Musiała sie wkurzyć. - Napomknął Pepe na co Mesut kolejny raz wzruszył ramionami.
- A ty byś się nie wkurzał gdybyś w nocy dostał z łokcia bo naszemu Mesuciątku najwyraźniej śniło sie, że jest w polu karnym i stara sie uciec przed goniącym go Suarezem, wrzeszcząc przy tym w niebogłosy, że ma czosnek i nie zawaha sie go użyć? - Odezwał się wreszcie dobrze poinformowany w sytuacji Khedira. - Wiem, bo Mandy zwierzała sie Lenie.
- Ładne rzeczy... - Podsumował Ronaldo. - zresztą każdemu zdarzają się koszmary, mi na przykład często się śni, że wycofano produkcje żelu do włosów, albo wychodze na boisko niezrobiony... - Mesut najwyraźniej był nie w formie ponieważ nie skomentował tego.
- Także wiecie, najpierw się ucieszyłem, wolność, te sprawy, ale później zdałem sobie sprawę, że mi jej brakuje. -
- Özil sięgnął po kolejną whisky ale Pepe go powstrzymał.
- No cóż, stało się. - Skwitował. (...)

❋❋❋❋❋❋❋❋❋      ❋❋❋❋❋❋❋❋      ❋❋❋❋❋❋❋❋❋

Co prawda z opóźnieniem, ale mamy nowy rozdział - początek nowej serii. 
Nowa seria = nowi bohaterowie 
Jeśli ktoś to jeszcze czyta, proszę o komentarz. Enjoy. ;)

środa, 2 września 2015

❋0

Podczas, gdy ignorujesz ją, ktoś inny poświęca jej uwagę.
Podczas, gdy dajesz jej kolejne powody do zmartwień, ktoś inny ją słucha.
Podczas, gdy ty jesteś zbyt zajęty, ktoś inny ma dla niej czas.
Podczas, gdy ty doprowadzasz ją do płaczu, ktoś inny sprawia, że się uśmiecha.
Podczas, gdy ty nie jesteś pewien czy ją chcesz, ktoś inny jest już tego pewien.
Nie myśl, że raz zdobyta będzie twoja na zawsze...

 ─ ● Michael Ballack ● ─

 ─ ● Anastasia Weyden ● ─ 
  ─ ● Silvia Ballack ● ─ 
 ─ ● Iker Casillas ● ─ 
 ─ ● Sara Carbonero ● ─ 
 ─ ● Raphael Marchisio 
z: Daniel Marchisio i Arthur Weyden ● ─ 
 ─ ● Thomas Brandner ● ─ 
 ─ ● Ashley Weyden ● ─ 
 ─ ● Skład Realu Madryt + WaG's ● ─ 

wtorek, 26 maja 2015

Fourteen ♦ Koniec pierwszej serii.

Mesut Özil, jeden z kluczowych zawodników Realu; tryskający energią i entuzjazmem w każdej możliwej sytuacji, sypiący żartami jak z rękawa piłkarz, którego codzienną misją było szerzenie chaosu i destrukcji oraz werbalne dręczenie swoich kolegów, już od dłuższego czasu siedział na ławeczce w szatni pochylony do przodu, niemalże w bezruchu skrywając swoją opaloną twarz w dłoniach. Reszta Królewskich przebierając się po skończonym kilkanaście minut temu treningu podszeptywała między sobą o nieco dziwnym, dzisiejszym zachowaniu kolegi.
- Coś musiało sie stać. - Rzekł cicho wyraźnie zaniepokojony Ronaldo. Zazwyczaj to on najbardziej narzekał na wrodzoną gadatliwość Niemca, który zasypywał go gradem pytań i niepotrzebnych informacji. Z resztą nie od dziś było wiadomo iż Özila śmiało można było porównać do sklepu monopolowego. Zazwyczaj buzia nie zamyka mu sie przez dwadzieścia cztery godziny na dobe, przez co często doprowadza także i resztę drużyny do szału.
- Dajcie spokój, pewnie znowu najadł się cukierków z alkoholem i teraz dochodzi do siebie... - Kepler mówiąc to rozłożył tylko bezradnie ręce, a temu gestowi towarzyszyła jakże wiele mówiąca mina w stylu "no cóż, zdarza sie."
- Zróbże coś wreszcie! - Uniósł się Cristiano po czym zdzielił Ramosa ręcznikiem i powstrzymał nawet mięśnie swojej jakże idealej twarzy, aby nie wykrzywiły sie w triumfalnym uśmiechu, kiedy spomiędzy ust Sergio wydobyło sie "auuu."
- Uważaj! Bo zaraz twoje włosy zatęsknią za żelem jaki nosiły! - Zdenerwował się Ramos i w ostatniej chwili podrapał sie po głowie, gdyż wcześniej zamierzał sie zamachnąć na madrycką siódemkę i samemu wymierzyć sprawiedliwość.
- Nie wyprowadzi mnie z równowagi byle jaki nażelowany piłkarzyna! - Odszczeknął się, zapiął ostatni guzik kremowej koszuli i dumnie uniósł głowę nawet nie racząc zaszczycić spojrzeniem wcześniej wspomnianego osobnika płci męskiej.
Nagle drzwi otworzyły sie z hukiem a w nich pojawił sie nie kto inny, jak zziajany Karim Benzema, który najwyraźniej właśnie chwile temu skończył biegać karne kółka za ponowne spóźnienie sie na trening.
- Takie bieganie to już nie na moje lata. -  Stwierdził resztkami sił opadając na ławkę i bardzo powoli zmierzył całą szatnię uważnym spojrzeniem.
- O, Mesut! - Zawołał uradowany, jednak nie otrzymał odpowiedzi. Niemiec nawet sie nie poruszył.
- Chyba zemdlał..., o lepiej nie żyje! - Za moment podzielił sie  swoimi przypuszczeniami Karim, ale Casillas zamierzał wyprowadzić go z błędu.
- Nie jest martwy... - W każdym razie Benz znacznie sie ożywił i wszedł mu w słowo.
- Sprawdziliście? Moge go kopnąć jeśli chcecie! - Zaoferował sie życzliwie jednak nikt nie zechciał skorzystać z owej propozycji.
Ramos natomiast podkradł sie do Mesuta po czym nachylił sie nad nim w milczeniu.
- Chcęę pićć twojąą kreww! - Wysyczał z akcentem prosto z filmów o Draculi, jednak jemu samemu z tą kasztanową, wiecznie pogrążoną w artystycznym nieładzie czupryną i bladą ze zmęczenia cerą, po kolejnej zakrapianej alkoholem nocy, bliżej mu było do niejakiego Edwarda Cullena. Özil znowu nie zareagował. Najwyraźniej przeszedł z etapu łagodnego lekceważenia do otwartego olewania, co niekoniecznie sie wszystkim podobało. Serio niezadowolony z faktu iż nikt nie docenia jego przewspaniałej gry aktorskiej wydał z siebie nieartykułowany jęk rozpaczy, lecz po chwili sie opamiętał. Zależało mu na rozweseleniu kolegi, Ronaldo z tymi swoimi sugestiami mógł sie wypchać. Grymas na wiecznie uśmiechniętej twarzy Mesuta podczas treningu wyglądał nieco dziwnie.
- Özilku, czy wszystko dobrze? - Zapytał troskliwym głosem Kepler, kładąc dłoń na ramieniu Niemca.
- A dajcie wy mi wszyscy święty spokój! - Nie wytrzymał już dłużej Mesut i podniósł sie z miejsca jednocześnie chwytając śnieżnobiały ręcznik a także przewieszając go sobie przez ramie. Ronaldo najwyraźniej chciał coś jeszcze powiedzieć, ale widząc mine przyjaciela szybko zrezygnował.
- Bo inaczej wyjde do sklepu po papierosy i wróce za dziesięć lat! - Dokończył.
- Ale przecież ty nie palisz. - Zauważył Kepler.
- Ah tak, to ja mówie, że moge wrócić za dziesięć lat a ty bardziej przejmujesz sie tym, że nie pale? - Zapytał i wychodząc trzasnął drzwiami pozostawiając Królewskich w totalnym osłupieniu. Za moment jednak wrócił gdyż z tego wszystkiego pomylił drzwi prowadzące na korytarz, z tymi od łazienki.

• • • • • 

- Nie przywitasz się ze mną? - Zapytał Michael, kiedy brunetka już przestąpiła próg jego mieszkania, a na jego nieziemsko przystojnym, opalonym obliczu zawitał ten jego charakterystyczny, tak przykuwający uwagę płci żeńskiej, uśmiech.
- Nie było cie przez dwa tygodnie. Nie dałeś znaku życia, nie powiedziałeś gdzie jedziesz, kiedy wracasz... - Wyliczała chłodno Anastasia nieustannie wpatrując się w błyszczące, cudownie niebieskie tęczówki mężczyzny, w których widziała swoje własne odbicie. Ballack natomiast miał doskonały pogląd na zawiedzony wyraz twarzy kobiety, którą darzył wielkim uczuciem. I to nie tak, że nie zrobił on na nim wrażenia, jednak co mógł zrobić?

- Myślałam, że jestem dla Ciebie kimś wyjątkowym... - Podjęła, ale już nieco ciszej, tym razem unikając kontaktu wzrokowego. Było jej przykro, ponieważ Michael ponownie zaczął budować między nimi mur, zamiast do reszty pozwolić jej go zburzyć. Niejednokrotnie czuła, że jest bliski wyjawienia jej prawdy, ale zawsze w ostatniej chwili sie wycofywał. Wiedziała, że nie powinna go oceniać. Sama miała tendencje do podobnego zachowania, albowiem obawiała sie jego reakcji.
- Jesteś.. - Potwierdził Ballack. Chwycił jej twarz w dłonie a następnie pogładził kciukiem jej blady policzek. Nachylił sie nad nią i złożył na jej lekko zaróżowionych wargach delikatny niczym muśnięcie piórka pocałunek. Nie dając kobiecie szansy na jego odwzajemnienie, oparł swój podbródek na jej głowie i zamknął ją w swoich silnych ramionach, jakby chciał zakomunikować całemu światu, że owa cudowna kobieta należy tylko do niego i nie pozwoli na to, aby ktokolwiek zrobił jej krzywdę. Anastasiaa przymknęła na moment powieki. Wsłuchana w równomierne bicie jego serca pomyślała, że mogłaby spędzić w jego ramionach całą wieczność. Czuła sie w nich bezpiecznie, a wszystkie jej problemy znikały wtedy tak nagle jak poranna rosa.
- Martwiłam sie o ciebie. - Szepnęła cicho, jakby tym samym usprawiedliwiając swoje wcześniejsze zachowanie.
- Zupełnie niepotrzebnie. - Odparł spoglądając prosto w jej duże, brązowe oczy  i odgarniając za ucho zbłąkany kosmyk jej długich, lekko kręconych czarnych włosów.
- Nie masz nawet pojęcia, jak bardzo tęskniłem. - Stwierdził najzupełniej szczerze tuląc ją do siebie jeszcze mocniej. Ona natomiast po chwili odsunęła sie od niego nieznacznie, koncentrując swoje spojrzenie na jego cudownych oczach, które niekiedy pochłaniały ją bez reszty.
- To mi to pokaż. Pokaż mi jak bardzo tęskniłeś. - Powiedziała zdecydowanie.
Michael chwycił delikatnie jej drobną dłoń i ucałował, a potem położył ją sobie na piersi. - Z każdym biciem serca coraz mocniej. - Odparł szczerze czemu towarzyszył delikatny uśmiech i te charakterystyczne dołeczki w policzkach, które tylko dodawały mu uroku. W jego oczach widać było zachwyt, patrzył na nie tylko piękną, ale i mądrą kobietę, która stała sie dla niego kimś niewyobrażalnie bliskim. Nie dopuszczał do swojej świadomości myśli, że kiedyś mogłoby jej zabraknąć.
I tak przypatrywali sie sobie przez chwile, mając wrażenie, że czas na moment się dla nich zatrzymał.  Anastasia zdała sobie sprawę, że dotykanie go było jak uświadomienie sobie, że wszystko czego kiedykolwiek pragnęła, jest tuż przed nią. I kiedy ponownie ją objął, przez chwilę, która wydawała jej się wiecznością, odniosła wrażenie, że ma wszystko. Wspięła sie na czubki palców, by móc obdarzyć go czułym pocałunkiem, który z każdą chwilą znacznie sie pogłębiał i stawał coraz zachłanniejszy. Brunet chwycił kobietę bez problemu, zupełnie jakby ważyła tyle co piórko, i posadził na stole. Muskał wargami jej szyję i dekolt, wsłuchując sie jednocześnie w ciche pomruki zadowolenia jakie wydobywały sie spomiędzy jej nabrzmiałych od pocałunków, zaróżowionych ust, których smak tak uwielbiał. Napawał sie jej zapachem, zdecydowanie błądził dłońmi po jej seksownym ciele, w czasie kiedy ona całkowicie sie mu poddała. Jego bliskość sprawiała jej ogromną przyjemność. Nigdy nie sądziła, że jeszcze kiedyś poczuje sie tak w ramionach mężczyzny. Kiedy naparł na nią całym swoim ciałem na moment wstrzymała oddech. Pogładziła dłońmi jego plecy, a potem przesunęła je niżej, na jego pośladki. Wsunęła dłonie w tylne kieszenie jego jeansów i lekko je zacisnęła, na co spomiędzy warg mężczyzny wydobyło sie ciche westchnienie.
- Szukasz drobnych? -
Zapytał z udawaną powagą a jego usta momentalnie rozszerzyły sie w uśmiechu uwidaczniając tym samym dwa rzędy śnieżnobiałych zębów.
- Tylko w kieszeniach niegrzecznych chłopców. - Oznajmiała zaczepnie, równie intensywnie mu sie przyglądając.
I nagle czar prysł, albowiem dźwięk ich nierównomiernych oddechów zakłócił sygnał telefonu.
- Nie odbieraj. - Poprosiła cichutko Ana, ale Michael niechętnie sie od niej odsunął. Oczywiście, najchętniej wyrzuciłby komórke przez okno, ale nie mógł tego zrobić.
- Musze. - Odparł krótko, po czym nie zastanawiając sie długo, odebrał. Niezbyt ukontentowana Anastasia, uważnie przysłuchiwała sie rozmowie, aczkolwiek niewiele zrozumiała, ponieważ mężczyzna rozmawiał z kimś w swoim ojczystym języku. Przynajmniej tak podejrzewała biorąc pod uwage to jego dziwne bełkotanie, które wydawało jej sie nawet odrobine zabawne. Misza odkręcił sie do niej plecami, ale zanim to zrobił dostrzegła w jego szafirowych oczach wściekłość. Był bliski furii a kobieta wyraźnie sie zaniepokoiła. Cichutko pokonała odległość kilku kroków jaka ich dzieliła, po czym objęła go od tyłu i przytuliła głowę do jego pleców. Właściwie nie zastanawiała sie nad tym co robi i jakie to może pociągnąc za sobą skutki. Pod wpływem jej dotyku, ciało Michaela rozluźniło się, ale ton głosu pozostał chłodny i formalny do czasu aż zakończył on chyba nie do końca przyjemną rozmowę. Kim był ten ktoś po drugiej stronie słuchawki?
Zastanawiała sie Ana, jednak gdy mężczyzna obrócił sie do niej przodem, skupiła swoją atencję właśnie na nim.
- Musisz już iść. - Przerwał wreszcie ciszę, a brunetka nie wierzyła temu, co słyszy. Rozchyliła nieznacznie wargi, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie zrobiła tego.
- Proszę, nie pytaj o nic. Po prostu wyjdź. - Rzekł nazbyt spokojnym tonem wpatrując sie prosto w jej brązowe tęczówki, w których iskerki wesołości gwałtownie zgasły.  Wiedział, że to jego wina, ale co mógł zrobić? Ballack z pewnoscia długo nie zapomni oczu, które wpatrywały się w niego, pytając "dlaczego?" Czuł sie fatalnie, obserwując jak Ana bez słowa opuszcza jego mieszkanie. Pragnął ją zatrzymać, ale nie mógł. Wtedy wszystko skomplikowałoby sie jeszcze bardziej.
Nie rozumiała postępowania Michaela, które w gruncie rzeczy nie było normalne, tak samo jak jego nagła zmienność nastrojów na pewno nie spowodowana niczym błahym. Martwiła się o niego. Obawiała się, że jego problemy nie wniosą nic dobrego w ich relacje, ponownie odsuną ich od siebie, a to dlatego, że Ballack zawsze chciał sobie ze wszystkim poradzić sam. Nie zamierzał obarczać innych swoimi problemami albo po prostu nie tolerował gdy ktoś wtrącał sie w jego życie? A może i jedno i drugie?
Ana miała ochote wrócić tam i zażądać aby wyjawił jej co go gnębi. Chciała ponownie znaleźć sie w jego ramionach, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze i że może liczyć na jej wsparcie w każdej sytuacji. Może powinna tak zrobić?
I pewnie by tak zrobiła, gdyby ponownie nie została sprowadzona na ziemię przez kobietę,  z którą mijała się w drzwiach i która przechodząc trąciła ją ramieniem, zupełnie jakby chciała utorować sobie przejście. Brunetka nie miała wątpliwości co do tego, że rudowłosa piękność, której usta wykrzywiły sie w ironicznym uśmieszku zrobiła to specjalnie. I chyba po to, aby zwrócić na siebie jej uwagę. Przez krótką chwile kobiety mierzyły się wzrokiem, a w zielonych oczach nieznajomej było widać odrobinę pogardy, przysłoniętą zdenerwowaniem, jakby ta za chwile w ostentacyjny sposób miała zademonstrować, że nie wyobraża sobie, aby nie została za owy incydent przeproszona, choć w gruncie rzeczy sama była jego sprawczynią. Zielonooka miała w sobie coś takiego co sprawiało, iż ludzie schodzili jej z drogi, by nie narazić sie na gniewne spojrzenie i kilka niemiłych słów, których nie szczędziła nikomu. Ana przez moment obserwowała jak kobieta wchodzi do windy. Nie wiedzieć czemu ogarnęło ją dziwne uczucie  niepokoju, kiedy owa nie pozbawiona nadzwyczajnej urody istota wcisnęła numer piętra, na którym mieszkał Michael.

• • • • •

Następnego dnia, za namową siostry, pragnąca rozwiać wszelkie swoje obawy Anastasia, postanowiła złożyć Ballackowi nieoczekiwaną wizytę. Nie spodziewała sie jednak, że to po raz kolejny wywróci jej życie do góry nogami i pozostawi w stanie ogłupienia a potem zwykłej rozpaczy.

_____________________________________

Jak wiecie powróciłyśmy z Julią do pisania naszego wspólnego bloga para-siempre-fcb.blogspot.com
 Zdałam sobie sprawę, że to czego mi tak przez ten czas brakowało, to właśnie pisanie, taka moja odskocznia od wszystkiego, dlatego powracam na tego bloga.
 No i jakby nie patrzeć zbliżamy się do końca opowiadania i chyba dlatego, że tak lubie tą historię i szalonych bohaterów chciałam ten koniec odłożyć na później. 
Tak, to koniec pierwszej serii, ale i początek kłopotów. 
Jeśli chodzi o organizację, to nowe rozdziały będą się pojawiały raz-dwa razy w miesiącu. Forma raczej się nie zmieni. Dowiecie się co dzieje się na dwóch płaszczyznach - u zwariowanych zawodników Realu, a także u naszej trójki bohaterów - Ikera, Anastasii i Michaela.

Co do rozdziału,
Co się stało z Mesutem? Co było powodem dziwnego zachowania Michaela? Czy Ana powinna się martwić? Jak myślicie?

Jeśli ktoś to jeszcze czyta, to proszę, dajcie znać, będzie mi bardzo miło. Trzymajcie się ciepło. ;)




sobota, 29 marca 2014

Thirteen - "Czy czujesz to co ja?"

cd.

- Skarbie, jestem pewna, że skorzystamy na tym oboje. - 
Rzekła Sara zaskakująco pewnym siebie tonem, po czym posłała znaczące spojrzenie Michaelowi. Odważyła się nawet dołączyć do niego jeden z tych swoich kokieteryjnych uśmiechów, jednak Niemiec wcale go nie odwzajemnił. W pannie Carbonero było coś takiego, co irytowało go do granic możliwości a każda sekunda spędzona z tą pełną fałszu i zapatrzoną w siebie niewiastą przyprawiała go o niewyobrażalny ból głowy, którego nie łatwo było się pozbyć.
- Potrzebujesz mnie Ballack. - Zniżyła swój - zazwyczaj szorstki jak papier ścierny - głos do szeptu i chwyciła go za podbródek zmuszając tym samym, aby na nią spojrzał. Hiszpanka nie znosiła być ignorowana, nawet przez tak... i choć chciała znaleźć jakieś ujemne epitety, aby go opisać, to tak naprawdę wcale nie potrafiła. Brunet był zbyt atrakcyjnym mężczyzną, by przejść obok niego obojętnie, a to, że niejednokrotnie wysyłał jej sygnały o swojej niedostępności sprawiało, że jeszcze bardziej pragnęła się nim zabawić; rozkochać w sobie, sprawić by całkowicie stracił dla niej głowę, a potem porzucić jak uszkodzoną zabawkę na rzecz nowej. O tak, owa światowej sławy dziennikarka lubiła sobie czasami poflirtować i przyprawić Ikerowi rogi. Każdy zdawał sobie z tego sprawę, choć Hiszpanka dokładała wiele starań by jej podboje nie ujrzały światła dziennego.
Michael na dłuższą chwilę skupił swoją uwagę na podkreślonych jak zwykle szminką o kolorze krwistej czerwieni wargach kobiety zastanawiając się jak jego najlepszy przyjaciel mógł ślepo wierzyć w każde słowo, które wydostało się spomiędzy jej ust. Manipulantka. Przemknęło mu przez myśl a w jego głowie zapaliła sie migocząca, czerwona lampka ostrzegająca o nagłym, poważnym zagrożeniu. Musiał uważać, być nadzwyczaj czujnym, aby i jego ta wstrętna dziewucha nie owinęła sobie wokół palca.
Nie trudno było odgadnąć o co chodzi Sarze. Współpracując z nią mógł osiągnąć wiele, ale i wpakować się w kłopoty, a akurat w tej dziedzinie panna-fałszywy-uśmiech była specjalistką.
Zaiste, skorzystaliby oboje. Carbonero była mistrzynią intryg. Z pewnością uknułaby coś, co mogłoby raz na zawsze zniszczyć jak na razie chyba tylko znajomość Ikera i Anastasii. Michael nie mógł wyzbyć się z pamięci widoku swojej ukochanej w ramionach jak dotąd najlepszego przyjaciela, nie tylko z boiska. I choć czuł, jakby w brutalny sposób pozbawiono go serca nie mógł nic zrobić. A raczej mógł, lecz nie chciał. Zdał sobie sprawę, że kocha tak bardzo, że nie mógłby pozwolić sobie na wtrącanie się i mieszanie w jej życiu. Chciał po prostu, by Włoszka była szczęśliwa, nawet jeśli to nie on miałby trwać u jej boku, być na każde jej zawołanie. To jednak nie zmieniało faktu, że był wściekły. A może to kolejna kobieta która bawi się jego uczuciami? W jego głowie kłębiło się wiele myśli tego typu. Spoglądając na nią w innym świetle starał sie nie koncentrować na uczuciach jakie do niej żywił. Ale jego serce wydawało sie nie słuchać rozumu, który stwarzał mylne wizje.
Nie wiedział ile czasu już tak stoi. Może kilka sekund, może całe wieki. Carbonero pochłonięta pracą o której nie zapomina nawet na moment, już dawno się wycofała i uczepiła ramienia jakiegoś starszego mężczyzny, w celu wydobycia z niego kilku istotnych informacji.
Ballack poczuł czyjąś dłoń na swoim lewym ramieniu. Obrócił głowę jednak nie dostrzegł nikogo, kto mógłby być potencjalnym sprawcą tejże zaczepki. Pomyślał, że to pewnie starsza siostra Keplera, przed którą tak starał się uciec, gdyż owa raczej niegrzesząca inteligencją niewiasta najwyraźniej czuje do niego mięte. Mylił się. Wydawał się być nieco zaskoczony, kiedy ujrzał przed sobą swój obiekt westchnień w całej okazałości. Czerń sukni doskonale dopasowanej do kuszących kształów Any wspaniale współgrała z jej delikatnie opaloną skórą. Stała tak blisko, że w jej nieziemskich, brązowych oczach widział swoje odbicie. Odgarnęła za ucho zbłąkany kosmyk i jeszcze szerzej się uśmiechnęła. Widok ten przyprawił Michaela o szybsze bicie serca. Miał wrażenie, że zaraz wyskoczy mu ono z piersi. Chciał dotknąć jej delikatnej skóry, posmakować miękkich, słodkich warg... i choć coraz trudniej było mu utrzymać ręce przy sobie to nie odważył się. Był bliski obłędu. Obawiał się, że to tylko - swoją drogą bardzo wiarygodna - projekcja wytworzona przez jego umysł, a jeśli zechce ją naruszyć zniknie raz na zawsze. 
Ballack, co ta kobieta z tobą zrobiła?
- Cześć. - Rzuciła pełna entuzjazmu a jej cieszący oczy obserwatora uśmiech z każdą sekundą przybierał na sile. Pierwotnym celem Anastasii było zrobienie niespodzianki Michaelowi - dzisiaj nie mieli jeszcze okazji aby zamienić słowa i każde z nich boleśnie to odczuwało - ale widząc jego minę stwierdziła w myślach, że chyba nie bardzo jej to wyszło. 
Szkoda.
Zazwyczaj chyba cieszyła go jej obecność, a w owej chwili nawet nie odpowiedział. Zamiast tego uniósł do ust kieliszek wypełniony do połowy szampanem i zanim upił łyk, uśmiechnął się w jakby nieco wymuszony sposób. Ana nie rozumiała skąd ta nagła zmiana w jego zachowaniu. Przecież to zazwyczaj Michael był inicjatorem rozmowy. Potrafił pojawić sie przy niej w najmniej oczekiwanym momencie i swoją obecnością, czasami zwykłym uśmiechem znacznie poprawić jej humor. Może przesadza? Może wszystko jest w porządku a ona sama stwarza sobie nowe zmartwienia?
- Rozmawiałeś z Carbonero. - Podjęła po chwili jakby obojętnym tonem aby jakoś rozpocząć rozmowę, ale Misza mógłby przysiąc, że zabrzmiało to tak, jakby nie tyle co robiła mu wyrzuty, ale za to próbowała wybadać sytuacje.
... a ty obściskiwałaś się z Casillasem. Pomyślał. Nie miał odwagi powiedzieć tego na głos. Bał się pokazać, że mu zależy odrobine bardziej niż by tego chciał, bowiem zawsze gdy tak się dzieje wszystko kończy się raczej tragicznie. Tragicznie dla niego. Zazwyczaj brakuje mu szczęścia. Choć Ballack wydaje się być silnym, zdecydowanym mężczyzną to tak naprawdę w głębi duszy jest słaby. Osłabia go miłość, którą chce sie podzielić wreszcie z kimś tego wartym, a która w dużej mierze prowadzi do autodestrukcji. Dlaczego? Otóż gdy człowiek bezgranicznie kocha, bezgranicznie ufa drugiej osobie to nie zawsze dobrze na tym wychodzi. Gdy zamiast na drugą połówke pomarańczy natrafi sie na połówkę jabłka i stara sie na siłe ją do siebie dopasować to człowiek cierpi. Czasami nawet ta druga połówka pomarańczy jakoś nie do końca pasuje... Co więc wtedy robić? 
Nie sądziła, że tak zaboli ją jego milczenie, zdała sobie bowiem sprawe, że ten malutki promyczek nadziei na nową, lepszą przyszłość, jakim był dla niej Michael nie będzie płonął wiecznie. Chyba już nie płonie. Spuściła wzrok i wpatrywała się w czubki własnych butów. To jeszcze pogorszyło sprawę, ponieważ przypomniała sobie ile włożyła starań w przygotowanie się do dzisiejszego wieczoru. Chciała być piękna dla niego a tymczasem on nie raczył zwrócić na nią chociażby odrobiny swojej jakże cennej uwagi. Powróciły wątpliwości, że przecież do siebie nie pasują. Może i Ballack wydawał sie odrobine szalonym człowiekiem, ale miał dobre serce i zasługiwał na kogoś lepszego. Na kogoś, kto przede wszystkim byłby z nim całkowicie szczery i nie zatajał pewnych spraw, które przecież i tak kiedyś wyjdą na jaw. Niemiec potrzebuje kogoś, kto by mu dorównał, kogoś kim mógłby się pochwalić a nie...
To zbyt wiele ją kosztowało. Podniosła wzrok i dyskretnie rozejrzała sie za kimś, kto mógłby uratować ją z tej niezręcznej sytuacji w jakiej przyszło sie jej znaleźć. No tak, bo przecież może udać, że ktoś nagle jej potrzebuje. Widząc Keplera posłała mu subtelny uśmiech. Przecież w każdej chwili może do niego podejść i zaoferować mu swoje towarzystwo. 
Ballack nie dawał tego po sobie poznać, ale uważnie ją obserwował. Podążył za jej spojrzeniem i aż mu się gorąco zrobiło, gdy ujrzał Ikera stojącego swobodnie w towarzystwie Keplera i szczerzącego się do Any jak mysz do sera. Co prawda był jego przyjacielem, lecz odczuł nagle silną potrzebę rywalizacji, która odstawiła rozsądek na boczny tor.
- Cóż, nie tylko Iker potrzebuje pocieszenia. - 
Mruknął z ironią, tym samym skutecznie zwracając na siebie atencję Anastasii, która posłała mu zdezorientowane spojrzenie i nawiązując do rozpoczętego przez nią tematu. 
Co to miało znaczyć? Niemiec nigdy wcześniej sie tak nie zachowywał.
- Michael... - Przerwała na moment jakby porządkowała w głowie myśli. - Czy wszystko między nami w porządku? - Utkwiła swój wzrok w jego cudownych oczach i w ciszy oczekiwała na odpowiedź.
Ballack chwycił ją za łokieć i może nawet w nieco brutalny sposób przyciągnął ją do siebie jakby bał się, że mu ucieknie a przecież muszą wyjaśnić sobie pewne sprawy. Ana nawet tego nie odczuła ponieważ bardziej zajęta była próbą odgadnięcia jego wyrazu twarzy. Sam dotyk jego dłoni sprawił, że po jej ciele rozeszły się przyjemne dreszcze. 
- A co jest właściwie między nami? - 
Zapytał poważnie, ale ona nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów by udzielić mu odpowiedzi. Westchnęła tylko.
- Czy czujesz to co ja? - Podęła za moment chwytając jego dłoń i splatając ze sobą ich palce.

— ▪ —

- No i co? Co mówią? - Khedira niby to dyskretnie szturchnął Özila paluchem chcąc wyciągnąć z niego jakąkolwiek informacje. 
- Powiedział jej? -
Mesutowski-Mistrz-Podsłuchu wzruszył tylko na to ramionami. Jeszcze nie, ale Ana sugeruje mu chyba, że gaz sie ulatnia.
- Coo? - Sami posłał Mesutowi jedno z tych swoich spojrzeń, które z pewnością wyrażało więcej niż tysiąc słów.
- Wiem co mówie! - Obruszył sie Özil. - Czy czujesz to co ja? - 
Zacytował starając sie naśladować ton głosu Any po czym popatrzył z wyższością na przyjaciela. Sami pociągnął nosem jakby miał katar chcąc użyć zmysłu powonienia do analizy sytuacji.
- Cholera, może rzeczywiście powinniśmy to sprawdzić... -

— ▪ —

jakiś czas i kilka butelek później gdy już impreza przeniosła się w inne miejsce...

- Ty wiesz, że ja bym chciał, aby Ci sie wreszcie ułożyło? Żebyś był wreszcie szczęśliwy? - 
Özil podniósł wzrok z nad kieliszka wypełnionego do połowy przezroczystym alkoholowym trunkiem i swoimi nieudolnym bełkotaniem skierowanym wyraźnie pod adresem Ballacka, przerwał wreszcie paplaninę Khediry skupiającą się głównie na jego dziewczynie - Lenie, która po wielu prośbach wreszcie zgodziła sie zostać jego żoną, a on oczywiście musiał ogłaszać to całemu światu.
Michael tylko pokiwał głową na co Mesut przysunął sie do niego bliżej i objął go ramieniem.
- No właśnie, dlatego sądzę, że powinieneś postawić sprawę jasno. - 
Turek tym razem skierował swoje duże, brązowe oczy, niezależnie od sytuacji mierzące wszystko i wszystkich bacznym spojrzeniem, na Anastasię i jakby westchnął. - Jeśli jakiś ciekawski dziennikarzyna zacznie węszyć nad jakąś sensacją jak to zwykle oni mają w zwyczaju, to sprawa sie rypnie a ty będziesz w dupie. Takich rzeczy nie należy zatajać, bo potem jakbyś się zaczął tłumaczyć i wyjaśniać motywy twojego postępowania to nawet ta twoja przystojna i urokliwa gęba nie pomoże ci w naprawieniu tego co zepsułeś. - MB13 doskonale wiedział o co chodzi kumplowi z boiska, jednak nie bardzo kwapił sie do tego, by dać to po sobie poznać i by wreszcie podjąć należyte działania w kierunku poruszonego tematu, o którym wolał nawet nie myśleć bo automatycznie wzbierała w nim złość. Michael nie chciał sobie popsuć wieczoru, nie tym razem.
- Der Kapiten. - Tymi słowami Sami mimowolnie zwrócił uwage Ballacka na siebie. Co prawda brunet nie sprawował już funkcji kapitana w niemieckiej reprezentacji gdyż zwyczajnie zdecydował sie powoli zakończyć kariere a ostatnie kroki stawiał właśnie tu, w Realu jednak pozostanie nim na zawsze dla wiekszości niemieckich piłkarzy, którzy darzyli go szacunkiem i byli pełni podziwu dla jego dokonań. - Nie wierze, że to robię, ale muszę przyznać Mesutowi racje. - Rzekł spokojnie. Najwyraźniej on też był wdrożony w całą sytuacje, ale jak na lojalnego przyjaciela przystało nie rozgłaszał tego na prawo i lewo. Dobrze wiedział, że MB13 jest raczej skrytym, nie lubiącym koncentrować uwagi zwykłych zjadaczy chleba i karmiących ich głównie wyssanymi z palca, szokującymi newsami pseudodziennikarzy, na swoim życiu prywatnym, facetem. - Teoretycznie ten etap życia masz już za sobą... - 
- ...ale nadal ma on wpływ na twoją przyszłość. Nie zapominaj o tym. - Dokończył już Özil wymieniając porozumiewawcze spojrzenie z Khedirą. 
- Mesut najebany w trzy dupy to całkiem rozsądnie gada. - Zauważył Sami i cicho się roześmiał. Turek najwyraźniej chciał coś powiedzieć, ale nie zdążył bo niczym kat nad dobrą duszą stanął nad nim Kepler, którego tamten zdążył ochlapać resztkami alkoholu ze swojego kieliszka podczas swojej przesadnej wręcz gestykulacji w czasie wymiany myśli z Samim i Michaelem.
- Mniejszość niemiecką uprasza się chociaż o zachowanie pozorów kulturalnego picia. - Wyrzucił z siebie Pepe wycierając chusteczką krople wódki ze swoich spodni stwierdzając w myślach, że teraz na pewno będzie czuć od niego alkoholem. Taa, jakby bez tego było nie czuć, że dobrze dawał w gaźnik. Potem jednak skrzywił sie i podrapał po czarnej czuprynie zastanawiając się co on w ogóle powiedział. 
- No prosze, następny. - Rozweselił sie jeszcze bardziej Khedira. 

— ▪ — — ▪ — — ▪ —

rozdział taki sobie. niby nic się nie dzieje, ale zapoczątkuje poważne zmiany w życiu bohaterów, tak bym to nazwała ;b nie długo pewnie też coś na
bo z Julią już tworzymy zawzięcie drugi rozdział, a jakże ;)

+ taki tam obrazek :D

środa, 12 lutego 2014

Twelve - "Z tobą u boku Iker nigdy nie wyglądał ładnie."

Grupka wysokich, niemal porażających swoją nieprzeciętną urodą mężczyzn odzianych w dopasowane, wspaniale podkreślające ich atletyczne sylwetki garnitury, które niezaprzeczalnie zostały zaprojektowane przez sławnych projektantów - i które z pewnością kosztowały fortunę - zebrała się przy stelażach na których wyeksponowano kilkanaście najróżniejszej wielkości obrazów namalowanych przez tych doskonale znanych jak i dopiero wzbijających sie na wyżyny popularności młodych artystów. Z minami zagorzałych krytyków, gorliwych znawców sztuki polemizowali ze sobą wyraźnie przy tym gestykulując. 
- A czy to aby nie stoi do góry nogami? - Ośmielił się zauważyć jak zwykle spostrzegawczy Benzema i od razu zaczął pchać się z łapami do płótna, aby je obrócić. Na szczęście został powstrzymany przez Özila, który za pomocą swoich wytrzeszczonych gałek ocznych zlokalizował zbliżającego się kapitana Królewskich. Karim przy akompaniamencie tureckich gwizdów począł kreślić w powietrzu jakieś niezidentyfikowane kształty a wszystko po to, by stworzyć pozory normalnego, swobodnego zachowania, które niemal krzyczało "Nic się nie dzieje. Nic się nie dzieje." Iker tylko zmarszczył brwi. Z daleka wyczuwał, że coś się jednak dzieje. Zaintrygowany zachowaniem kolegi z drużyny zamiast do młodego Varane zwrócił się do starszego Francuza. Grzecznie. Najgrzeczniej jak tylko umiał a dziś wyjątkowo był nie w humorze. 
- Czyś tyś sie znowu proszku do prania nażarł? Mam cie zawieźć na płukanie żołądka? A może to kolejna lekcja wschodnich sztuk walki jakiej udzielasz Özilowi? - Zadrwił. - To nie przedszkole, oczekuję od was odpowiedniego zachowania w przeciwnym razie... - Uwrał na moment. - Karim, lubię cię dlatego dam ci wybór, wolisz wypierdalać oknem czy drzwiami? -
Benzema zaprzestał wygłupów. Przybrał minę zbitego psa, jednak wiedząc, że tym razem nie zadziała posłał błagalne spojrzenie w stronę Mesuta.
- No bo... mucha była! - Błysnął Turek na co bramkarz tylko westchnął po czym skierował dwa palce w kierunku swoich oczu, by zaraz powtórzyć ten gest na Francuzie. Karim nie był pewny, ale to chyba miało znaczyć "Będę cię obserwował". Niespokojnie przełknął ślinę. Jeśli Santo rzeczywiście będzie obserwował go tak jak piłkę w czasie meczu, to jeden fałszywy ruch i ten duży prostokąt z klamką będzie stał przed nim otworem.
Marcelo, Alonso i Kepler podeszli właśnie do ostatniego obrazu, jednak napotkali na barierę w postaci zasłaniających go swoimi sylwetkami Ronaldo i Ramosa. Pepe jak to Pepe, od razu zwietrzył, że coś jest nie tak. Cristiano i Sergio razem? Przecież oni się nie znoszą!
Teraz jednak owa dwójka stała oparta o siebie plecami z rękami założonymi na piersiach.
- A to co? Brygada R&R znowu w akcji? - Rzucił z nutką rozbawienia Marcelo chcąc przepchnąć się dalej.
- No, bo ja ci zaraz te loczki wyprostuję! - Odezwał sie oburzony Sergio spoglądając porozumiewawczo na Cristiano.
- A tak, mam prostownicę w bagażniku, możesz pożyczyć. - Wtrącił sie Portugalczyk na co Marcelo tylko złośliwie się uśmiechnął, bo na horyzoncie znowu pojawił sie doglądający wszystkiego Iker. Dwójka obecnie nieco zmieszanych, od zawsze prowadzących otwartą wojnę na każdym możliwym froncie a teraz najwyraźniej połączona nicią porozumienia zapewne poprzez wspólną tajemnicę Królewskich rozstąpiła się przed kapitanem niczym Morze Czerwone przed Mojżeszem. Iker spodziewał sie niemal wszystkiego, poczynając od ulepszenia czy też kompletnego zniszczenia obrazu aż do jego nagłego, niewytłumaczalnego zniknięcia, jednak nic takiego nie miało miejsca. Zmarszczył czoło starając się wykryć jakikolwiek dowód tłumaczący dziwne zachowanie Crisa i Sergio. Nic z tego. Wszystkie sztalugi z portretami i pejzażami stały sobie równiusieńko a podłoga lśniła tak, że można było w niej sie niemal przejrzeć. Oczywiście Ronaldo korzystał z tego najczęściej. 
Co prawdo Ramos i Ronaldo w ramach kary, a może inaczej, w ramach poprawienia wzajemnych relacji mieli zająć się przygotowaniem eksponatów (no dobrze, uściślając tylko obrazów, bo nie tylko Santo bał sie kompletnego armagedonu), które miały zostać zlicytowane na dzisiejszej aukcji charytatywnej, ale żeby aż tak dobrze im poszło?! 
Portugalczyk zaczął porozumiewawczo mrugać do Ramosa poprawiając przy tym samym mankiet koszuli.
- Cris, co ci sie stało w oko? Tak ci lata, że... - Obrońca nie dokończył, bo bramkarz stanął na przeciwko TEGO obrazu. Madrycka siódemka zamarła. Casillas pogładził zarost na brodzie wpatrując się w płótno na którym widniał portret kobiety. Zamrugał kilkakrotnie. 
- Może i ja sie na sztuce nie znam, ale to wygląda jakby Ramos po pijaku malował. - Westchnął ciężko a jego spostrzeżenie spotkało sie z aprobatą pozostałych piłkarzy.
- A czy ta lala aby nie jest podobna do Crisa? - Podchwycił Alonso.
Duet R&R oczywiście planował cicho wymknąć się z imprezy jednak Kepler skutecznie im to uniemożliwił.
- No to teraz sie tłumaczcie. Jak na spowiedzi. - Zachęcił Santo siadając na krześle w ten sposób, że tylko oparcie odgradzało go od owej dwójki. Oczywiście odmówili współpracy.
- A Ramos ma plame na prawym rękawie! - Zaskarżył Mesut a obrońca wykonał gest w stylu "zaraz utnę ci tę turecką głowę". Ronaldo chciał jakoś ratować sytuację więc rzucił nie zastanawiając się chyba nawet "Więc kupisz mu Vanish i wywabisz plame" dołączając do tego swój olśniewający uśmiech. Jedno jest pewne, gdyby to on występował w reklamie tegoż proszku do prania lub na tymże środku piorącym widniałaby jego podobizna to wszystkie magazyny świeciłyby pustkami a producenci spaliby na pieniądzach. Przecież każda kura domowa pragnęłaby wpatrywać się w tą uroczą facjatę podczas oddawania się niekiedy znienawidzonym obowiązkom domowym. 
- I wcale nie malowałen tego po pijaku. Byłem najzupełniej trzeźwy choć Ronaldo i tak chciał polecieć van Gogiem żebym sie bardziej wczuł. - Rzucił oburzony Sergio łapiąc sie automatycznie za ucho. Kiedy jednak zorientował sie co zrobił rozejrzał sie po zebranych jak gdyby nigdy nic, po czym wydarł sie na cały głos. 
- Kto to powiedział?! - Dos santos Aveiro zdzielił go po łbie za to, że ich wsypał.
- Przynajmniej modela miałeś dobrego. -
Odgryzł sie Ronaldo ale kiedy poczuł na sobie wzrok Casillasa prawie się rozpłakał. 
- To jego wina. To on mnie pchnął w ten bohomaz, sama dziura by sie przecież nie zrobiła, nie? -
- Ramos. - Warknął Santo, choć gdy w jego głowie zrodziła sie wizja Cristiano z głową utkwioną w płótnie zrobiło mu sie jakoś weselej. Żel zapewne zabezpieczył jego głowę przez ewentualnymi uszkodzeniami. Nie miał jednak serca powiedzieć tego na głos.
- No przepraszam bardzo, sam sie o to prosił. Wszystkiego sam nie bede robił! - Uniósł sie Sergio. 
- Właściwie o moja wina. Nie powinienem was zostawiać samych, mogłem chociaż poprosić Juniora żeby pilnował tatusia i wujka, aby znowu nie narozrabiali. Tak czy siak Özil odłóż ten obraz. Jestem pewien, że mam na niego nabywcę. Tak sie składa, że Mourinho już od dawna szuka prezentu gwiazdkowego dla Guardioli. - Benzema mógłby przysiąc, że na dotychczas poważnej twarzy Ikera teraz przemknął cień nieco złośliwego uśmiechu. Wszyscy przecież wiedzieli o tym, jak Pep nie znosi Crisa.


— ▪ —


- Ana, tutaj! - I tymiże dwoma jakże krótkimi słowami, ale wypowiedzianymi pewnym siebie, dźwięcznym barytonem, może odrobine głośniejszym niż zazwyczaj, Iker zwrócił na siebie uwagę panny Weyden rozglądającej się wśród zebranych gości - w większości byli to bogaci biznesmeni z uwieszonymi u boku żonami, lub też asystentkami, które właściwie nie tylko były prawą ręką szefów, niezastąpioną pomocą, ale też i od czasu do czasu testowały hotelowe łóżka razem ze swoimi pracodawcami. Cóż, kto bogatemu zabroni. Roześmiane towarzystwo popijając najróżniejsze kolorowe drinki czekało na główny punkt programu, czyli licytację na której mogliby sie pozbyć swoich jakże ciężko zarobionych pieniędzy, a wszystko to na rzecz biednych sierot jakie fundacja prowadzona przez jednego z piłkarzy miała wspomóc. Cel był szczytny, dzieci mogłyby dalej kontynuować naukę, lub też po prostu wreszcie miałyby co jeść, bo jak wiadomo różnie w świecie bywa i nie każdemu sie wiedzie. Obecność zawodników Realu i innych wspaniałych osobistości, znanych chociażby z tego, że są znani, miała dodatkowo rozsławić całą akcje i pozyskać potencjalnych sponsorów.
- Podobno miałam ci pomóc, znaczy Alonso coś wspominał. - Odezwała sie nieco niepewnym tonem obserwując z uwagą przystojną, jak zwykle spokojną twarz Santo. Stali na uboczu, a tymczasem zebrani powoli zajmowali miejsca i odbierali tabliczki z numerami.
- A tak, będziesz prezentować wszystko to, co mamy zlicytować dzisiejszego wieczoru. -
- No nie wiem... - Zawahała sie nieco zdając sobie sprawe, że znalazłaby sie w centrum uwagi, a nie zawsze to lubiła. Poza tym, ktoś mógłby ją rozpoznać. - ... nie wiem, czy to dobry pomysł. - Dokończyła spoglądając prosto w smutne, ciemne oczy Ikera otoczone  czarnymi, długimi niemalże jak u dziecka rzęsami. Dopiero teraz coś ją poruszyło, zdała sobie sprawe, że na jego twarzy już dawno nie gościł uśmiech, który znacznie go odmładzał.
- Coś jest nie tak, prawda? - Rzuciła nieco ciszej przysuwając sie do ciemnowłosego, w ogóle nie przejmując sie tym, że to chyba nie najodpowiedniejszy moment jak i miejsce na tego typu zwierzenia. Mimo tego, iż ich znajomość była jak dotąd skoplikowana, Anastasia z czasem polubiła Ikera i naprawde doceniała wszystko, co dla niej robił. 
- Przecież widzę. - Dodała kiedy bramkarz numer jeden odpowiedział jej milczeniem.
- Rozstałem się z Sarą. - Wyrzucił z siebie po chwili, jakby obojętnie.
- Tak mi przykro. Przepraszam, nie chciałam być wścibska. - Westchnęła po czym chcąc go jakoś pocieszyć wyciągnęła ręce, aby go uściskać.
- Zupełnie niepotrzebnie. Właściwie już dawno zdałem sobie sprawe, że jej nie kocham. Cieszę się, że miałem okazje wreszcie zakończyć tą farsę, choć dla Sary moja decyzja była raczej niezrozumiała. Według niej wszystko było w najlepszym porządku. - Pokręcił głową po czym ochoczo przystał na propozycje brunetki i zamknął ją w swoich ramionach. Była tak blisko, taka delikatna i krucha, że najchętniej nigdy nie wypuściłby jej ze swoich objęć i bronił przed całym światem, gdyby zaszła taka potrzeba.
- Mówisz to z takim spokojem... - Zaczęła gładząc uspokajająco jego plecy, ale przecież była kobietą i niewiele czasu zajęło jej, by dodać dwa do dwóch. - Poznałeś kogoś! I nawet mi o tym nie powiedziałeś! - Podjęła przesadnym, jak gdyby z lekka oskarżycielskim tonem odsuwając się od niego na tyle, by móc z powrotem spojrzeć mu w twarz i posłać pozornie zazdrosne spojrzenie. - No kto to jest? Mam wszystko wyciągać z Ciebie siłą? - Widząc, że Iker sie rozchmurzył, jej uśmiech znacznie sie poszerzył. Casillas wciąż jej nie puszczał, nawet wtedy kiedy poprawiała mu krawat i posłała mu odrobine zadziorne spojrzenie, które zdawało sie mówić mniej więcej tyle, że jeśli nie udzieli jej w końcu żadnych informacji, to nie chcący ściśnie za mocno. Ta groźba i tak nie zadziałała, bo niby co miał powiedzieć? Zamiast tego ponownie sie do niej przytulił, jakby chciał ją udobruchać, ale tak naprawde pragnął się nią nacieszyć. "Właśnie mam ją w swoich ramionach. Szkoda, że o tym nie wiesz." Przeszło mu przez myśl kiedy napawał sie zapachem jej perfum. Nie należały do najwyższej półki z jakiej zazwyczaj korzystała panna Carbonero, ale bardzo do niej pasowały. Były tak delikatne i pociągające jak ona sama.

Ballack, który od jakiegoś już czasu odkrywał w sobie tendencje do pojawiania sie w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie właśnie przechodził obok, a widok ściskającej sie pary wywołał u niego zmieszanie, które z każdą sekundą zamieniało sie we wściekłość. Panowanie nad sobą w tej sytuacji sprawiało mu nie lada trudność. Czuł sie oszukany i zdradzony a wszystko to przez dwójkę jak dotąd najbliższych mu osób. Znowu. Był bezradny, nie miał najmniejszego wpływu na to, co działo sie na jego oczach. Mógłby tam podejść i okazać swoje niezadowolenie, albo lepiej, obojętność, ale nie zrobi tego. Wyjdzie na zewnątrz i ochłonie a potem zastanowi sie co dalej. Pomyślał.
Zazdrość przysłaniała mu oczy zwiększając z każdą chwilą irytację jaką odczuwał. Wtem oto jego przyjaciel, człowiek którego darzył szacunkiem i na którego zawsze mógł liczyć, za którego jeszcze niedawno wskoczyłby w ogień trzymał w objęciach największy skarb, jakiego pragnął Michael.
Czy ta przyjaźń również zakończy sie przez kobiete jak to we współczesnych bajkach bywa?

- Dobrze, już dosyć tych czułości. - Odparł Iker z uśmiechem, niechętnie, jakby wbrew sobie odsuwając sie od brunetki i dodatkowo wywracając przy tym oczami.
- Jesteś pewien, że mam z Tobą iść? -
- No pewnie, piękne kobiety zawsze przyciągają uwagę. -
- Oj, daj spokój. - Zaśmiała sie trącając go w ramię i obserwując jak Iker udaje, że go to boli. -

- Ładnie ze sobą wyglądają, nieprawdaż? - Carbonero rzuciła z sarkazmem prosto do ucha Michaela wykrzywiając twarz w bliżej nieokreślonym wyrazie. Oczywiście miała na myśli Ikera i Anastasię, którzy wymieniali po między sobą porozumiewawcze spojrzenia. Sara doskonale wiedziała jaką reakcję wywoła u niego tymi słowami. Chciała jakoś pobudzić go do działania, bo wciąż miał a nadzieje, uda jej sie odzyskać Casillasa.
-Rzeczywiście. - Przytaknął Michael. - Z tobą u boku Iker nigdy nie wyglądał ładnie. - Niemiec nachylił sie nieznacznie w strone Carbonero i obdarzył ją jednym z najbardziej oszałamiających i chyba najbezczelniejszych uśmiechów jaki był w stanie zawitać na jego twarz. Przez dluższą chwile jego niebieskie oczy niczym rendgen prześwietlaly sylwetke hiszpanskiej dziennikarki. Zatrzymały sie na opalonej twarzy, ktora nie wyrażala w tym momencie żadnych uczuć. Może to i lepiej? Brunet szczerze nie znosił tego częstego wymuszonego grymasu na jej twarzy jaki określano mianem uśmiechu jeszcze bardziej niś jego włascicielki i wcale tego nie krył. Spomiedzy ust Carbonero pomalowanych szminką o kolorze krwistej czerwieni wydostał sie cichy może nawet odrobine kokieteryjny śmiech. Zwykły obserwator mogłby stwierdzić, że owy mężczyzna właśnie obdarzył dziennikarke komplementem, gdyby znał prawde bardzo by sie zdziwił. Tak to własnie jest w pilkarskim świecie. Jesli już cos w nim znaczysz musisz stwarzać pozory, panować nad emocjami aby nie dać wyprowadzić sie z równowagi i aby nie robić niepotrzebnego szumu bo to naprawde męczace. Co innego ze stwarzaniem sobie wrogów, z którymi jednak można sie zjednoczyc, kiedy ma sie wspólny cel.
- Twoja szczerość jest nawet zabawna. - Ciemnowlosa odrzekła po chwili sięgajac do kieszeni jego marynarki by umiescić tam swoją wizytowke z numerem telefonu. - Jestem pewna, że domyślasz sie o co mi chodzi, zadzwoń. -

cdn.



— ▪ — — ▪ — — ▪ —

ogłoszenia paraaafiaaalne

one - kolejny rozdział TQPS zapewne pojawi się w marcu. zrekompensuje Wam to długością, mam nadzieję, że treścią także
two - przepraszam za zaległości na Waszych blogach. w najbliższym czasie z pewnością je nadrobię, ewentualnie skomentuję posty na tych blogach, na których jeszcze nie miałam okazji tego zrobić.
three - jeśli chodzi o blogi Sandra Wojtek i ja, More than friends i Nieostrożne słowa to zainteresowanym mogę zdradzić, że nowe posty pojawią się w niedalekiej przyszłości. ah, konkretna ja. ;)
four - zazwyczaj tego nie robię, jednak tym razem chciałabym polecić blogi
pierwsze-koty-za-ploty
odio-destructivo
mogles-miec-wszystko
naprawę warte przeczytania
five - dziękuję za wszystkie komentarze. wiecie, wedle zasady komentujesz=motywujesz
six - a nie wiem... dopiszcie sobie same. ;)

xoxo, K.

piątek, 17 stycznia 2014

Eleven - "Oo, Ramosiu, wyszedłeś za linię!"

Kiedy długowłosa brunetka ukierunkowana zestawem nowych obowiązków jakie dosłownie przed chwilą otrzymała od swojego szefa - trenera Mourinho z powrotem weszła do pomieszczenia, jakie śmiało można było by określić mianem jej biura, przystojny, ciemnowłosy mężczyzna już tam na nią czekał. Nie była ani odrobinę zaskoczona jego obecnością. Ostatnimi czasy coraz częściej się tam pojawiał i z całą pewnością z jej powodu. Cieszyło ją to niezmiernie, choć otwarcie sama przed sobą by się do tego nie przyznała. Gdyby dopuściłaby tą ewentualność do swojej świadomości równałoby się to z tym, że musiałaby wyjawić mu kilka znaczących faktów ze swojego życia, których jak sądziła mógłby nie zrozumieć. Dobrze wiedziała, że to co ukrywa zepsułoby relacje między nimi, a może tak tylko sobie wmawiała oddalając ten rzekomy koniec ich znajomości? W każdym razie od początku powinna być z nim szczera. Teraz każde kłamstwo pociąga za sobą lawinę kolejnych, która zapewne kiedyś ją zgubi. Zdawała sobie z tego sprawe, jednak uparcie wynawała, że gdyby Ballack dowiedział sie o wszystkim, pewnie przestałby się nią interesować jako kobietą a co gorsza mógłby stracić do niej zaufanie za to, że ośmieliła sie coś przed nim zataić. W głębi duszy nie chciała stracić przyjaciela. Cóż, w przypadku większości mężczyzn łatwo jest przewidzieć ich reakcję na określony bodziec czy nietypową sytuację, jednak w przypadku Michaela nic nie było takie pewne. Spędza z nim tyle czasu i jeszcze tego nie zauważyła? 
Niemiec siedział za biurkiem, na jej krześle jednak był obrócony w stronę okna, w które nieustannie sie wpatrywał, jakby za taflą szkła widział coś więcej niż tylko miejską infrastrukture, jakby miał wgląd w zupełnie inny świat. Dłonie, które dotąd trzymał na potylicy znalazły się teraz po obu stronach oparcia krzesła. Wyglądało to tak, jakby zamierzał wstać, jednak nie zrobił tego. Na widok Anastasii jego usta rozszerzyły się w uśmiechu uwidaczniając tym samym urocze dołeczki w policzkach, co znacznie go odmładzało. Od takiego widoku nie można było oderwać oczu. Szczególnie kobiecych oczu, które niczym gąbka wodę, chłonęły każdy szczegół. Michael nie robił tego świadomie, ale poprzez właśnie ten zniewalający uśmiech wprawiał w zakłopotanie nie tylko płeć piękną. 
- Może zrobie panu kawy? Tak ciężko pan dzisiaj pracuje... - Brunetka podjęła rozbawionym tonem po czym pokonała dzielącą ich odległość i usiadła na kolanach mężczyzny. Misza zupełnie automatycznie objął ją lewą ręką w biodrach a palcem prawej zaczął kreślił niezidentyfikowane wzory na jej udzie. Jeszcze bardziej poweselał pod wpływem jej słów. W rzeczywistości miał dzisiaj wolne, ale i tak przyszedł albowiem jak się ostatnio zorientował - dzień bez Anastasii był dniem straconym. Już zbyt wiele owych dni mu umknęło, dlatego też starał się spędzać z nią jak najwięcej czasu. Weyden była dla niego lekarstwem, lekarstwem na jego zbolałą duszę i złamane serce. Przy niej zapominał o swojej przeszłości, która nie dawała mu spokoju nawet tutaj. Niestety nie można uciec od problemów, albo udawać, że wcale ich nie ma. Każdej nocy przypominają o sobie. Bolesne wspomnienia wkradają się do snów tworząc tym samym koszmary równie straszne, jakimi było kiedyś ich życie. 
Michael uwielbiał ten szczery, beztroski śmiech Any. Kiedy go słyszał właściwie nic innego się nie liczyło. Uwielbiał nie tylko ją rozśmieszać, wprawiać w zakłopotanie, ale czasami również denerwować, chociażby tym, że zrobił coś kompletnie nierozsądnego. To jest takie wspaniałe uczucie, kiedy wiesz, że ktoś się o ciebie jednak martwi, komuś na tobie mimo wszystko zależy, nie skreśla cię przez twoje niezliczone wady, które oczywiście posiadasz - bo nie zapominajmy - jesteś tylko człowiekiem.
- Za kawę dziękuję, już piłem. - Jego lewy kącik ust uniósł sie nieznacznie ku górze tworząc tym samym zalążek zadziorego uśmiechu i zwiastując, że Ballack chciałby podjąć jakiś temat, ale nie bardzo wie jak. W miarę upływu czasu jego śmiałość zaczęła ustępować, jakby się bał, że może właśnie tym Anę do siebie zrazić. - A propo pracy... a właściwie odpoczynku od pracy to... co robisz w weekend? - Misza nie dał jej nawet odpowiedzieć, jak gdyby od razu przechodząc do sedna sprawy. Podchody to raczej nie była jego działka. - Chciałbym kupić domek w pobliżu plaży. Bardzo zależałoby mi na tym, żebyś go ze mną obejrzała i powiedziała co o nim sądzisz. - Podjął chwyciwszy jej drobną dłoń w swoje. Jednocześnie z uwagą przyglądał się jej reakcji.
Znając Ballacka i jego dochody, to nie miał być jakiś tam znowu mały domek, a okazała villa z cudownymi widokami na prywatną plażę. Cholera, ktoś, kto powiedział, że pieniądze szczęścia nie dają chyba nigdy ich nie miał. Dobrze, może nie są najważniejsze, jednak ułatwiają życie i pozwalają na różne szaleństwa. 
- Naprawdę bardzo bym chciała... -
- Ale co? - Wtrącił sie Ballack nie dając tym samym szansy kobiecie na dokończenie jej wypowiedzi. Przez chwilę nawet pomyślał, że po prostu chce sie wymigać od jego towarzystwa. Może ma go już dość?
Nic takiego jednak nie miało miejsca.
- Muszę pomóc Ashley. - Westchnęła cicho. - Ostatnio zbyt często zaniedbuję obowiązki domowe. Wszystko jest na jej głowie. - Przerwała na chwilę. - Poza tym, mam wizytę u lekarza. -
Ballack miał w tym momencie wrażenie, jakby ktoś dźgnął go czymś ostrym w ramię przez co znacznie sie ożywił. Nie wiedział co ma powiedzieć, choć bardzo chciał. Ana widząc jego zaniepokojoną minę szybko go uspokoiła.
- To tylko rutynowe badania. - Uśmiechnęła sie nieznacznie. Czy pominięcie kilku istotnych szczegółów to również kłamstwo?
- Najchętniej sam bym cię zbadał. - No proszę, stary dobry Ballack szybko powrócił. Zamruczał jej do ucha. - Ojciec zawsze mi powtarzał, żebym poszedł na medycynę a nie ganiał za piłką. -
- No widzisz, może faktycznie powinieneś sie przekwalifikować? - Odpowiedziała mu również szeptem zanurzając palce w gęstwienie jego krótkich, czarnych włosów. Odgarnęła grzywkę do góry i chwilę mu się przyglądała. Tak wyglądał jeszcze przystojniej. 
- To wcale nie jest taki zły pomysł, wiesz? - Poruszył brwiami po czym zbliżył swoją twarz do jej twarzy tak, że niemal stykali się nosami.

- O ho hoh! - Zaświergotał Pepe niespodziewanie zatrzymując się w drzwiach co spowodowało, że reszta Królewskich wylądowała mu na plecach, o mało co go nie przewracając. Kepler spuścił wzrok, jakby wcale nie zauważył Any i Michaela a to jego zaskoczenie było wywołane czymś innym. - Znaczy, o ho hoh, ale sobie t-shirt ubrudziłem! - Aby potwierdzić autentyczność swych słów chwycił rąbek koszulki i począł wpatrywać sie w nieistniejącą plame. 
- Co jest? - Zza pleców Pepe wychylił sie Varane, który najwyraźniej nie czekając na odpowiedź chciał zajrzeć do środka i samemu wybadać sytuacje, jednak przeszkodziła mu w tym dłoń Ramosa, która zasłoniła mu oczy. 
- Cokolwiek by sie tam działo nie patrz, za młody jesteś. - Rzucił Sergio całkiem poważnie jak gdyby francuski obrońca miał zaledwie siedem lat.
Ronaldo, który przedtem był szalenie pochłonięty oglądaniem swoich wypielęgnowanych paznokci, przez co człapał powoli i nawet nie zauważył tej małej kolizji do jakiej doszło w drzwiach gabinetu, dopiero teraz zarył facjatą w plecy Özila, który swoją osobą kończył korowód tychże piłkarskich sław.
- Jaja sobie robicie?! Za pół godziny mam spotkanie ze stylistą! - Pożalił się i aby potwierdzić swoje słowa, a także wzbudzić w nich choć odrobinę wyrzutów sumienia wskazał wymownie na swój nowiuśki, złoty zegarek. Postukał w jego tarczę by za sekundę wypolerować szkiełko zegarka skrawkiem koszuli Ramosa. 
- O włosy było sobie potrzeć, przynajmniej by blasku nabrał. - Ryknął rozzłoszczony obrońca, który już od jakiegoś czasu pozostawał w otwartym konflikcie z portugalską gwiazdą. Cris udał, że tego nie usłyszał.
- Özilku, bądź tak miły i przekaz temu komuś, że taka osobistość jak ja z pewnością nie będzie zwracać uwagi na jąkanie tego ulizanego pedała. To mogłoby zaszkodzić mojemu wizerunkowi, gdyby zupełnie przypadkiem moja pięść wylądowała na tym hiszpańskim ryju, który powinni pokazywać tylko po dwudziestej drugiej. -
Mesut spojrzał na Crisa a jego usta tworzyły coś na kształt litery 'o'. Był nieco zaskoczony, ale to nie to stanowiło jego problem w tym momencie.
- Ej Cris, a mógłbyś jednak powtórzyć? No bo.. kurwa nie bardzo zapamiętałem. -
Na twarzy Varane  zawitał tak zwany 'facepalm'.
- On miał na myśli.. znaczy no, jedno słowo, dziesięć liter... no i jakby sto znaczeń. -
- Ja sie w żadne krzyżówki bawił nie bede! - Oburzył sie Mesut a Raphael pokręcił głową z niedowierzaniem szepcząc pod nosem 'z kim ja pracuje'.
- Poza tym Ramos jest za głupi aby to zrozumieć. - Skwitował Ronaldo, który oczywiście wiedział, że jego wcześniejszy monolog dotarł do odpowiednego odbiorcy, po czym z gracją urugwajskiej baletnicy zaczął sie przepychać do środka aby w końcu zrealizować to, po co tu przyszedł.
Nieco zawstydzona Anastasia, która czuła sie teraz niemalże jak dziecko przyłapane na gorącym uczynku zsunęła sie z kolan Michaela i podała Portugalczykowi kilka kartek, które miał podpisać. 
- Też sobie moment wybrali. - Fuknął Ballack kiedy dotarło do niego, że tak szybko nie pozbędzie sie kilku członków ekipy Królewskich, którzy czuli sie tutaj niemal jak u siebie. Najbardziej było to widać po Özilu, który smacznie pochrapywał na sofie aż wszystko się trzęsło. Pepe natomiast usiłował podkraść mu z kieszeni bilet na jakąś premierę, na której tak strasznie mu zależało. Prośbami i błaganiami nic nie wskórał dlatego musiał uciec sie do ostateczności, no bo dlaczego Mesut miał iść z Mandy skoro może z nim? Panna Capristo może tego nie docenić.
- Przykro mi Cris, ale nie byliśmy przygotowani na twoje przybycie. - Podjął Michael odsuwając od Portugalczyka kartki, które tamten lustrował spojrzeniem jednocześnie wyciągając dłoń po coś do pisania.
- Brak czerwonego dywanu i blasku fleszy wam podaruję. - Machnął ręką jakby od niechcenia. - Poza tym jakiś taki nieuczesany dzisiaj jestem. - Dodał.
- Ballackowi chyba chodziło o to, że nie mają na stanie żelowych długopisów. - Wyjaśnił Sergio z satysfakcją po czym przybił tak zwaną 'piątkę' z Niemcem.
- Ktoś chyba znowu spuszcza wode w kiblu bo tak bełkocze. -Wysyczał niemal przez zaciśnięte zęby Ronaldo, jednocześnie powtarzając w myślach jakże zmyślną frazę 'złość piękności szkodzi'.
- Że z dedykacją dla kogo? - Spytał ledwie żywy z wyczerpania, obudzony przez młodego Varane Mesut chwytając podawany mu długopis.
- Dla prezesa klubu. Możesz też dorysować kilka serduszek, może nawet dostaniesz podwyżkę. - Anastasia starała się to powiedzieć ze śmiertelną powagą i prawie jej sie to udało. Prawie, bo jej roześmiane, brązowe oczy, w które wpatrywał się Michael wszystko zdradzały. 
- Najpierw musiałby ktoś rozszyfrować te tureckie bazgroły. - Mruknął pod nosem Pepe, który pewnego razu poprosił Özila o sporządzenie listy zakupów na impreze, którą razem organizowali.
- To nie autograf, ciole! To poważna sprawa jest, no nie pamiętasz po co tu przylazłeś? - Wtrącił sie wreszcie Ramos, który prawie pobił swój rekord nieodzywania sie, trwający nie całą minutę. Aktualnie stoper Realu był pochłonięty starannym kaligrafowaniem swojego imienia i nazwiska we wskazanym miejscu, przez co podpisywał się 3,5 raza wolniej niż jego towarzysze.
- Oo, Ramosiu, wyszedłeś za linię! - Zakpił CR7 po tym jak zmierzając do wyjścia, oczywiście niechcący trącił krzesło na którym siedziała madrycka czwórka. Ramos tylko zaklął pod nosem. Może nie w tej chwili, ale się zemści.  

____________________________________

cóż mogę powiedzieć? 
ten rozdział nie do końca jest taki, jaki miał być. najchętniej wcale bym go nie dodawała, ale bez niego nie będę mogła opublikować kolejnych więc... ah, nieważne zresztą. obiecuję, że następne jakościowo będą lepsze i z pewnością będą pojawiać się częściej, albowiem zamierzam doprowadzić do końca tego bloga. 

Złota Piłka dla CR7, wreszcie. nie wiem czemu, ale jakoś szalenie bawi mnie to zdjęcie. 

nie mogę się też uwolnić od tej piosenki. czy Wy także macie wrażenie, że linia melodyczna i nawet to ohooo oh zostały jakby trochę zerżnięte od Juliet - Lawson? Shak momentami wyje, ale za to głos Riri tutaj jest cudowny, tak samo jak w Man down.

piątek, 18 października 2013

blog zostaje zawieszony

blog zostaje zawieszony do odwołania. 


więcej szczegółów znajdziecie na mojej podstronie.

czwartek, 3 października 2013

Ten - "Zgubiłeś tam coś?"


– Anastasio, czy mogłabyś mi pomóc? – Ballack ponowił pytanie a Włoszka zastanawiała się przez chwilę, czego on tak naprawdę od niej oczekuje. Zaintrygowało ją to, że jego głos nie był teraz ani władczy, ani przepełniony nieuzasadnioną jak dla niej wesołością. No dobra, może tylko trochę. Ale, że niby ona ma teraz do niego wejść? Przebywanie z Michaelem sam na sam, a już szczególnie w pomieszczeniu o powierzchni mniejszej niż jeden metr kwadratowy to chyba nie jest dobry pomysł. A co jeśli będzie niekompletnie ubrany? Tylko… Czy jej to właściwie robi jakąś różnicę? Przecież już widziała go w samych bokserkach.
Weszła do środka. A jednak był kompletnie ubrany. Statystycznie rzecz biorąc 99% kobiet przekraczających próg tej przymierzalni byłoby teraz zawiedzione niczym Sergio Ramos eksperymentujący z blond farbą przez co (dodając jeszcze to charakterystyczne spojrzenie) nieświadomie upodobnił się niemalże do samego wielkiego Juppa Heynckesa. A co z tym 1%? Pewnie by zemdlało na sam widok tej opalonej, przystojnej twarzy na której tak często malował się leniwy uśmiech, chłodna a zarazem seksowna obojętność lub uroczy grymas niezadowolenia, który wywoływał u kobiet nieodpartą chęć zaopiekowania się nim i podjęcia wszelkich prób spełnienia jego oczekiwań.
– Coś się stało? – Niemiec skierował swoje zawadiackie spojrzenie na jasne, przyozdobione słodkim uśmiechem od którego mocniej zabiło mu serce, oblicze Anastasii.
– Suwak mi się chyba popsuł. – To chyba było ostatnia rzecz, jakiej się spodziewała i jaką chciała usłyszeć.
– Zdejmij spodnie... –
– Co? – Wszedł jej w słowo. – Nie robię takich rzeczy na pierwszej randce. – Uśmiechnął się szerzej ujawniając tym samym dwa rzędy śnieżnobiałych zębów. Wyglądał dwa razy bardziej denerwująco i pięć razy bardziej pociągająco niż zazwyczaj. Westchnęła przeciągle.
– Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło. Zaraz przyniosę ci jakieś inne. –
– Nie chce innych, chcę te. – Rzekł zdecydowanie i tym samym jakby ucinając ewentualną dyskusję. Och, jak ona nie lubiła jak on się rządził. Chociaż przekomarzanie się z nim to już inna sprawa.
A niech go szlag. Pomyślała. To była ostatnia para spodni w tym rozmiarze. Czyżby o tym wiedział? Nie, aż taki przebiegły to on chyba nie jest, a raczej nie wygląda.
No dobrze, wszyscy wiedzą, że się mylę, tym bardziej Anastasia więc cofam to.
Czy gdyby panna Weyden umiejętnie nim pokierowała zgodziłby się na inny fason? Michael i zgadzanie się na to, co się mu proponuje? To absurdalne. I co z tym fantem zrobić? Westchnęła po raz kolejny. Zna go niemalże od tygodnia i już majstruje mu przy rozporku. No pięknie się zaczyna.
– Chodź tu. – Rzuciła choć stał zaledwie kilka centymetrów od niej jednocześnie mierząc go jakby obojętnym spojrzeniem.
– A może trochę milej? I bądź… ostrożna. – Mruknął a jego twarz wykrzywił olśniewający uśmiech, obok którego nie można było przejść obojętnie.
– Po prostu tu się coś zacięło, ale już jest w porządku. – Skwitowała unosząc głowę na tyle, by móc na niego spojrzeć. Czuła się dziwnie, a to uczucie cały czas się nasilało, kiedy tak patrzyła w niebieskie tęczówki Niemca i widziała w nich swoje odbicie. Ballack w tej chwili rozmyślał nad głównymi zastosowaniami tegoż pomieszczenia i na swojej liście nie znalazł ani jednego punktu, który odpowiadałby temu, co on chciał w tej chwili robić i który rozpoczynałby się na literę S. Ach, ci mężczyźni, tylko o sporcie myślą. Ana czując, że już nie jest potrzebna wyszła z przebieralni. Drzwi z tej obok uchyliły się nagle a w zasięgu jej wzroku pojawił się wysoki szatyn w obcisłym T-shirtcie, który eksponował nie tylko jego mięsnie, ale i jego kolor wyraźnie kontrastował z tatuażami na lewym przedramieniu.
– Czy mi też mogłaby pani pomóc? – Zapytał z nadzieją i posłał kobiecie jeden ze swoich najładniejszych uśmiechów.
– O nie, ta pani jest ze mną. – Wyraźnie podkreślił Michael i z powrotem wciągnął brunetkę do środka.
– A to ty nie wiesz, że bliźnim należy pomagać? – Spytała przesadnie trzepocząc swoimi długimi, czarnymi rzęsami.
– Mówisz zupełnie tak, jakby cię Kaka już zaczął nawracać. – Podjął zmieniając koszulkę a ona bardzo starała się nie patrzeć, jednak jej nie wyszło.

— ▪ —


 Włoszka jak typowa kobieta rozglądała się po wystawach sklepowych co oczywiście równało się z tym, że po części ignorowała paplaninę Ballacka a jej ciemne oczy niczym rentgen prześwietlały wszystkie sklepowe półki. Nie chodziło o to, że była nałogową zakupoholiczką i nie umiała oprzeć się tym wszystkim atrakcyjnym cenom i wyprzedażom. Po prostu miała to zapisane w genach.  
– Teraz tutaj. – Michael tracił Anastasię porozumiewawczo jakby wreszcie domagał się określonej reakcji i choć odrobinę uwagi z jej strony.
– Od kiedy gustujesz w damskich fatałaszkach? Czy ja o czymś nie wiem? – Zakpiła spodziewając się po tym jakiejś ciętej riposty, ale nic takiego nie nastąpiło. Chwycił jej drobną dłoń, splótł ich palce i ruszył do środka dając jej tym samym znak, że ma iść za nim. 
– Chciałem tylko zrobić prezent mojej dziewczynie. – No proszę, a więc pan Ballack ma dziewczynę.
– A czy ona nie jest aby wypełniona powietrzem i nie wygląda wiecznie jakby była zdziwiona? – Anastasia korzystając z okazji pozwoliła sobie na od dawna planowany przejaw złośliwości w stosunku do Niemca. Ku jej zdziwieniu wcale nie przyniosło jej to przyjemności. Mało tego, jego ostatnie słowa dziwnie na nią zadziałały. Jej wyobraźnia od razu podsunęła jej obrazek, na którym wysoka, wytapirowana, silikonowa blondynka klei się do Michaela a sukienka ledwo zakrywa jej wielki,  - szkoda, że nie pełen celulitu - tyłek. Kobieta mimowolnie się skrzywiła. Bez odpowiedzi pozostaje jednak pytanie, czy zrobiła to dlatego, że mimo wszystko ukłuło ją uczucie zazdrości, czy po prostu dlatego, że MB13 mógłby mieć taki gust co do kobiet. Mężczyzna jakoś specjalnie nie zareagował na jej słowa. Uniósł tylko brwi i zmierzył ją takim spojrzeniem, jakby właśnie wyobrażał sobie jak wygląda nago i wcale się z tym nie krył. Ana skrzyżowała ręce na piersi. No dobrze, już będzie grzeczna, tylko niech tak na nią nie patrzy.
– A ja mam ci pomóc wybrać, tak? Masz już coś konkretnego na myśli? – Starała się udawać obojętną.
– Najchętniej kupiłbym jej jakąś fajną bieliznę, ale obawiam się, że mogłaby opacznie zrozumieć taką formę prezentu. – Odparł bez zastanowienia.
– To może buty? Kobiety uwielbiają buty. – Zaproponowała z entuzjazmem.
– Nie wiem czy to dobry pomysł. Mógłbym nie trafić w jej gust, mogłyby nie pasować do niczego… – Włoszka położyła dłoń na ramieniu bruneta i zaczęła spokojnie.
– Michaelu, musisz wiedzieć, że powiedzmy jeśli buty nie pasują w jakimś sensie do stroju, to na pewno pasują do bielizny. – Niemiec teraz poświęcił więcej uwagi aby przyjrzeć się ciemnogranatowym szpilkom Any, które na pierwszy rzut oka współgrały tylko z pomalowanymi na podobny odcień paznokciami.
– Nie wódź mnie na pokuszenie. – Mruknął a ona podniosła ręce w poddańczym geście.
– Może zamiast tracić czas, przybliżyłbyś mi jakoś jej postać. Może wtedy łatwiej by mi było ci coś doradzić. – Rzuciła rozglądając się po pomieszczeniu wypełnionym typowo kobiecymi częściami garderoby w poszukiwaniu jakiegoś szkaradztwa. To mogłaby być interesująca forma zemsty.
– Jest mądra, ładna… właściwie bardzo ładna – Poprawił się szybko spoglądają w jakiś bliżej nieokreślony punkt przed sobą. Anastasia miała tylko nadzieję, że to nie wyeksponowany biust manekina, który stał w pobliżu. – jest mniej więcej twojego wzrostu, figurę właściwie też ma podobną. –
– Ja bym chyba jednak obstawała przy butach. – Michael nie miał pewności czy go w ogóle słuchała ponieważ właśnie przyglądała się jakimś bluzkom. – Wiem, czarne szpilki będą idealne. No wiesz, uniwersalne, będą pasowały do wszystkiego. – Niemiec tylko pokręcił głową.
– Nie, ona ma dużo czarnych rzeczy. Właściwie ubiera się prawie tylko i wyłącznie na czarno, ciekawe dlaczego… –
– Może dlatego, że czarny wyszczupla? – Zmarszczyła nos w ten swój charakterystyczny, nieco zabawny sposób kiedy zdała sobie sprawę, że mówi o niej.
– Nie ma co wyszczuplać…–
– Ballack, czy ty sobie ze mnie żartujesz? –
– Nie, po prostu chciałem ci się jakoś odwdzięczyć. Bo wiesz, to wcale nie miało tak wyglądać…–
– A nie przyszło ci do głowy, że może wystarczy zwykłe „dziękuję”? Ewentualnie jakieś zapewnienie o tym, że przestaniesz być w przyszłości taki arogancki i bezczelny? –
– To może jednak wrócimy do pomysłu z bielizną? – Uśmiechnął się do niej nieziemsko a jej na chwilę zaparło dech piersiach. Dlaczego ta jego przystojna gęba tak na nią działała?
– Ja naprawdę niczego od ciebie nie oczekuję…. –

— ▪ —


– Ale skoro już tu jesteś to może chociaż coś przymierz. Proszę. –
– O, Michael użył słowa „proszę” – Zdziwiła się i zmrużyła powieki. – Musieli cię podmienić kiedy się odkręciłam. – Niedowierzała.
– Więc? –
– No dobrze, przymierzę o ile w coś się wcisnę. – Kiedy Niemiec usłyszał jej przesycony wesołością głos, od którego powoli się uzależniał, zrobiło mu się jakoś tak… lżej.
– Na pewno coś znajdziemy. – Podjął przypatrując się wieszakom z sukienkami. Przesuwał je to w prawo to w lewo aż wreszcie w jego ręce trafiło krawieckie dzieło sztuki, tyle, że miało paskudny brzoskwiniowy kolor, który kojarzył mu się tylko z tym pamiętnym popołudniem, kiedy jego świat się zawalił.
– Niebieska. Niebieska będzie lepsza. – Odparł.

— ▪ —


– Nie wyjdę. Wstydzę się. – Michael uniósł brwi jakby nie dowierzał w to, co słyszy.
– Nie przesadzaj, przecież nie każe ci wyjść nago… – …choć właściwie bardzo bym chciał. Dokończył, ale to już w myślach. – Nie może być aż tak źle. – I faktycznie nie było, bo kiedy pojawiła się przed nim niczym nimfa wodna, nie wiedział na jakiej części jej ciała powinien skupić swój wzrok. Ta sukienka była dla niej wprost stworzona. Teraz mógł w pełni podziwiać jej nagie ramiona, które niczym peleryna okrywały długie, czarne loki…
– Chyba za dużo odsłania, nie sadzisz? –
I podziwiałby jeszcze więcej, gdyby nie facet, który pojawił się praktycznie znikąd.
– Jak dla mnie, to mogłaby jeszcze więcej odsłaniać, bo niezaprzeczalnie jest na co popatrzeć. – Ballack zgromił go wzrokiem. Wiedział, że facet ma rację, ale to, że tak bezczelnie gapił się na Anastasię bardzo mu przeszkadzało.
– Ciekawy jestem co na te słowa powiedziałaby pańska żona. – Mruknął podnosząc się z sofy. Tego właśnie nienawidził – facetów, którzy zamiast pilnować własnych żon podrywają inne kobiety, albo facetów, którzy zamiast podrywać inne kobiety zajmują się cudzymi żonami.
Anastasia stała teraz naprzeciwko lustra i przez moment przypatrywała się własnemu odbiciu. No dobrze, już nie tylko własnemu, bo Michael stanął za nią. Mężczyzna położył dłonie na jej biodrach, nachylił się i oparł brodę na jej ramieniu. Trochę zaskoczył tym brunetkę, ale to było dla niej coś nowego, coś przyjemnego, kiedy tak pod wpływem jego dotyku serce zaczynało szybciej pompować krew a ona prawie zapominała jak się oddycha. Była trochę oszołomiona jego bliskością, jednak podobało jej się to. Najchętniej odwróciłaby się i…
No właśnie, i?
– Mógłbym na ciebie patrzeć, trzymać cię w ramionach godzinami. – Szepnął muskając nosem szyję brunetki. To był odruch, nie panował nad tym. Przy niej w ogóle zapominał o swoich wcześniejszych postanowieniach, nie poznawał sam siebie. Patrząc w ich wspólne odbicie nabierał przekonania, że tym razem nie powinien a po prostu chce spróbować. Z Anastasią. Byłby jeszcze większym idiotą gdyby zaprzepaścił szanse jaką w tym momencie daje mu los. Może to jeszcze nie koniec? Może dopiero u jej boku zacznie tak naprawdę żyć? Bardzo chciał w to wierzyć w każdym razie. Przeczucie mówiło mu, że Ana nie mówi mu jednak wszystkiego. I miał rację. Włoszka toczyła właśnie w myślach ciężką bitwę. „Daj sobie spokój, i tak nic z tego nie będzie. On tego nigdy nie zrozumie. Nigdy.” Słowa te odbijały się echem w jej głowie powodując tym samym nie małą dezorientację. Michael wzmocnił uścisk jakby bał się, że mu ucieknie. I faktycznie, w końcu to zrobi, bo zda sobie sprawę, że na niego nie zasługuje.
– Zgubiłeś tam coś? – Odezwała się z trudem.
– Wcale nie patrzyłem. – Odpowiedział bez zastanowienia patrząc jej w dekolt. – Dopiero teraz patrzę. I jeżeli nie masz nic przeciwko, to chętnie bym sprawdził. – Ana odwróciła się, by móc spojrzeć w te jego pełne błękitu ślepia, w których mogłaby niemalże utonąć i uwodzicielski uśmiech jak gdyby zarezerwowany tylko dla niej. Ballack nadal ją obejmował a ona właśnie poprawiała kołnierzyk jego koszuli. Wpatrzeni w siebie szeptali coś między sobą by zaraz zanieść się śmiechem.
– Cóż za szczęśliwa para. – Stwierdziłby teraz zwykły obserwator. O nie, ani nie do końca szczęśliwa, ani nie para.

— ▪ —  — ▪ —  — ▪ —  — ▪ —  — ▪ —

coż mogę przedstawić jako swoje usprawiedliwienie? 
na pewno nie brak weny. 
opowiadanie nie jest jeszcze nawet w połowie, a ja wykryłam u siebie bardzo dziwną przypadłość, wewnętrzną blokadę. zdałam sobie sprawę, że prędzej czy później będę musiała rozstać się z moimi bohaterami i nie bardzo mi się chyba jakoś ten pomysł podoba dlatego chyba na wpół świadomie wypieram się brakiem czasu i nic nie piszę, nie dodaję bo chcę jak najbardziej oddalić ten moment, kiedy będę musiała zakończyć tego bloga. ;)
czy Wam też jest trudno rozstawać się z Waszymi bohaterami? jak sobie z tym radzicie? ;)
ale dobra, mobilizuję się już. może nowymi projektami, jakie nie długo bede pragnęła rozpocząć zapełnię pustkę po Anie i Michaelu. no kurczę, to moi ulubieńcy chyba.
nie długo też powinien pojawić się rozdział na blogu o Benzemie. ;)

a tak poza tym jest świetnie. Bayern i Real dają radę. <3