czwartek, 3 października 2013

Ten - "Zgubiłeś tam coś?"


– Anastasio, czy mogłabyś mi pomóc? – Ballack ponowił pytanie a Włoszka zastanawiała się przez chwilę, czego on tak naprawdę od niej oczekuje. Zaintrygowało ją to, że jego głos nie był teraz ani władczy, ani przepełniony nieuzasadnioną jak dla niej wesołością. No dobra, może tylko trochę. Ale, że niby ona ma teraz do niego wejść? Przebywanie z Michaelem sam na sam, a już szczególnie w pomieszczeniu o powierzchni mniejszej niż jeden metr kwadratowy to chyba nie jest dobry pomysł. A co jeśli będzie niekompletnie ubrany? Tylko… Czy jej to właściwie robi jakąś różnicę? Przecież już widziała go w samych bokserkach.
Weszła do środka. A jednak był kompletnie ubrany. Statystycznie rzecz biorąc 99% kobiet przekraczających próg tej przymierzalni byłoby teraz zawiedzione niczym Sergio Ramos eksperymentujący z blond farbą przez co (dodając jeszcze to charakterystyczne spojrzenie) nieświadomie upodobnił się niemalże do samego wielkiego Juppa Heynckesa. A co z tym 1%? Pewnie by zemdlało na sam widok tej opalonej, przystojnej twarzy na której tak często malował się leniwy uśmiech, chłodna a zarazem seksowna obojętność lub uroczy grymas niezadowolenia, który wywoływał u kobiet nieodpartą chęć zaopiekowania się nim i podjęcia wszelkich prób spełnienia jego oczekiwań.
– Coś się stało? – Niemiec skierował swoje zawadiackie spojrzenie na jasne, przyozdobione słodkim uśmiechem od którego mocniej zabiło mu serce, oblicze Anastasii.
– Suwak mi się chyba popsuł. – To chyba było ostatnia rzecz, jakiej się spodziewała i jaką chciała usłyszeć.
– Zdejmij spodnie... –
– Co? – Wszedł jej w słowo. – Nie robię takich rzeczy na pierwszej randce. – Uśmiechnął się szerzej ujawniając tym samym dwa rzędy śnieżnobiałych zębów. Wyglądał dwa razy bardziej denerwująco i pięć razy bardziej pociągająco niż zazwyczaj. Westchnęła przeciągle.
– Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło. Zaraz przyniosę ci jakieś inne. –
– Nie chce innych, chcę te. – Rzekł zdecydowanie i tym samym jakby ucinając ewentualną dyskusję. Och, jak ona nie lubiła jak on się rządził. Chociaż przekomarzanie się z nim to już inna sprawa.
A niech go szlag. Pomyślała. To była ostatnia para spodni w tym rozmiarze. Czyżby o tym wiedział? Nie, aż taki przebiegły to on chyba nie jest, a raczej nie wygląda.
No dobrze, wszyscy wiedzą, że się mylę, tym bardziej Anastasia więc cofam to.
Czy gdyby panna Weyden umiejętnie nim pokierowała zgodziłby się na inny fason? Michael i zgadzanie się na to, co się mu proponuje? To absurdalne. I co z tym fantem zrobić? Westchnęła po raz kolejny. Zna go niemalże od tygodnia i już majstruje mu przy rozporku. No pięknie się zaczyna.
– Chodź tu. – Rzuciła choć stał zaledwie kilka centymetrów od niej jednocześnie mierząc go jakby obojętnym spojrzeniem.
– A może trochę milej? I bądź… ostrożna. – Mruknął a jego twarz wykrzywił olśniewający uśmiech, obok którego nie można było przejść obojętnie.
– Po prostu tu się coś zacięło, ale już jest w porządku. – Skwitowała unosząc głowę na tyle, by móc na niego spojrzeć. Czuła się dziwnie, a to uczucie cały czas się nasilało, kiedy tak patrzyła w niebieskie tęczówki Niemca i widziała w nich swoje odbicie. Ballack w tej chwili rozmyślał nad głównymi zastosowaniami tegoż pomieszczenia i na swojej liście nie znalazł ani jednego punktu, który odpowiadałby temu, co on chciał w tej chwili robić i który rozpoczynałby się na literę S. Ach, ci mężczyźni, tylko o sporcie myślą. Ana czując, że już nie jest potrzebna wyszła z przebieralni. Drzwi z tej obok uchyliły się nagle a w zasięgu jej wzroku pojawił się wysoki szatyn w obcisłym T-shirtcie, który eksponował nie tylko jego mięsnie, ale i jego kolor wyraźnie kontrastował z tatuażami na lewym przedramieniu.
– Czy mi też mogłaby pani pomóc? – Zapytał z nadzieją i posłał kobiecie jeden ze swoich najładniejszych uśmiechów.
– O nie, ta pani jest ze mną. – Wyraźnie podkreślił Michael i z powrotem wciągnął brunetkę do środka.
– A to ty nie wiesz, że bliźnim należy pomagać? – Spytała przesadnie trzepocząc swoimi długimi, czarnymi rzęsami.
– Mówisz zupełnie tak, jakby cię Kaka już zaczął nawracać. – Podjął zmieniając koszulkę a ona bardzo starała się nie patrzeć, jednak jej nie wyszło.

— ▪ —


 Włoszka jak typowa kobieta rozglądała się po wystawach sklepowych co oczywiście równało się z tym, że po części ignorowała paplaninę Ballacka a jej ciemne oczy niczym rentgen prześwietlały wszystkie sklepowe półki. Nie chodziło o to, że była nałogową zakupoholiczką i nie umiała oprzeć się tym wszystkim atrakcyjnym cenom i wyprzedażom. Po prostu miała to zapisane w genach.  
– Teraz tutaj. – Michael tracił Anastasię porozumiewawczo jakby wreszcie domagał się określonej reakcji i choć odrobinę uwagi z jej strony.
– Od kiedy gustujesz w damskich fatałaszkach? Czy ja o czymś nie wiem? – Zakpiła spodziewając się po tym jakiejś ciętej riposty, ale nic takiego nie nastąpiło. Chwycił jej drobną dłoń, splótł ich palce i ruszył do środka dając jej tym samym znak, że ma iść za nim. 
– Chciałem tylko zrobić prezent mojej dziewczynie. – No proszę, a więc pan Ballack ma dziewczynę.
– A czy ona nie jest aby wypełniona powietrzem i nie wygląda wiecznie jakby była zdziwiona? – Anastasia korzystając z okazji pozwoliła sobie na od dawna planowany przejaw złośliwości w stosunku do Niemca. Ku jej zdziwieniu wcale nie przyniosło jej to przyjemności. Mało tego, jego ostatnie słowa dziwnie na nią zadziałały. Jej wyobraźnia od razu podsunęła jej obrazek, na którym wysoka, wytapirowana, silikonowa blondynka klei się do Michaela a sukienka ledwo zakrywa jej wielki,  - szkoda, że nie pełen celulitu - tyłek. Kobieta mimowolnie się skrzywiła. Bez odpowiedzi pozostaje jednak pytanie, czy zrobiła to dlatego, że mimo wszystko ukłuło ją uczucie zazdrości, czy po prostu dlatego, że MB13 mógłby mieć taki gust co do kobiet. Mężczyzna jakoś specjalnie nie zareagował na jej słowa. Uniósł tylko brwi i zmierzył ją takim spojrzeniem, jakby właśnie wyobrażał sobie jak wygląda nago i wcale się z tym nie krył. Ana skrzyżowała ręce na piersi. No dobrze, już będzie grzeczna, tylko niech tak na nią nie patrzy.
– A ja mam ci pomóc wybrać, tak? Masz już coś konkretnego na myśli? – Starała się udawać obojętną.
– Najchętniej kupiłbym jej jakąś fajną bieliznę, ale obawiam się, że mogłaby opacznie zrozumieć taką formę prezentu. – Odparł bez zastanowienia.
– To może buty? Kobiety uwielbiają buty. – Zaproponowała z entuzjazmem.
– Nie wiem czy to dobry pomysł. Mógłbym nie trafić w jej gust, mogłyby nie pasować do niczego… – Włoszka położyła dłoń na ramieniu bruneta i zaczęła spokojnie.
– Michaelu, musisz wiedzieć, że powiedzmy jeśli buty nie pasują w jakimś sensie do stroju, to na pewno pasują do bielizny. – Niemiec teraz poświęcił więcej uwagi aby przyjrzeć się ciemnogranatowym szpilkom Any, które na pierwszy rzut oka współgrały tylko z pomalowanymi na podobny odcień paznokciami.
– Nie wódź mnie na pokuszenie. – Mruknął a ona podniosła ręce w poddańczym geście.
– Może zamiast tracić czas, przybliżyłbyś mi jakoś jej postać. Może wtedy łatwiej by mi było ci coś doradzić. – Rzuciła rozglądając się po pomieszczeniu wypełnionym typowo kobiecymi częściami garderoby w poszukiwaniu jakiegoś szkaradztwa. To mogłaby być interesująca forma zemsty.
– Jest mądra, ładna… właściwie bardzo ładna – Poprawił się szybko spoglądają w jakiś bliżej nieokreślony punkt przed sobą. Anastasia miała tylko nadzieję, że to nie wyeksponowany biust manekina, który stał w pobliżu. – jest mniej więcej twojego wzrostu, figurę właściwie też ma podobną. –
– Ja bym chyba jednak obstawała przy butach. – Michael nie miał pewności czy go w ogóle słuchała ponieważ właśnie przyglądała się jakimś bluzkom. – Wiem, czarne szpilki będą idealne. No wiesz, uniwersalne, będą pasowały do wszystkiego. – Niemiec tylko pokręcił głową.
– Nie, ona ma dużo czarnych rzeczy. Właściwie ubiera się prawie tylko i wyłącznie na czarno, ciekawe dlaczego… –
– Może dlatego, że czarny wyszczupla? – Zmarszczyła nos w ten swój charakterystyczny, nieco zabawny sposób kiedy zdała sobie sprawę, że mówi o niej.
– Nie ma co wyszczuplać…–
– Ballack, czy ty sobie ze mnie żartujesz? –
– Nie, po prostu chciałem ci się jakoś odwdzięczyć. Bo wiesz, to wcale nie miało tak wyglądać…–
– A nie przyszło ci do głowy, że może wystarczy zwykłe „dziękuję”? Ewentualnie jakieś zapewnienie o tym, że przestaniesz być w przyszłości taki arogancki i bezczelny? –
– To może jednak wrócimy do pomysłu z bielizną? – Uśmiechnął się do niej nieziemsko a jej na chwilę zaparło dech piersiach. Dlaczego ta jego przystojna gęba tak na nią działała?
– Ja naprawdę niczego od ciebie nie oczekuję…. –

— ▪ —


– Ale skoro już tu jesteś to może chociaż coś przymierz. Proszę. –
– O, Michael użył słowa „proszę” – Zdziwiła się i zmrużyła powieki. – Musieli cię podmienić kiedy się odkręciłam. – Niedowierzała.
– Więc? –
– No dobrze, przymierzę o ile w coś się wcisnę. – Kiedy Niemiec usłyszał jej przesycony wesołością głos, od którego powoli się uzależniał, zrobiło mu się jakoś tak… lżej.
– Na pewno coś znajdziemy. – Podjął przypatrując się wieszakom z sukienkami. Przesuwał je to w prawo to w lewo aż wreszcie w jego ręce trafiło krawieckie dzieło sztuki, tyle, że miało paskudny brzoskwiniowy kolor, który kojarzył mu się tylko z tym pamiętnym popołudniem, kiedy jego świat się zawalił.
– Niebieska. Niebieska będzie lepsza. – Odparł.

— ▪ —


– Nie wyjdę. Wstydzę się. – Michael uniósł brwi jakby nie dowierzał w to, co słyszy.
– Nie przesadzaj, przecież nie każe ci wyjść nago… – …choć właściwie bardzo bym chciał. Dokończył, ale to już w myślach. – Nie może być aż tak źle. – I faktycznie nie było, bo kiedy pojawiła się przed nim niczym nimfa wodna, nie wiedział na jakiej części jej ciała powinien skupić swój wzrok. Ta sukienka była dla niej wprost stworzona. Teraz mógł w pełni podziwiać jej nagie ramiona, które niczym peleryna okrywały długie, czarne loki…
– Chyba za dużo odsłania, nie sadzisz? –
I podziwiałby jeszcze więcej, gdyby nie facet, który pojawił się praktycznie znikąd.
– Jak dla mnie, to mogłaby jeszcze więcej odsłaniać, bo niezaprzeczalnie jest na co popatrzeć. – Ballack zgromił go wzrokiem. Wiedział, że facet ma rację, ale to, że tak bezczelnie gapił się na Anastasię bardzo mu przeszkadzało.
– Ciekawy jestem co na te słowa powiedziałaby pańska żona. – Mruknął podnosząc się z sofy. Tego właśnie nienawidził – facetów, którzy zamiast pilnować własnych żon podrywają inne kobiety, albo facetów, którzy zamiast podrywać inne kobiety zajmują się cudzymi żonami.
Anastasia stała teraz naprzeciwko lustra i przez moment przypatrywała się własnemu odbiciu. No dobrze, już nie tylko własnemu, bo Michael stanął za nią. Mężczyzna położył dłonie na jej biodrach, nachylił się i oparł brodę na jej ramieniu. Trochę zaskoczył tym brunetkę, ale to było dla niej coś nowego, coś przyjemnego, kiedy tak pod wpływem jego dotyku serce zaczynało szybciej pompować krew a ona prawie zapominała jak się oddycha. Była trochę oszołomiona jego bliskością, jednak podobało jej się to. Najchętniej odwróciłaby się i…
No właśnie, i?
– Mógłbym na ciebie patrzeć, trzymać cię w ramionach godzinami. – Szepnął muskając nosem szyję brunetki. To był odruch, nie panował nad tym. Przy niej w ogóle zapominał o swoich wcześniejszych postanowieniach, nie poznawał sam siebie. Patrząc w ich wspólne odbicie nabierał przekonania, że tym razem nie powinien a po prostu chce spróbować. Z Anastasią. Byłby jeszcze większym idiotą gdyby zaprzepaścił szanse jaką w tym momencie daje mu los. Może to jeszcze nie koniec? Może dopiero u jej boku zacznie tak naprawdę żyć? Bardzo chciał w to wierzyć w każdym razie. Przeczucie mówiło mu, że Ana nie mówi mu jednak wszystkiego. I miał rację. Włoszka toczyła właśnie w myślach ciężką bitwę. „Daj sobie spokój, i tak nic z tego nie będzie. On tego nigdy nie zrozumie. Nigdy.” Słowa te odbijały się echem w jej głowie powodując tym samym nie małą dezorientację. Michael wzmocnił uścisk jakby bał się, że mu ucieknie. I faktycznie, w końcu to zrobi, bo zda sobie sprawę, że na niego nie zasługuje.
– Zgubiłeś tam coś? – Odezwała się z trudem.
– Wcale nie patrzyłem. – Odpowiedział bez zastanowienia patrząc jej w dekolt. – Dopiero teraz patrzę. I jeżeli nie masz nic przeciwko, to chętnie bym sprawdził. – Ana odwróciła się, by móc spojrzeć w te jego pełne błękitu ślepia, w których mogłaby niemalże utonąć i uwodzicielski uśmiech jak gdyby zarezerwowany tylko dla niej. Ballack nadal ją obejmował a ona właśnie poprawiała kołnierzyk jego koszuli. Wpatrzeni w siebie szeptali coś między sobą by zaraz zanieść się śmiechem.
– Cóż za szczęśliwa para. – Stwierdziłby teraz zwykły obserwator. O nie, ani nie do końca szczęśliwa, ani nie para.

— ▪ —  — ▪ —  — ▪ —  — ▪ —  — ▪ —

coż mogę przedstawić jako swoje usprawiedliwienie? 
na pewno nie brak weny. 
opowiadanie nie jest jeszcze nawet w połowie, a ja wykryłam u siebie bardzo dziwną przypadłość, wewnętrzną blokadę. zdałam sobie sprawę, że prędzej czy później będę musiała rozstać się z moimi bohaterami i nie bardzo mi się chyba jakoś ten pomysł podoba dlatego chyba na wpół świadomie wypieram się brakiem czasu i nic nie piszę, nie dodaję bo chcę jak najbardziej oddalić ten moment, kiedy będę musiała zakończyć tego bloga. ;)
czy Wam też jest trudno rozstawać się z Waszymi bohaterami? jak sobie z tym radzicie? ;)
ale dobra, mobilizuję się już. może nowymi projektami, jakie nie długo bede pragnęła rozpocząć zapełnię pustkę po Anie i Michaelu. no kurczę, to moi ulubieńcy chyba.
nie długo też powinien pojawić się rozdział na blogu o Benzemie. ;)

a tak poza tym jest świetnie. Bayern i Real dają radę. <3

niedziela, 4 sierpnia 2013

Nine - "Czy mogłabyś mi pomóc?"


Anastasia podniosła wzrok znad dokumentów, które właśnie wkładała do jednego z granatowych segregatorów aktualnie leżących na jej biurku, a które jeszcze pół godziny wcześniej stały sobie jak gdyby nigdy nic uporządkowane w kolejności alfabetycznej na jednym z przeznaczonych do tego regałów.
– Hej. – Na dźwięk barytonu Casillasa drgnęła niczym Alonso, który zasnął w szatni podczas przerwy pamiętnego meczu z Barceloną; którego po wielu jakże dziwacznych próbach udało się wreszcie obudzić trenerowi Mourinho, jednak tylko dlatego, że użył do tego mocno już zużytej skarpetki Fabio Coentrao. Czyżby katalońscy fani rzucili wtedy urok na tego jakże wspaniałego i przystojnego pomocnika z numerem czternastym? Nawiedzony Kepler pierwszy wysunął takie oskarżenie. Prawda była taka, że Xabi już od kilku dni po prostu sypiał na kanapie w salonie, co niekoniecznie pozwalało mu się wyspać i było niezbyt przyjemnym doświadczeniem dla jego nad wyraz delikatnego kręgosłupa. A dlaczego tam sypiał? Dobrze, może nie zapomniał o rocznicy ślubu, ale według Nagore zapas proszku do prania i nowa deska do prasowania to niezbyt romantyczne prezenty. A podobno sam gest się liczy…
Ale wracając….
– Nie przeszkadzam? – Iker stał w drzwiach trzymając dłonie za plecami. To nie był typowo bramkarski nawyk.
– Ależ skąd. – Kiedy otrzymał przyzwolenie ruszył w kierunku biurka stojącego niemalże w samym centrum pomieszczenia i wyciągnął w jej stronę wieszak z czarną sukienką. Tak, tą samą, która Ana miała na sobie dwa dni temu na bankiecie. Brunetka znieruchomiała. Była teraz prawie jak marmurowy posąg. Prawie bo zdradzały ją tylko mrugnięcia powiek kiedy wpatrywała się kolejno to w bramkarza, to ponownie w część swojej garderoby. – Słuchaj…, Michael mi to dał. Znaczy miał ci oddać osobiście, ale coś mu wypadło i musiał jechać zaraz po treningu. – Wytłumaczył pan i władca realowskiej bramki. Nie tylko panna Weyden czuła się w tej chwili trochę niezręcznie. To, co zrodziło się w głowie Ikera, kiedy Ballack ot tak po prostu podawał mu jej sukienkę nie było niczym przyzwoitym. Co prawda byli kumplami, można by rzec nawet najlepszymi, ale…
Dlaczego Anastasia miała wrażenie, że Ballack zrobił to specjalnie? Pracuje tu zaledwie od kilku dni i to właściwie dzięki Ikerowi a teraz on pomyśli sobie Bóg wie co. A co, jeśli ktoś widział bramkarza paradującego z jej sukienką? Co ludzie pomyślą?! Nie chciała nawet o tym myśleć. Przecież nikt nie wysnuje wniosków, że zapewne zatrudnił się pralni, żeby sobie trochę dorobić. Czemu Michael nie raczył zapakować jej nawet w pokrowiec?! Ana usiłowała przybrać normalny wyraz twarzy, jakby się tym wszystkim wcale nie przejmowała. Na jej obliczu zawidniał też blady uśmiech. Naturalny - a przynajmniej z założenia tak miał wyglądać. I jak z tego wybrnąć?
 – Ach tak, a kwitu z pralni ci nie dał? – Spytała nagle neutralnym tonem a Casillas pokręcił tylko przecząco głową. Nie miała odwagi spojrzeć mu w oczy. Miała wrażenie, że jej policzki pokryły się purpurą. – To dobrze. Jeszcze by tego brakowało… Jakby nie patrzeć to w końcu z jego winy wylądowałam w basenie. – Zamaszystym gestem zamknęła segregator i odstawiła go na miejsce. Iker złapał się na tym, że podążył wzrokiem za jej zgrabną sylwetką i wcale nie przypatrywał się jej plecom w tym momencie. – Właściwie jest mi winien, chociaż to, za to jak wspaniałomyślnie odwiozłam go do domu. – W tej jednej chwili wszystkie wątpliwości bramkarza zostały rozwiane. Miał już pewność, że u niego była i dziwnie się z tym czuł. Do tego ten basen… Chyba nie chciał wiedzieć już nic więcej, dlatego szybko zmienił temat.
– I jak praca? Nie przeszkadza ci, że na co dzień musisz obcować ze sportem? – Zapytał obserwując jak odkłada sukienkę na sofę. Anastasia zaczekała z odpowiedzią, aż usiadła na krześle po drugiej stronie biurka naprzeciwko Casillasa.
– Praca super, właściwie tonę w papierach, ale to i tak dużo lepsze niż sprzątanie, wierz mi na słowo. A co do sportu… – Przerwała na chwilę jakby porządkowała w głowie myśli a wszystko po to, by nie powiedzieć za dużo a zgrabnie wybrnąć z tematu. – … nigdy nie był mi obcy. – Iker uniósł brew nie kryjąc tym samym swojego zaciekawienia. – W szkole średniej grałam w kosza. – Wyjaśniła. Santo starał się nie roześmiać. Ponownie omiótł ją wzrokiem. Taka wątła dziewczyna i bieganie po boisku w przepoconej koszulce? Nie, nie może być.
– Z twoim wzrostem? –
– I kto to mówi? Do Buffona to wyobraź sobie kilka centymetrów ci brakuje. – Wytknęła język w jego stronę uśmiechając się przy tym nad wyraz złośliwie.
– Wzrost się nie liczy. – Skwitował.
– Jak dobrze, że to w końcu przyznałeś. –

— ▪ —


Dzień później.
Nachylił się nad jej biurkiem i oparł na nim swoje dłonie. Przez dłuższą chwilę przyglądał się jak Anastasia porządkuje papiery i wkłada je do szuflady. Chyba udawała, że wcale go tu nie ma. A może po prostu tak mu się wydawało? Kiedy wreszcie nawiązała z nim kontakt wzrokowy kącik jego ust uniósł się nieznacznie tworząc tym samym zalążek nieziemskiego uśmiechu, obok którego nie można było przejść obojętnie.
– Chodź, zabieram cię na zakupy. –
– Słuchaaam? – Rzuciła niedowierzając co dało się usłyszeć poprzez wyraźne przeciąganie ostatniej samogłoski. – Nie za bardzo mam czas. – Dodała wreszcie mając nadzieję, że tym jednym zdaniem załatwi sprawę i uzyska święty spokój.
– Akurat. Za – i tu wymownie spojrzał na drogi, złoty zegarek umiejscowiony na jego lewej ręce – pięć minut kończysz pracę. – Poruszył znacząco brwiami, jednak spojrzenie jego rozmówczyni mówiło wyraźnie „nie”. – Nie interesują cię zakupy? Zaczynam poważnie wątpić w twoją kobiecość. – Ballack chyba sądził, iż tym stwierdzeniem ją przekona. Anastasia zmrużyła powieki. Nic nie odpowiedziała. Niemiec zaatakował ją kolejnym niby to bardziej otwartym argumentem. – Jesteś kimś w rodzaju asystentki Mou, więc jakby nie patrzeć również i moją. Musisz dbać o mnie i o mój wygląd ażebym nie przyniósł wstydu klubowi jak Khedira, który naciągnął na tyłek białe szorty a potem śmiało się z niego nie tylko pół Hiszpanii, ale i Niemiec. – Michael przewrócił tymi swoimi pełnymi błękitu ślepiami a potem usadowił się na krześle Anastasii. – Hm, wygodnie tu masz. – Nie zdołał powiedzieć nic więcej ponieważ Włoszka usiadła przed nim na biurku eksponując tym samym swoje nogi. Na reakcję Niemca nie trzeba było długo czekać.
– A teraz mnie posłuchaj. – Palcem wskazującym uniosła jego podbródek zmuszając tym samym by patrzył jej prosto w oczy. – Jak się wyraziłeś jestem asystentką Jose – podkreśliła powoli i stanowczo – nie twoją. Bieganie za tobą po sklepach i sprawowanie roli tragarza nie wchodzi w zakres moich obowiązków służbowych. Nie możesz wziąć ze sobą Benzemy? – MB13 wydawał się nie tylko rozbawiony, ale i niewzruszony.
– Jeśli twoje obowiązki obejmują panowanie nad tą całą papierkową robotą i w jakimś sensie opiekę nad piłkarzami to powinnaś jeszcze raz przemyśleć swoją koncepcję. Obrażanie kluczowych zawodników nie jest chyba najlepszym podejściem. Bez takich jak my - piłkarze, by cię tu nie było. – Anastasia zsunęła się z biurka i wygładziła sukienkę. Nawet nie spojrzała na Niemca, który znowu zaczynał ją drażnić swoim paplaniem.
– Może i nie – Odpowiedziała – Ale jeśli zamierzasz przyczynić się do straty mojego stanowiska tylko dlatego, że nie przybiegam na komendę i nie trzepoczę rzęsami to chyba nie jesteś tym człowiekiem, o którym czytałam w prasie. A może dałam się nabrać na sztuczny wizerunek? – Brunet chwycił jej żakiet i torebkę, po czym ruszył w kierunku drzwi. Bez słowa. Świetnie, kolejny przejaw bezczelności w wykonaniu niesamowitego Michaela Ballacka. Nie wytrzyma, zapewne prędzej czy później zdzieli go przy tych wszystkich ludziach w centrum handlowym jedną z toreb jakie zapewne będzie dzierżyć w ręku. Zdenerwował ją tym, że wszedł tutaj jak do siebie, albo do jakiegoś burdelu. Ośmielił się organizować jej czas a po całym tym zajściu z sukienką - o którym teraz aż huczy i krąży wiele wersji, które każdy przekazujący je dalej w jakiś sposób ulepsza – chciała, żeby dał jej spokój. Michael irytował ją niemiłosiernie, jednak miał w sobie coś takiego, co ją niezaprzeczalnie do niego przyciągało.
Kręcili się po centrum handlowym już dobre półtorej godziny, z czego większość czasu Ballack poświęcił na rozdawanie autografów i robienie sobie zdjęć z fanami a w dużej mierze z podekscytowanymi fankami, które lepiły się do niego tuzinami. Cieszyły się jakby co najmniej były na audiencji u papieża a nie spędzały czas na zakupach i przez przypadek spotkały na swojej drodze piłkarza. 
– Życie gwiazdora jest cholernie ciężkie. – Zakpiła uśmiechając się przy tym słodko. Za słodko jak na nią, co nie uszło uwadze Ballacka. Od razu zwietrzył podstęp i postanowił zachować szczególną ostrożność. O ile będzie w stanie oczywiście. Włoszka rzeczywiście zamierzała się na nim zemścić i zaproponować mu chociażby coś kompletnie beznadziejnego, ale Michael we wszystkim wyglądał obłędnie. To było takie cholernie niesprawiedliwe. Gdyby został piłkarzem zapewne chadzałby teraz po wybiegu niczym rącza gazela i prezentował zmyślne kreacje światowych – i jak to zwykle w bajkach bywa, lekko popieprzonych – projektantów mody.
Od dobrych pięciu minut czekała, aż wreszcie raczy opuścić progi przymierzalni i zaprezentuje się w ciemnych dżinsach, które mu wybrała. Coś za długo mu to szło…
– Anastasio… – Automatycznie zareagowała na pełną formę swojego imienia.
– Tak? – Spytała niepewnie, nastawiając ucho w kierunku źródła dźwięku.
– Czy mogłabyś mi pomóc? – Włoszka wybałuszyła oczy niczym „madrycka dziesiątka” i przeczesała dłonią włosy zyskując tym samym chwilę na zastanowienie. Co on znowu kombinuje? –
– Zabłądziłeś i nie możesz wyjść… – Błysnęła sarkazmem.

— ▪ — — ▪ —  — ▪ — — ▪ —  — ▪ — — ▪ —  — ▪ — — ▪ —  — ▪ — — ▪ — 
co mogę powiedzieć? 
dziękuję Wam za każdy komentarz, to naprawdę motywuje do pisania. fakt, że ktoś jednak czyta te moje wypociny wywołuje na mojej twarzy uśmiech. niedługo chyba zmarszczek dostane. ;> 
jeśli chodzi o Wasze blogi to przepraszam, że nie komentuję na bieżąco. czas ostatnio przecieka mi przez palce, ale jak mam wolną chwilę staram się zobaczyć co u Was ciekawego. dzięki Bogu za mobilną wersje. ;> także tego. powoli nadrabiam zaległości. 
postanowiłam, że rozdział będzie się pojawiał raz w miesiącu, no ewentualnie dwa razy, ale za to będzie wyczerpujący. 
mam zamiar też odświeżyć bloga o Benzemie. jeśli jest ktoś zainteresowany losami Evelyn Zidane i właśnie tegoż piłkarza to serdecznie zapraszam. niedługo powinien pojawić się nowy post. ;>
udanych wakacji życzę. ;*