środa, 12 lutego 2014

Twelve - "Z tobą u boku Iker nigdy nie wyglądał ładnie."

Grupka wysokich, niemal porażających swoją nieprzeciętną urodą mężczyzn odzianych w dopasowane, wspaniale podkreślające ich atletyczne sylwetki garnitury, które niezaprzeczalnie zostały zaprojektowane przez sławnych projektantów - i które z pewnością kosztowały fortunę - zebrała się przy stelażach na których wyeksponowano kilkanaście najróżniejszej wielkości obrazów namalowanych przez tych doskonale znanych jak i dopiero wzbijających sie na wyżyny popularności młodych artystów. Z minami zagorzałych krytyków, gorliwych znawców sztuki polemizowali ze sobą wyraźnie przy tym gestykulując. 
- A czy to aby nie stoi do góry nogami? - Ośmielił się zauważyć jak zwykle spostrzegawczy Benzema i od razu zaczął pchać się z łapami do płótna, aby je obrócić. Na szczęście został powstrzymany przez Özila, który za pomocą swoich wytrzeszczonych gałek ocznych zlokalizował zbliżającego się kapitana Królewskich. Karim przy akompaniamencie tureckich gwizdów począł kreślić w powietrzu jakieś niezidentyfikowane kształty a wszystko po to, by stworzyć pozory normalnego, swobodnego zachowania, które niemal krzyczało "Nic się nie dzieje. Nic się nie dzieje." Iker tylko zmarszczył brwi. Z daleka wyczuwał, że coś się jednak dzieje. Zaintrygowany zachowaniem kolegi z drużyny zamiast do młodego Varane zwrócił się do starszego Francuza. Grzecznie. Najgrzeczniej jak tylko umiał a dziś wyjątkowo był nie w humorze. 
- Czyś tyś sie znowu proszku do prania nażarł? Mam cie zawieźć na płukanie żołądka? A może to kolejna lekcja wschodnich sztuk walki jakiej udzielasz Özilowi? - Zadrwił. - To nie przedszkole, oczekuję od was odpowiedniego zachowania w przeciwnym razie... - Uwrał na moment. - Karim, lubię cię dlatego dam ci wybór, wolisz wypierdalać oknem czy drzwiami? -
Benzema zaprzestał wygłupów. Przybrał minę zbitego psa, jednak wiedząc, że tym razem nie zadziała posłał błagalne spojrzenie w stronę Mesuta.
- No bo... mucha była! - Błysnął Turek na co bramkarz tylko westchnął po czym skierował dwa palce w kierunku swoich oczu, by zaraz powtórzyć ten gest na Francuzie. Karim nie był pewny, ale to chyba miało znaczyć "Będę cię obserwował". Niespokojnie przełknął ślinę. Jeśli Santo rzeczywiście będzie obserwował go tak jak piłkę w czasie meczu, to jeden fałszywy ruch i ten duży prostokąt z klamką będzie stał przed nim otworem.
Marcelo, Alonso i Kepler podeszli właśnie do ostatniego obrazu, jednak napotkali na barierę w postaci zasłaniających go swoimi sylwetkami Ronaldo i Ramosa. Pepe jak to Pepe, od razu zwietrzył, że coś jest nie tak. Cristiano i Sergio razem? Przecież oni się nie znoszą!
Teraz jednak owa dwójka stała oparta o siebie plecami z rękami założonymi na piersiach.
- A to co? Brygada R&R znowu w akcji? - Rzucił z nutką rozbawienia Marcelo chcąc przepchnąć się dalej.
- No, bo ja ci zaraz te loczki wyprostuję! - Odezwał sie oburzony Sergio spoglądając porozumiewawczo na Cristiano.
- A tak, mam prostownicę w bagażniku, możesz pożyczyć. - Wtrącił sie Portugalczyk na co Marcelo tylko złośliwie się uśmiechnął, bo na horyzoncie znowu pojawił sie doglądający wszystkiego Iker. Dwójka obecnie nieco zmieszanych, od zawsze prowadzących otwartą wojnę na każdym możliwym froncie a teraz najwyraźniej połączona nicią porozumienia zapewne poprzez wspólną tajemnicę Królewskich rozstąpiła się przed kapitanem niczym Morze Czerwone przed Mojżeszem. Iker spodziewał sie niemal wszystkiego, poczynając od ulepszenia czy też kompletnego zniszczenia obrazu aż do jego nagłego, niewytłumaczalnego zniknięcia, jednak nic takiego nie miało miejsca. Zmarszczył czoło starając się wykryć jakikolwiek dowód tłumaczący dziwne zachowanie Crisa i Sergio. Nic z tego. Wszystkie sztalugi z portretami i pejzażami stały sobie równiusieńko a podłoga lśniła tak, że można było w niej sie niemal przejrzeć. Oczywiście Ronaldo korzystał z tego najczęściej. 
Co prawdo Ramos i Ronaldo w ramach kary, a może inaczej, w ramach poprawienia wzajemnych relacji mieli zająć się przygotowaniem eksponatów (no dobrze, uściślając tylko obrazów, bo nie tylko Santo bał sie kompletnego armagedonu), które miały zostać zlicytowane na dzisiejszej aukcji charytatywnej, ale żeby aż tak dobrze im poszło?! 
Portugalczyk zaczął porozumiewawczo mrugać do Ramosa poprawiając przy tym samym mankiet koszuli.
- Cris, co ci sie stało w oko? Tak ci lata, że... - Obrońca nie dokończył, bo bramkarz stanął na przeciwko TEGO obrazu. Madrycka siódemka zamarła. Casillas pogładził zarost na brodzie wpatrując się w płótno na którym widniał portret kobiety. Zamrugał kilkakrotnie. 
- Może i ja sie na sztuce nie znam, ale to wygląda jakby Ramos po pijaku malował. - Westchnął ciężko a jego spostrzeżenie spotkało sie z aprobatą pozostałych piłkarzy.
- A czy ta lala aby nie jest podobna do Crisa? - Podchwycił Alonso.
Duet R&R oczywiście planował cicho wymknąć się z imprezy jednak Kepler skutecznie im to uniemożliwił.
- No to teraz sie tłumaczcie. Jak na spowiedzi. - Zachęcił Santo siadając na krześle w ten sposób, że tylko oparcie odgradzało go od owej dwójki. Oczywiście odmówili współpracy.
- A Ramos ma plame na prawym rękawie! - Zaskarżył Mesut a obrońca wykonał gest w stylu "zaraz utnę ci tę turecką głowę". Ronaldo chciał jakoś ratować sytuację więc rzucił nie zastanawiając się chyba nawet "Więc kupisz mu Vanish i wywabisz plame" dołączając do tego swój olśniewający uśmiech. Jedno jest pewne, gdyby to on występował w reklamie tegoż proszku do prania lub na tymże środku piorącym widniałaby jego podobizna to wszystkie magazyny świeciłyby pustkami a producenci spaliby na pieniądzach. Przecież każda kura domowa pragnęłaby wpatrywać się w tą uroczą facjatę podczas oddawania się niekiedy znienawidzonym obowiązkom domowym. 
- I wcale nie malowałen tego po pijaku. Byłem najzupełniej trzeźwy choć Ronaldo i tak chciał polecieć van Gogiem żebym sie bardziej wczuł. - Rzucił oburzony Sergio łapiąc sie automatycznie za ucho. Kiedy jednak zorientował sie co zrobił rozejrzał sie po zebranych jak gdyby nigdy nic, po czym wydarł sie na cały głos. 
- Kto to powiedział?! - Dos santos Aveiro zdzielił go po łbie za to, że ich wsypał.
- Przynajmniej modela miałeś dobrego. -
Odgryzł sie Ronaldo ale kiedy poczuł na sobie wzrok Casillasa prawie się rozpłakał. 
- To jego wina. To on mnie pchnął w ten bohomaz, sama dziura by sie przecież nie zrobiła, nie? -
- Ramos. - Warknął Santo, choć gdy w jego głowie zrodziła sie wizja Cristiano z głową utkwioną w płótnie zrobiło mu sie jakoś weselej. Żel zapewne zabezpieczył jego głowę przez ewentualnymi uszkodzeniami. Nie miał jednak serca powiedzieć tego na głos.
- No przepraszam bardzo, sam sie o to prosił. Wszystkiego sam nie bede robił! - Uniósł sie Sergio. 
- Właściwie o moja wina. Nie powinienem was zostawiać samych, mogłem chociaż poprosić Juniora żeby pilnował tatusia i wujka, aby znowu nie narozrabiali. Tak czy siak Özil odłóż ten obraz. Jestem pewien, że mam na niego nabywcę. Tak sie składa, że Mourinho już od dawna szuka prezentu gwiazdkowego dla Guardioli. - Benzema mógłby przysiąc, że na dotychczas poważnej twarzy Ikera teraz przemknął cień nieco złośliwego uśmiechu. Wszyscy przecież wiedzieli o tym, jak Pep nie znosi Crisa.




- Ana, tutaj! - I tymiże dwoma jakże krótkimi słowami, ale wypowiedzianymi pewnym siebie, dźwięcznym barytonem, może odrobine głośniejszym niż zazwyczaj, Iker zwrócił na siebie uwagę panny Weyden rozglądającej się wśród zebranych gości - w większości byli to bogaci biznesmeni z uwieszonymi u boku żonami, lub też asystentkami, które właściwie nie tylko były prawą ręką szefów, niezastąpioną pomocą, ale też i od czasu do czasu testowały hotelowe łóżka razem ze swoimi pracodawcami. Cóż, kto bogatemu zabroni. Roześmiane towarzystwo popijając najróżniejsze kolorowe drinki czekało na główny punkt programu, czyli licytację na której mogliby sie pozbyć swoich jakże ciężko zarobionych pieniędzy, a wszystko to na rzecz biednych sierot jakie fundacja prowadzona przez jednego z piłkarzy miała wspomóc. Cel był szczytny, dzieci mogłyby dalej kontynuować naukę, lub też po prostu wreszcie miałyby co jeść, bo jak wiadomo różnie w świecie bywa i nie każdemu sie wiedzie. Obecność zawodników Realu i innych wspaniałych osobistości, znanych chociażby z tego, że są znani, miała dodatkowo rozsławić całą akcje i pozyskać potencjalnych sponsorów.
- Podobno miałam ci pomóc, znaczy Alonso coś wspominał. - Odezwała sie nieco niepewnym tonem obserwując z uwagą przystojną, jak zwykle spokojną twarz Santo. Stali na uboczu, a tymczasem zebrani powoli zajmowali miejsca i odbierali tabliczki z numerami.
- A tak, będziesz prezentować wszystko to, co mamy zlicytować dzisiejszego wieczoru. -
- No nie wiem... - Zawahała sie nieco zdając sobie sprawe, że znalazłaby sie w centrum uwagi, a nie zawsze to lubiła. Poza tym, ktoś mógłby ją rozpoznać. - ... nie wiem, czy to dobry pomysł. - Dokończyła spoglądając prosto w smutne, ciemne oczy Ikera otoczone  czarnymi, długimi niemalże jak u dziecka rzęsami. Dopiero teraz coś ją poruszyło, zdała sobie sprawe, że na jego twarzy już dawno nie gościł uśmiech, który znacznie go odmładzał.
- Coś jest nie tak, prawda? - Rzuciła nieco ciszej przysuwając sie do ciemnowłosego, w ogóle nie przejmując sie tym, że to chyba nie najodpowiedniejszy moment jak i miejsce na tego typu zwierzenia. Mimo tego, iż ich znajomość była jak dotąd skoplikowana, Anastasia z czasem polubiła Ikera i naprawde doceniała wszystko, co dla niej robił. 
- Przecież widzę. - Dodała kiedy bramkarz numer jeden odpowiedział jej milczeniem.
- Rozstałem się z Sarą. - Wyrzucił z siebie po chwili, jakby obojętnie.
- Tak mi przykro. Przepraszam, nie chciałam być wścibska. - Westchnęła po czym chcąc go jakoś pocieszyć wyciągnęła ręce, aby go uściskać.
- Zupełnie niepotrzebnie. Właściwie już dawno zdałem sobie sprawe, że jej nie kocham. Cieszę się, że miałem okazje wreszcie zakończyć tą farsę, choć dla Sary moja decyzja była raczej niezrozumiała. Według niej wszystko było w najlepszym porządku. - Pokręcił głową po czym ochoczo przystał na propozycje brunetki i zamknął ją w swoich ramionach. Była tak blisko, taka delikatna i krucha, że najchętniej nigdy nie wypuściłby jej ze swoich objęć i bronił przed całym światem, gdyby zaszła taka potrzeba.
- Mówisz to z takim spokojem... - Zaczęła gładząc uspokajająco jego plecy, ale przecież była kobietą i niewiele czasu zajęło jej, by dodać dwa do dwóch. - Poznałeś kogoś! I nawet mi o tym nie powiedziałeś! - Podjęła przesadnym, jak gdyby z lekka oskarżycielskim tonem odsuwając się od niego na tyle, by móc z powrotem spojrzeć mu w twarz i posłać pozornie zazdrosne spojrzenie. - No kto to jest? Mam wszystko wyciągać z Ciebie siłą? - Widząc, że Iker sie rozchmurzył, jej uśmiech znacznie sie poszerzył. Casillas wciąż jej nie puszczał, nawet wtedy kiedy poprawiała mu krawat i posłała mu odrobine zadziorne spojrzenie, które zdawało sie mówić mniej więcej tyle, że jeśli nie udzieli jej w końcu żadnych informacji, to nie chcący ściśnie za mocno. Ta groźba i tak nie zadziałała, bo niby co miał powiedzieć? Zamiast tego ponownie sie do niej przytulił, jakby chciał ją udobruchać, ale tak naprawde pragnął się nią nacieszyć. "Właśnie mam ją w swoich ramionach. Szkoda, że o tym nie wiesz." Przeszło mu przez myśl kiedy napawał sie zapachem jej perfum. Nie należały do najwyższej półki z jakiej zazwyczaj korzystała panna Carbonero, ale bardzo do niej pasowały. Były tak delikatne i pociągające jak ona sama.

Ballack, który od jakiegoś już czasu odkrywał w sobie tendencje do pojawiania sie w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie właśnie przechodził obok, a widok ściskającej sie pary wywołał u niego zmieszanie, które z każdą sekundą zamieniało sie we wściekłość. Panowanie nad sobą w tej sytuacji sprawiało mu nie lada trudność. Czuł sie oszukany i zdradzony a wszystko to przez dwójkę jak dotąd najbliższych mu osób. Znowu. Był bezradny, nie miał najmniejszego wpływu na to, co działo sie na jego oczach. Mógłby tam podejść i okazać swoje niezadowolenie, albo lepiej, obojętność, ale nie zrobi tego. Wyjdzie na zewnątrz i ochłonie a potem zastanowi sie co dalej. Pomyślał.
Zazdrość przysłaniała mu oczy zwiększając z każdą chwilą irytację jaką odczuwał. Wtem oto jego przyjaciel, człowiek którego darzył szacunkiem i na którego zawsze mógł liczyć, za którego jeszcze niedawno wskoczyłby w ogień trzymał w objęciach największy skarb, jakiego pragnął Michael.
Czy ta przyjaźń również zakończy sie przez kobiete jak to we współczesnych bajkach bywa?

- Dobrze, już dosyć tych czułości. - Odparł Iker z uśmiechem, niechętnie, jakby wbrew sobie odsuwając sie od brunetki i dodatkowo wywracając przy tym oczami.
- Jesteś pewien, że mam z Tobą iść? -
- No pewnie, piękne kobiety zawsze przyciągają uwagę. -
- Oj, daj spokój. - Zaśmiała sie trącając go w ramię i obserwując jak Iker udaje, że go to boli. -

- Ładnie ze sobą wyglądają, nieprawdaż? - Carbonero rzuciła z sarkazmem prosto do ucha Michaela wykrzywiając twarz w bliżej nieokreślonym wyrazie. Oczywiście miała na myśli Ikera i Anastasię, którzy wymieniali po między sobą porozumiewawcze spojrzenia. Sara doskonale wiedziała jaką reakcję wywoła u niego tymi słowami. Chciała jakoś pobudzić go do działania, bo wciąż miał a nadzieje, uda jej sie odzyskać Casillasa.
-Rzeczywiście. - Przytaknął Michael. - Z tobą u boku Iker nigdy nie wyglądał ładnie. - Niemiec nachylił sie nieznacznie w strone Carbonero i obdarzył ją jednym z najbardziej oszałamiających i chyba najbezczelniejszych uśmiechów jaki był w stanie zawitać na jego twarz. Przez dluższą chwile jego niebieskie oczy niczym rendgen prześwietlaly sylwetke hiszpanskiej dziennikarki. Zatrzymały sie na opalonej twarzy, ktora nie wyrażala w tym momencie żadnych uczuć. Może to i lepiej? Brunet szczerze nie znosił tego częstego wymuszonego grymasu na jej twarzy jaki określano mianem uśmiechu jeszcze bardziej niś jego włascicielki i wcale tego nie krył. Spomiedzy ust Carbonero pomalowanych szminką o kolorze krwistej czerwieni wydostał sie cichy może nawet odrobine kokieteryjny śmiech. Zwykły obserwator mogłby stwierdzić, że owy mężczyzna właśnie obdarzył dziennikarke komplementem, gdyby znał prawde bardzo by sie zdziwił. Tak to własnie jest w pilkarskim świecie. Jesli już cos w nim znaczysz musisz stwarzać pozory, panować nad emocjami aby nie dać wyprowadzić sie z równowagi i aby nie robić niepotrzebnego szumu bo to naprawde męczace. Co innego ze stwarzaniem sobie wrogów, z którymi jednak można sie zjednoczyc, kiedy ma sie wspólny cel.
- Twoja szczerość jest nawet zabawna. - Ciemnowlosa odrzekła po chwili sięgajac do kieszeni jego marynarki by umiescić tam swoją wizytowke z numerem telefonu. - Jestem pewna, że domyślasz sie o co mi chodzi, zadzwoń. -

cdn.




ogłoszenia paraaafiaaalne

one - kolejny rozdział TQPS zapewne pojawi się w marcu. zrekompensuje Wam to długością, mam nadzieję, że treścią także
two - przepraszam za zaległości na Waszych blogach. w najbliższym czasie z pewnością je nadrobię, ewentualnie skomentuję posty na tych blogach, na których jeszcze nie miałam okazji tego zrobić.
three - jeśli chodzi o blogi Sandra Wojtek i ja, More than friends i Nieostrożne słowa to zainteresowanym mogę zdradzić, że nowe posty pojawią się w niedalekiej przyszłości. ah, konkretna ja. ;)
four - zazwyczaj tego nie robię, jednak tym razem chciałabym polecić blogi
pierwsze-koty-za-ploty
odio-destructivo
mogles-miec-wszystko
naprawę warte przeczytania
five - dziękuję za wszystkie komentarze. wiecie, wedle zasady komentujesz=motywujesz
six - a nie wiem... dopiszcie sobie same. ;)

xoxo, K.

piątek, 17 stycznia 2014

Eleven - "Oo, Ramosiu, wyszedłeś za linię!"

Kiedy długowłosa brunetka ukierunkowana zestawem nowych obowiązków jakie dosłownie przed chwilą otrzymała od swojego szefa - trenera Mourinho z powrotem weszła do pomieszczenia, jakie śmiało można było by określić mianem jej biura, przystojny, ciemnowłosy mężczyzna już tam na nią czekał. Nie była ani odrobinę zaskoczona jego obecnością. Ostatnimi czasy coraz częściej się tam pojawiał i z całą pewnością z jej powodu. Cieszyło ją to niezmiernie, choć otwarcie sama przed sobą by się do tego nie przyznała. Gdyby dopuściłaby tą ewentualność do swojej świadomości równałoby się to z tym, że musiałaby wyjawić mu kilka znaczących faktów ze swojego życia, których jak sądziła mógłby nie zrozumieć. Dobrze wiedziała, że to co ukrywa zepsułoby relacje między nimi, a może tak tylko sobie wmawiała oddalając ten rzekomy koniec ich znajomości? W każdym razie od początku powinna być z nim szczera. Teraz każde kłamstwo pociąga za sobą lawinę kolejnych, która zapewne kiedyś ją zgubi. Zdawała sobie z tego sprawe, jednak uparcie wynawała, że gdyby Ballack dowiedział sie o wszystkim, pewnie przestałby się nią interesować jako kobietą a co gorsza mógłby stracić do niej zaufanie za to, że ośmieliła sie coś przed nim zataić. W głębi duszy nie chciała stracić przyjaciela. Cóż, w przypadku większości mężczyzn łatwo jest przewidzieć ich reakcję na określony bodziec czy nietypową sytuację, jednak w przypadku Michaela nic nie było takie pewne. Spędza z nim tyle czasu i jeszcze tego nie zauważyła? 
Niemiec siedział za biurkiem, na jej krześle jednak był obrócony w stronę okna, w które nieustannie sie wpatrywał, jakby za taflą szkła widział coś więcej niż tylko miejską infrastrukture, jakby miał wgląd w zupełnie inny świat. Dłonie, które dotąd trzymał na potylicy znalazły się teraz po obu stronach oparcia krzesła. Wyglądało to tak, jakby zamierzał wstać, jednak nie zrobił tego. Na widok Anastasii jego usta rozszerzyły się w uśmiechu uwidaczniając tym samym urocze dołeczki w policzkach, co znacznie go odmładzało. Od takiego widoku nie można było oderwać oczu. Szczególnie kobiecych oczu, które niczym gąbka wodę, chłonęły każdy szczegół. Michael nie robił tego świadomie, ale poprzez właśnie ten zniewalający uśmiech wprawiał w zakłopotanie nie tylko płeć piękną. 
- Może zrobie panu kawy? Tak ciężko pan dzisiaj pracuje... - Brunetka podjęła rozbawionym tonem po czym pokonała dzielącą ich odległość i usiadła na kolanach mężczyzny. Misza zupełnie automatycznie objął ją lewą ręką w biodrach a palcem prawej zaczął kreślił niezidentyfikowane wzory na jej udzie. Jeszcze bardziej poweselał pod wpływem jej słów. W rzeczywistości miał dzisiaj wolne, ale i tak przyszedł albowiem jak się ostatnio zorientował - dzień bez Anastasii był dniem straconym. Już zbyt wiele owych dni mu umknęło, dlatego też starał się spędzać z nią jak najwięcej czasu. Weyden była dla niego lekarstwem, lekarstwem na jego zbolałą duszę i złamane serce. Przy niej zapominał o swojej przeszłości, która nie dawała mu spokoju nawet tutaj. Niestety nie można uciec od problemów, albo udawać, że wcale ich nie ma. Każdej nocy przypominają o sobie. Bolesne wspomnienia wkradają się do snów tworząc tym samym koszmary równie straszne, jakimi było kiedyś ich życie. 
Michael uwielbiał ten szczery, beztroski śmiech Any. Kiedy go słyszał właściwie nic innego się nie liczyło. Uwielbiał nie tylko ją rozśmieszać, wprawiać w zakłopotanie, ale czasami również denerwować, chociażby tym, że zrobił coś kompletnie nierozsądnego. To jest takie wspaniałe uczucie, kiedy wiesz, że ktoś się o ciebie jednak martwi, komuś na tobie mimo wszystko zależy, nie skreśla cię przez twoje niezliczone wady, które oczywiście posiadasz - bo nie zapominajmy - jesteś tylko człowiekiem.
- Za kawę dziękuję, już piłem. - Jego lewy kącik ust uniósł sie nieznacznie ku górze tworząc tym samym zalążek zadziorego uśmiechu i zwiastując, że Ballack chciałby podjąć jakiś temat, ale nie bardzo wie jak. W miarę upływu czasu jego śmiałość zaczęła ustępować, jakby się bał, że może właśnie tym Anę do siebie zrazić. - A propo pracy... a właściwie odpoczynku od pracy to... co robisz w weekend? - Misza nie dał jej nawet odpowiedzieć, jak gdyby od razu przechodząc do sedna sprawy. Podchody to raczej nie była jego działka. - Chciałbym kupić domek w pobliżu plaży. Bardzo zależałoby mi na tym, żebyś go ze mną obejrzała i powiedziała co o nim sądzisz. - Podjął chwyciwszy jej drobną dłoń w swoje. Jednocześnie z uwagą przyglądał się jej reakcji.
Znając Ballacka i jego dochody, to nie miał być jakiś tam znowu mały domek, a okazała villa z cudownymi widokami na prywatną plażę. Cholera, ktoś, kto powiedział, że pieniądze szczęścia nie dają chyba nigdy ich nie miał. Dobrze, może nie są najważniejsze, jednak ułatwiają życie i pozwalają na różne szaleństwa. 
- Naprawdę bardzo bym chciała... -
- Ale co? - Wtrącił sie Ballack nie dając tym samym szansy kobiecie na dokończenie jej wypowiedzi. Przez chwilę nawet pomyślał, że po prostu chce sie wymigać od jego towarzystwa. Może ma go już dość?
Nic takiego jednak nie miało miejsca.
- Muszę pomóc Ashley. - Westchnęła cicho. - Ostatnio zbyt często zaniedbuję obowiązki domowe. Wszystko jest na jej głowie. - Przerwała na chwilę. - Poza tym, mam wizytę u lekarza. -
Ballack miał w tym momencie wrażenie, jakby ktoś dźgnął go czymś ostrym w ramię przez co znacznie sie ożywił. Nie wiedział co ma powiedzieć, choć bardzo chciał. Ana widząc jego zaniepokojoną minę szybko go uspokoiła.
- To tylko rutynowe badania. - Uśmiechnęła sie nieznacznie. Czy pominięcie kilku istotnych szczegółów to również kłamstwo?
- Najchętniej sam bym cię zbadał. - No proszę, stary dobry Ballack szybko powrócił. Zamruczał jej do ucha. - Ojciec zawsze mi powtarzał, żebym poszedł na medycynę a nie ganiał za piłką. -
- No widzisz, może faktycznie powinieneś sie przekwalifikować? - Odpowiedziała mu również szeptem zanurzając palce w gęstwienie jego krótkich, czarnych włosów. Odgarnęła grzywkę do góry i chwilę mu się przyglądała. Tak wyglądał jeszcze przystojniej. 
- To wcale nie jest taki zły pomysł, wiesz? - Poruszył brwiami po czym zbliżył swoją twarz do jej twarzy tak, że niemal stykali się nosami.

- O ho hoh! - Zaświergotał Pepe niespodziewanie zatrzymując się w drzwiach co spowodowało, że reszta Królewskich wylądowała mu na plecach, o mało co go nie przewracając. Kepler spuścił wzrok, jakby wcale nie zauważył Any i Michaela a to jego zaskoczenie było wywołane czymś innym. - Znaczy, o ho hoh, ale sobie t-shirt ubrudziłem! - Aby potwierdzić autentyczność swych słów chwycił rąbek koszulki i począł wpatrywać sie w nieistniejącą plame. 
- Co jest? - Zza pleców Pepe wychylił sie Varane, który najwyraźniej nie czekając na odpowiedź chciał zajrzeć do środka i samemu wybadać sytuacje, jednak przeszkodziła mu w tym dłoń Ramosa, która zasłoniła mu oczy. 
- Cokolwiek by sie tam działo nie patrz, za młody jesteś. - Rzucił Sergio całkiem poważnie jak gdyby francuski obrońca miał zaledwie siedem lat.
Ronaldo, który przedtem był szalenie pochłonięty oglądaniem swoich wypielęgnowanych paznokci, przez co człapał powoli i nawet nie zauważył tej małej kolizji do jakiej doszło w drzwiach gabinetu, dopiero teraz zarył facjatą w plecy Özila, który swoją osobą kończył korowód tychże piłkarskich sław.
- Jaja sobie robicie?! Za pół godziny mam spotkanie ze stylistą! - Pożalił się i aby potwierdzić swoje słowa, a także wzbudzić w nich choć odrobinę wyrzutów sumienia wskazał wymownie na swój nowiuśki, złoty zegarek. Postukał w jego tarczę by za sekundę wypolerować szkiełko zegarka skrawkiem koszuli Ramosa. 
- O włosy było sobie potrzeć, przynajmniej by blasku nabrał. - Ryknął rozzłoszczony obrońca, który już od jakiegoś czasu pozostawał w otwartym konflikcie z portugalską gwiazdą. Cris udał, że tego nie usłyszał.
- Özilku, bądź tak miły i przekaz temu komuś, że taka osobistość jak ja z pewnością nie będzie zwracać uwagi na jąkanie tego ulizanego pedała. To mogłoby zaszkodzić mojemu wizerunkowi, gdyby zupełnie przypadkiem moja pięść wylądowała na tym hiszpańskim ryju, który powinni pokazywać tylko po dwudziestej drugiej. -
Mesut spojrzał na Crisa a jego usta tworzyły coś na kształt litery 'o'. Był nieco zaskoczony, ale to nie to stanowiło jego problem w tym momencie.
- Ej Cris, a mógłbyś jednak powtórzyć? No bo.. kurwa nie bardzo zapamiętałem. -
Na twarzy Varane  zawitał tak zwany 'facepalm'.
- On miał na myśli.. znaczy no, jedno słowo, dziesięć liter... no i jakby sto znaczeń. -
- Ja sie w żadne krzyżówki bawił nie bede! - Oburzył sie Mesut a Raphael pokręcił głową z niedowierzaniem szepcząc pod nosem 'z kim ja pracuje'.
- Poza tym Ramos jest za głupi aby to zrozumieć. - Skwitował Ronaldo, który oczywiście wiedział, że jego wcześniejszy monolog dotarł do odpowiednego odbiorcy, po czym z gracją urugwajskiej baletnicy zaczął sie przepychać do środka aby w końcu zrealizować to, po co tu przyszedł.
Nieco zawstydzona Anastasia, która czuła sie teraz niemalże jak dziecko przyłapane na gorącym uczynku zsunęła sie z kolan Michaela i podała Portugalczykowi kilka kartek, które miał podpisać. 
- Też sobie moment wybrali. - Fuknął Ballack kiedy dotarło do niego, że tak szybko nie pozbędzie sie kilku członków ekipy Królewskich, którzy czuli sie tutaj niemal jak u siebie. Najbardziej było to widać po Özilu, który smacznie pochrapywał na sofie aż wszystko się trzęsło. Pepe natomiast usiłował podkraść mu z kieszeni bilet na jakąś premierę, na której tak strasznie mu zależało. Prośbami i błaganiami nic nie wskórał dlatego musiał uciec sie do ostateczności, no bo dlaczego Mesut miał iść z Mandy skoro może z nim? Panna Capristo może tego nie docenić.
- Przykro mi Cris, ale nie byliśmy przygotowani na twoje przybycie. - Podjął Michael odsuwając od Portugalczyka kartki, które tamten lustrował spojrzeniem jednocześnie wyciągając dłoń po coś do pisania.
- Brak czerwonego dywanu i blasku fleszy wam podaruję. - Machnął ręką jakby od niechcenia. - Poza tym jakiś taki nieuczesany dzisiaj jestem. - Dodał.
- Ballackowi chyba chodziło o to, że nie mają na stanie żelowych długopisów. - Wyjaśnił Sergio z satysfakcją po czym przybił tak zwaną 'piątkę' z Niemcem.
- Ktoś chyba znowu spuszcza wode w kiblu bo tak bełkocze. -Wysyczał niemal przez zaciśnięte zęby Ronaldo, jednocześnie powtarzając w myślach jakże zmyślną frazę 'złość piękności szkodzi'.
- Że z dedykacją dla kogo? - Spytał ledwie żywy z wyczerpania, obudzony przez młodego Varane Mesut chwytając podawany mu długopis.
- Dla prezesa klubu. Możesz też dorysować kilka serduszek, może nawet dostaniesz podwyżkę. - Anastasia starała się to powiedzieć ze śmiertelną powagą i prawie jej sie to udało. Prawie, bo jej roześmiane, brązowe oczy, w które wpatrywał się Michael wszystko zdradzały. 
- Najpierw musiałby ktoś rozszyfrować te tureckie bazgroły. - Mruknął pod nosem Pepe, który pewnego razu poprosił Özila o sporządzenie listy zakupów na impreze, którą razem organizowali.
- To nie autograf, ciole! To poważna sprawa jest, no nie pamiętasz po co tu przylazłeś? - Wtrącił sie wreszcie Ramos, który prawie pobił swój rekord nieodzywania sie, trwający nie całą minutę. Aktualnie stoper Realu był pochłonięty starannym kaligrafowaniem swojego imienia i nazwiska we wskazanym miejscu, przez co podpisywał się 3,5 raza wolniej niż jego towarzysze.
- Oo, Ramosiu, wyszedłeś za linię! - Zakpił CR7 po tym jak zmierzając do wyjścia, oczywiście niechcący trącił krzesło na którym siedziała madrycka czwórka. Ramos tylko zaklął pod nosem. Może nie w tej chwili, ale się zemści.  

____________________________________

cóż mogę powiedzieć? 
ten rozdział nie do końca jest taki, jaki miał być. najchętniej wcale bym go nie dodawała, ale bez niego nie będę mogła opublikować kolejnych więc... ah, nieważne zresztą. obiecuję, że następne jakościowo będą lepsze i z pewnością będą pojawiać się częściej, albowiem zamierzam doprowadzić do końca tego bloga. 

Złota Piłka dla CR7, wreszcie. nie wiem czemu, ale jakoś szalenie bawi mnie to zdjęcie. 

nie mogę się też uwolnić od tej piosenki. czy Wy także macie wrażenie, że linia melodyczna i nawet to ohooo oh zostały jakby trochę zerżnięte od Juliet - Lawson? Shak momentami wyje, ale za to głos Riri tutaj jest cudowny, tak samo jak w Man down.